FOBIA: MOJA NAJWIĘKSZA NIEPRZYJACIÓŁKA

Nie wszystko w życiu jest łatwe i nie zawsze potrafimy o tym mówić. Jednak absolutnie wszystko co nas spotyka może pomóc innym. Nie musi być to pozytywna opowieść, o tym, że wszystko będzie dobrze. Świat byłby zbyt nudny, gdyby tylko dobre rzeczy działały na nas motywująco. Zaczęłam zbytnio odchodzić od tematu, bo po prostu boję się powiedzieć to głośno. Boję się powiedzieć, że się… boję.

***

Nie boję się pająków, myszy, żab. W USA jeździłam Rollecoasterem, wiele razy sama podróżowałam, a na studiach wyrywałam się do odpowiedzi, bo „wiedziałam wszystko najlepiej”. Jednak odwaga to jedno, a strach to już zupełnie coś innego. I tak, na przykład uwielbiam jeździć pociągiem, ale kiedy mam wysiąść na stacji Warszawa Centralna robię wszystko, żeby swoją podróż skończyć na… zachodzie. Przerażają mnie duże, zamknięte tereny takie jak dworzec, tory kolejowe i… strome schody. Obecnie czasem wejdę na otwartą wieżę widokową, ale ostatnio w Zabrzu (Szyb Maciej) cofnęłam się w pół drogi, bo nogi odmówiły mi posłuszeństwa.

Brzmi śmiesznie? A Ty, czego się boisz?

Jak to się zaczęło?

Dziesięć lat temu pojechałyśmy z dziewczynami nad morze. Przesiadka: Szczecin Dąbie. Trzeba było przejść po starych, drewnianych schodach nad torami, a ja nagle stanęłam i nie potrafiłam zrobić kroku. „Przepraszam, czy mi Pan pomoże?” spytałam obcego faceta i wzięłam go pod ramię. Koleżanki śmiały się w głos, ja też, bo nie wiedziałam o co chodzi. Tak to wszystko się zaczęło.

Na jakiś czas o tym zapomniałam, ale temat co jakiś czas wracał. Mieszkałam za granicą i w sumie nie wiedziałam kogo się poradzić w tym temacie. Jakąkolwiek farmakologię odrzucałam, a na terapię chciałam zapisać się w Polsce. Przez te dziesięć lat robiłam postępy, cofałam się i kolejno, parłam do przodu. Choć nieraz nie weszłam na jakąś przerażającą (tylko dla mnie) wieżę widokową to po prostu nauczyłam się z tym żyć.

Mersin
Kiedy mieszkałam w Mersin, wolałam przebiegać przez czteropasmową ulicę, niż przechodzić przez przejście nadziemne.

Psychoterapia: dlaczego warto?

Kiedy wróciłam do Polski, zaczęłam układać swoje życie od nowa. Intuicyjnie wiedziałam, że zajmie mi to rok. Po roku czułam, że warto byłoby się wybrać do terapeuty, u którego kiedyś byłam i który pomógł mi poradzić sobie z traumatyczną sytuacją. Na terapię chodziłam przez 11 miesięcy i przepracowałam wiele „drapiących” tematów. Może sama bym sobie z nimi poradziła, ale z kimś na pewno jest łatwiej i… szybciej.

Terapię przerwałam w momencie, w którym nie potrafiłam z niej korzystać. Teraz, od czasu do czasu wracam do swoich zapisków, bo pewne jest jedno: o siebie trzeba dbać zawsze. Dlatego, jeśli będę potrzebować coś przepracować to bez wahania się na nią wybiorę.

Farmakologia- czy to ma sens?

Zanim odeszłam z pracy zgłosiłam się po poradę do cenionego psychiatry. Na swoje bolączki poza chorobowym, dostałam dość długą receptę, która mnie… zaskoczyła.

Farmaceutka była… przerażona, kiedy w aptece spytałam: czy mogę stosować TYLKO jeden z tych leków? „Nie wiem! Proszę spytać lekarza. Ja nie wiem.” Pomyślałam co to musi być za świństwo, ale spróbowałam jednego leku przez miesiąc i jego działanie było co prawda niesamowite do momentu odstawienia. Humor mam zwykle dobry, ale ten był aż nienaturalny 😊  Co prawda wszystko zrobiłam wg. zaleceń lekarza, a mimo to po odstawieniu czułam się gorzej niż na kacu. Zawroty głowy trwały przez parę kolejnych tygodni, byłam rozbita bardziej niż kiedykolwiek. Oczywiście, nie każdemu to się zdarza. Ale zanim zdecydujemy się na tak dużą ingerencję, warto poczytać w Internecie o tym, czego często nie ma na ulotce.

