WAKACJE Z BIUREM PODRÓŻY. HIT CZY KIT?

wakacje z biurem podróży

Praktycznie zawsze sama organizuję swoje wyjazdy, a na wakacjach z biurem podróży byłam dwa razy w życiu. Pierwszy raz lata temu, drugi raz w tym roku. Czy jechać na wakacje z biurem podróży czy samemu? Dyskusja na ten temat pomiędzy „podróżnikami”, a „turystami” trwa od lat. Nie wchodzę w takie polemiki, ale dziś opowiem Wam jak było na wczasach, na których wszystko jest zorganizowane. Będzie tylko szczerze.

Dlaczego po latach podróży na własną rękę wykupiłam wycieczkę z biura podróży?

W styczniu zaplanowaliśmy wyjazd do Turcji, za cel obrałam Alanyię i zwiedzanie tamtejszych jaskiń i antycznych ruin. Kiedy, jak nie poza sezonem? Zaczęło się od tego, że bilety lotnicze na wybrany termin były w przeciętnych cenach, a loty w okropnych godzinach (przylot do Turcji w środku nocy, a powrót do Katowic o 3 rano). Nikomu nie chce się prowadzić samolotu o takiej porze, prawda?

Na szybko przeglądnęłam oferty z biur podróży. Sprawdziłam kolejno opinie każdego hotelu, zdjęcia na tripadvisor i google maps. Po paru dniach wybrałam hotel, który był w centrum miasta i do tego przy plaży z fajnym deptakiem. Wiadomo, że gdyby to był szczyt sezonu, to z pewnością uciekłabym poza miasto i to do najlepiej do dużego domu. Ale w zimie? Goście chwalili śniadania, a znając tureckie zwyczaje założyłam, że będzie pełno warzyw. Do tego wiedziałam, że ekonomicznie to dobra opcja, bo wyszło taniej niż na własną rękę.

Tylko jak to tak, rezerwować wakacje, które już są zorganizowane?

Wakacje z biurem podróży: od rezerwacji do hotelu

Dwa tygodnie przed wylotem kliknęliśmy „KUP TERAZ” i już nie było odwrotu.

Dwa dni przed wylotem zadzwoniła konsultantka pytając czy chcemy dokupić dodatkowe opcje, wyższe ubezpieczenie i proponując oferty różnych wycieczek.

Dwie godziny przed odlotem, na lotnisku zastanawialiśmy się kto będzie z nami w hotelu. Można było się uśmiać, bo niektórzy urlopowicze już co nieco wypili. W samolocie, mimo braku zarezerwowanych miejsc siedzieliśmy koło siebie. Na lotnisku podeszliśmy do reprezentantów biura podróży, którzy wskazali nam nasz autobus.

W hotelu all inclusive

W hotelu byliśmy nad ranem i okazało się, że nikt z Polski z nami nie wysiadł. Na rękę założyli nam opaskę informującą, że nie jesteśmy gośćmi z opcją all inclusive. Wykupione mieliśmy śniadania i obiadokolacje. Pokój okazał się w miarę przestronny, a częściowy widok na morze był. Wszystko się zgadzało. W sumie to niczego mi nie brakowało, bo zwykle na wyjeździe rezerwujemy mieszkanie albo wakacyjny dom i sami wszystkim się zajmujemy.

Rano, na śniadaniu co prawda, brakowało mi kilku pysznych tureckich past, ale za to były moje ulubione simity czy kilka rodzajów oliwek. Poza warzywami, były różne sery (lokalne), jajka, dżemy czy sałatki. Za tureckimi parówkami nigdy nie przepadałam, ale ludzie ochoczo nakładali je na talerz. Herbatę można było nalać sobie do tureckiej szklaneczki.

Na kolacji było dużo wegetariańskich opcji i do tego spory wybór ciast (w tym tureckich łakoci). Finalnie: nie rozczarowałam się.jedzenie w turcji hotel

Lokalne zwyczaje na wakacjach last minute? To możliwe.

Oczywiście, że niektórzy na wakacjach siedzą i jedzą tylko w hotelu! Ale przecież każdy może zdecydować co, gdzie i jak będzie robił na swoim urlopie. My nie zmieniliśmy swoich zwyczajów i odkrywaliśmy lokalne knajpki, piliśmy hektolitry tureckiej kawy i herbaty, zwiedzaliśmy muzea czy wynajęliśmy samochód. Jedyne co się zmieniło, to to, że samochód wynajęliśmy później, a nie na lotnisku, dzięki czemu jeździliśmy też komunikacją miejską (co było naprawdę fajne!).knajpki w turcji

Mamy wybór w jaki sposób chcemy poznawać i smakować tajemnice czy kulturę danego kraju. Wiadomo, że w ciągu tygodnia czy dwóch poczujemy jedynie jej przedsmak. Dlatego moim zdaniem nie ważne czy będziemy mieszkać w 5* hotelu czy w małym pensjonacie. Ważne jest co wtedy zrobimy, żeby nasze wakacje były niezapomniane.

Jeden pójdzie do muzeum, drugi będzie leżał plackiem na plaży. Najważniejsze jest to, żeby wrócić po prostu… zadowolonym.

Minusy wakacji z biurem podróży

Na pewno należy do nich ograniczony wybór miejsc na wakacje. Często chcemy na urlopie po prostu odpocząć i się wyciszyć, a jeśli hotel jest duży i do tego jest szczyt wakacyjnego sezonu- może być ciężko. W wielu przypadkach koszt wakacji z biurem podróży jest o wiele wyższy (średnio o 30% wg. moich kalkulacji). Nie zawsze też cena idzie w parze z jakością, dlatego warto poczytać opinie hoteli czy biur podróży na różnych forach.

Wakacje z biurem podróży. Hit czy kit?

Każdy z nas ma własną definicję hitu. Dlatego, odpowiadając na pytanie postawione w tytule myślę, że wiele zależy od tego czego, od wakacji oczekujemy: relaksu? Spokoju? A może… pełnego luzu? Dla mnie poza sezonem takie wakacje okazały się strzałem w dziesiątkę. W sezonie- nie byłam, więc nie komentuję.

Na wakacjach z biurem podróży pierwszego dnia mamy spotkanie z rezydentem, na którym przedstawiane są różne opcje wycieczek itd. Finalnie na nie nie dotarliśmy, bo ciekawsze wydały się nam antyczne ruiny Side. Bo tak jak już pisałam- każdy ma wybór.

Dajcie znać jaki typ wakacji preferujecie. Jestem strasznie ciekawa!

Buziaki,

20 KOMENTARZE

  1. Latając z dziećmi na dwutygodniowe wakacje np.do Turcji interesuje mnie tylko opcja all inclusive. I duży hotel ze wszystkimi możliwymi atrakcjami i dużą restauracją. Jedno z dzieci jest ogromnym niejadkiem. Bardzo ciężko jest go wyżywić. Zwłaszcza za granicą 😞. Natomiast na weekendowe podróże tylko z mężem, np. Rzym, Praga – sami wszystko organizujemy. Samolot, hotel. Uwielbiam zwiedzać stare miasta, wąskie uliczki, jadać lokalnie w malutkich, klimatycznych restauracjach 😍. Każda opcja ma swoje plusy.

    • Jak najbardziej się zgadzam! Każda opcja ma swoje plusy, a w przypadku wakacji z dziećmi jest na pewno więcej do zrobienia. Nie wspominając o tym żeby dzieci przez te dwa tygodnie się świetnie bawiły 🙂 bo przecież o to w wakacjach chodzi. Pozdrowienia!

  2. Na wakacjach z biurem podróży byłam tylko raz, w Bułgarii, na koniec sezonu. Były to wakacje w stylu „szkolenie”, bo byłam osobą towarzyszącą kogoś, kto był na służbowym wyjeździe. Niestety nie jestem zadowolona. Organizacja wyglądała tak, że najlepsze godziny zabierano nam na jakieś nieudane zabawy i konkursy, a najchłodniejszy czas w ciągu dnia mogliśmy spędzać jak chcemy… Z opcji all inclusive niewiele skorzystaliśmy, bo to były po prostu wyznaczone drinki w wyznaczonych miejscach za free, posiłki wydawano i tak w określonych godzinach (trzy dziennie, gdzie ja jadam ich pięć w ciągu dnia), więc bez szału. Mam jednak to samo, co Ty – nie byłam na takiej „normalnej” wycieczce z biura, i to w sezonie, więc nie zamierzam nikogo zniechęcać 😉

    • Aniu przyznam, że nie brałam udziału w żadnych zabawowych wieczornych ani animacjach, ale raczej nie stawiałabym ich przed swoimi planami. Więc całkowicie rozumiem o co Ci chodzi 🙂 co do jedzenia, ja się boję trochę bazować na jednym miejscu, że się rozczaruję. Taka przezorność. Pozdrowienia i do usłyszenia!

    • Rozumiem! Jednak jak kupuje się bilety lotnicze na tydzień, to często ta swoboda jest niezwykle podobna, prawda? Poza tym, że w sezonie uciekam od tłumów jak mogę. Pozdrowienia 🙂

  3. Szczerze mówiąc to na wakacjach organizowanych przez biuro podróży bywałam jedynie z rodzicami i niewiele z tego pamiętam. Zdecydowanie wolę jeździć na właśną rękę, żeby wszystko po swojemu zorganizować i nie musieć się do nikogo dostosowywać, ale marzy mi się kiedyś taka wycieczka relaksacyjna – z książką, dobrym drinkiem i dużą ilością słońca, więc może wtedy skorzystam z usług biura 🙂

  4. Raz, jeden jedyny raz, pojechaliśmy rodzinnie na zorganizowane wakacje. Właśnie do Turcji, na all inclusive. To był rok 2007. Nie są to klimaty dla nas :). Alkohol od 12:00 dostępny dla Polaków, to gwarancja dla jednych dobrej zabawy, dla innych męczarni z podpitymi rodakami. Z tym zwiedzaniem było średnio u nas, bo hotel mocno na uboczu. udało nam się dwa razy wyskoczyć do pobliskich miasteczek. Never again 😉

    • Właśnie hotel na uboczu to coś czego się naprawdę bałam. Dlatego wybrałam w centrum miasta, nie małej wioski, żeby było tak jak sama bym sobie zorganizowała. Dlatego jak najbardziej rozumiem.