Statystyki psychiatryczne w Polsce

Spora, jeśli nie największa część psychoterapii odbywa się w gabinetach prywatnych, a dane statystyczne z GUS obejmują tylko publiczne placówki. Jednak nawet wg. GUS w 2015 roku prawie 1,4 miliona Polaków korzystało z pomocy ze względu na występujące zaburzenia psychiczne lub zaburzenia zachowania. Niemal połowa tego to zaburzenia nerwicowe i zaburzenia nastroju, a faktem jest, że po pomoc zgłasza się coraz więcej młodych ludzi.

Do tej pory w mediach trochę udało się odczarować depresję, bo coraz więcej osób się do niej przyznaje. W sieci bardzo popularne są filmiki Hani, która opowiada m.in. o swojej depresji, a w komentarzach ludzie otwierają się i opowiadają swoje historie. Ostatnio o swoim napadzie paniki pisała aktorka, Izabella Miko. Jednak to rzadkość, bo po prostu złe samopoczucie bagatelizujemy i wstydzimy się powiedzieć o tym, że nam ciężko. Często inni, chcąc nam pomóc zamykają temat „wszystko będzie dobrze”.  A my bardzo chcemy być super i te słabe momenty nie pasują nam do naszego idealnego życia. Ale przecież istnieją, mimo, że nie widać ich na zdjęciu na Instagramie czy Facebooku.

Ciekawostka. Pracownicy korporacji wysyłają sobie żarciki, że ten, kto się nie uśmiecha nie był jeszcze u psychiatry. Te wiadomości krążą nie tylko po Polsce, bo wysyłały mi również je koleżanki z innych krajów.

Jak żyć, kiedy się boimy?

Współczujemy, jak ktoś straci nogę, rękę czy palca. Ale na temat problemów czy chorób psychicznych i innych ciężkich tematów nabieramy wody w usta i udajemy, że tego nie ma. Obrócenie się plecami nigdy nie zamaże tematu. Dlatego zmieńmy to i mówmy o tym co nas boli.

Mówmy o tym głośno. Nie musimy każdemu, ale moje przyjaciółki i bliskie osoby wiedzą co mnie trapi, czy trapiło. Często się z tego śmiejemy, bo w moim przypadku to najlepiej rozładowuje napięcie. Prawda jest taka, że coraz więcej osób cierpi na różnego rodzaju fobie, a wcale nie więcej osób o tym mówi, poza tym, że się boi myszy czy pająka.

Nie wiem, ile razy zaczynałam pisać ten wpis, żeby później albo go skasować. Tym razem nie dowierzam, że kilkam „publikuj”.

Buziaki,

17 KOMENTARZE

    • Ja przełamuję swój lęk wysokości od kilku lat. Za swój ogromny sukces uważam fakt, że pomimo tej bariery nauczyłam się jeździć na nartach i wędrować w górach. Gorzej, gdy jest bardzo wąski trawers, wtedy jeszcze zdarza mi się wpaść w panikę. Ale całkowitego paraliżu dostaję praktycznie tylko wtedy, gdy mam przepaść tuż przed sobą i muszę patrzeć pionowo w dół. Dla porównania, gdy miałam 12 lat, obsługa musiała wstrzymać wyciąg na Śnieżkę, bo tak kurczowo zaciskałam dłonie na poręczach i nie byłam w stanie zejść z krzesełka. Zaciskałam tak mocno, że paznokciami wbiłam się w skórę – do krwi.

  1. Gratuluję odwagi! Cholernie ciężko jest się przyznać do swoich problemów i słabości. Mnie najbardziej trapi lęk wysokości – gdy zaczął się uaktywniać w codziennym życiu, postanowiłam się z nim zaprzyjaźnić i zaczęłam uprawiać wspinaczkę. Są momenty, że czuję „to wszystko już za mną”, ale lęk wraca i odbiera chęć do walki. Mimo tego nie zamierzam się tak łatwo poddać:) W innych dramatycznych sytuacjach mam w głowie tę scenę 😉 https://youtu.be/CJflImBIuoU

  2. Dzisiejszy swiat jest wręcz idealnym środowiskiem do rozwiju problemów psychicznych. Chcemy szybciej, więcej, mocniej… To się zawsze odbija na naszym organizmie. Dlatego ja porzuciłam wielkie miasto i uciekłam na wieś. Odżyłam, kłopoty zdrowotne zniknęły. DObrze mi. A Tobie gratuluję odwagi i mocno trzymam kciuki, by problemy nie wracały!

  3. Ewelina, każdy z nas ma swoje lęki. Różnimy się tylko nasileniem objawów. Jestem w stanie sobie wyobrazić Twój strach ponieważ sama, kiedy tylko mogę unikam kładek zawieszonych nad torami kolejowymi. Wiem, tysiące ludzi tamtędy chodzą itp. Ale ja czuję dreszcz niepokoju i jeśli tylko jest to możliwe wybieram inną drogę. Trudno powiedzieć, jak sobie z tym radzić. Farmakologia chyba nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo działa na chwilę. Z drugiej strony, to co widziałam w kilku „mądrych” programach czyli przełamywanie strachu na siłę jest jeszcze gorszym sposobem. Wydaje mi się, że najważniejsze jest akceptowanie strachu jako części swojej osobowości i przełamywanie drobnych kroczkami. Takie trochę zaprzyjaźnianie się z tym, czego nie lubimy. Powoli i spokojnie. Ściskam Cię mocno 🙂

  4. Fajnie mieć świadomość i przyznać się przed sobą, że coś jest nie tak, że się boję. Każdy się czegoś albo o coś boi… ważne jak do tego podejdzie 🙂 Masz super nastawienie!

  5. Ewelina, gratuluje tej publikacji. Takie teksty są potrzebne, bo wiele uświadamiają – pokazują, że takie trudności dotyczą „normalnych ludzi”, a nie „tylko wariatów”.

    Pokazują, że terapia jest pomocna, warta uwagi. Napisałaś, że dbac o siebie trzeba zawsze – zgadzam Się ! nigdy nie jest zbyt wcześniej. Sama pracuję z osobami, które żałują, że nie pojawiły się 5, 3 czy 12 lat wcześniej.

    Apropos terapii, kiedy nie mieszkasz w kraju ojczystym lub pochodzisz z małego miasta, rozważ sesje on-line, Są psychologowie czy psychoterapeuci pracujący w taki sposób, co bardzo ułatwia życie Polonii.

    Statystyki dotyczące zdrowia psychicznego są przerażające, depresja już jest niemal choroba cywilizacyjną, a dogania nas coraz więcej chorób i zaburzeń. Dlatego profilaktyka, jest tak szalenie istotna, a przecież w edukacji o zdrowiu psychicznym, emocjach, komunikacji (która ma wpływ na zdrowie), nie mówi się nic, na żadnym szczeblu edukacji, pomijając niektóre kierunku studiów…, na których i tak mówi się bardzo niewiele.

    Jeśli mogę spytać – co się stało, że przerwałaś korzystanie z pomocy specjalisty?

    P.S. Dziękuję za ten tekst 🙂

  6. Naprawdę ciekawy temat poruszasz, ja ogólnie nie lubię tłumów – to chyba nie jest lęk ani żadna fobia po prostu ogromne poczucie dyskomfortu.

  7. Świetny tekst. W Polsce podejście do psychoterapii nadal jest bardzo często traktowane jako coś negatywnego, a odnalezienie naszych demonów z przeszłości może nam tutaj bardzo mocno pomóc, aby wyjść na prostą 🙂 Duży problemem depresji jest to, że człowiek zamyka się w sobie i wszystko skrywa wewnątrz i bardzo trudno jest mu pomóc jeśli nie dostrzeżemy problemu.

  8. Miałam bardzo podobną sytuację w okresie dorastania co Ty. Miałam 14 lat, byłam na wycieczce grupowej w Paryżu i do dziś pamiętam, jak mi było słabo i nogi się pode mną uginały, jak wychodziliśmy na wieżę Eiffela. Miałam też bardzo silny lęk przed lataniem samolotem.

    Dzisiaj te lęki są uśpione, bo leczę się farmakologicznie. Sięgnęłam po pomoc psychiatry już po odbyciu psychoterapii. Te całe lęki związane z wysokością to tylko jeden z elementów całej układanki. Miałam niestety takie, które sprawiały, że zarywałam kompletnie noce i nie mogłam normalnie funkcjonować (pracować, nawiązywać relacje). Dlatego tu pomoc farmakologiczna okazała się bardzo pomocna. Nie wyklucza ona jednak dalszej pracy nad sobą.

    Przede wszystkim, strach jest ludzki. Przede wszystkim nie można go tłamsić, ani go wypierać, bo on i tak się będzie odzywał, skoro już w nas jest. Trzeba go oswoić, przytulić do siebie i nauczyć się z nim żyć. Tak wiem, że nie jest to łatwe 🙂

    Pozdrawiam,
    Karolina

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here