  5. Obie opcje mają swoje plusy i minusy.
    Nigdy nie krytykuję tych,którzy jeżdżą tylko z biurami podróży.Tak bywa, często decyduje o tym nieznajomośc jakiegokolwiek języka, przewlekłe choroby, małe dzieci czy zwykłe wygodnictwo.
    Byłam raz i nigdy więcej.
    Od wielu lat podróżuję z moim Przyjacielem indywidualnie. Tylko to nam daje wolnośc w podróży i zwiedzenia miejsc, których często nie ma w planie biura podróży.Tak było w Iranie,Tajlandii czy Australii.Zresztą wszędzie gdzie jesteśmy, omijamy zawalone turystami miejsca,chociaż czasami się nie na, kiedy np. lądujemy w Bangkoku.Nie lubimy smarzyc się na plaży i popijac drinki z palemkami,lubimy czynny wypoczynek i intensywne zwiedzanie.
    Serdecznie pozdrawiam-)

    • Irenko jak najbardziej rozumiem. Tylko ja nie mam na myśli zwiedzania z biurem podróży, tylko lot i hotel w pakiecie. Nie jestem zwolenniczką takich grupowych wyjazdów jak i Ty. Zresztą- w sumie zawsze mamy podobne zdanie na podróżnicze tematy. Unikamy tłumów, lubimy spokojne miejsca. Kiedyś na pewno się zobaczymy! 🙂 pozdrowienia

  6. Ewelinko, wtrącę i ja swoje „3 grosze” 🙂 Akurat tak się składa, że pracuję w biurze podróży (więc trochę i reklamy będzie). Ale nasza specyfika pracy i oferty jest zupełnie inna, niż tego co się powszechnie kojarzy z wakacjami z biurem podróży. My robimy oferty indywidualne, układane pod klienta. Na miejscu nie ma naszego rezydenta, bo koszty byłyby spore, gdyby siedział tam rezydent dla 2 osób (a swoją drogą jak obserwowałam rezydentów „w pracy”, to jakoś mam szczególną na nich alergię – finalnie i tak nic oni nie załatwią, jak sobie sam nie wywalczysz w recepcji). I przygotowując ofertę klient określa, czy chce hotel 5* czy 2*, apartament z własnym wyżywieniem czy willę z basenem, bez wyżywienia, że śniadaniami czy z all inclusive, w centrum tłocznej miejscowości czy na uboczu, itd. Zawsze w takim pakiecie jest przelot (liniami regularnymi (najczęściej tanimi – bo cena gra rolę), transfery z i na lotnisko, wybrany hotel i wyżywienie i ubezpieczenie. Jest tez opcja, że zamiast transferów na lotnisku zamawiamy samochód. Na miejscu klient jest samodzielny, nie musi się dostosować do grupy, bo jej nie ma. A ma duży komfort psychiczny, bo to nie on wszystko załatwia i dogrywa, tylko robi to za niego ktoś. A cenowo, często wychodzą takie oferty o 20%-30% taniej niż wyjazdy ze znanymi biurami. Jedyne co nas ogranicza – to siatka połączeń lotniczych 😉

    Zupełnie nie mam nic przeciwko podróżą na własną rękę, tylko proszę Was bardzo: PAMIĘTAJCIE O UBEZPIECZENIU!!! I żeby też było na racjonalną kwotę, która pokryje wszelakie koszty w razie konieczności (tu główną rolę gra koszt transportu medycznego). I zwróćcie uwagę, czy Wasze ubezpieczenie działa w kraju, do którego się udajecie! Np. popularna wśród podróżników Planeta Młodych, ma wyłączenia w kilku państwach!

    • Kasiu, jesteś cudowna!

      Zacznę od końca czyli ubezpieczenia, bo dla mnie w mniej turystycznych miejscach to po prostu ruletka. Sama miałam wykupione ubezpieczenie w Turcji i okazało się, że w Mersin żadne nie chciało działać (peryferie Turcji, ale miasto ma ponad 1mln mieszkańców). Na szczęście udało mi się załatwić to po znajomości, ale do dziś mam bardzo ograniczone zaufanie do wszelkich ubezpieczalni. Zgadzam się tak samo z kwotą i dodałabym, żeby ubezpieczenie działało zawsze a nie np. Od jakiejś kwoty, bo tak też bywa.

      Natomiast co do biur podróży, wielu moich znajomych korzysta z ich ofert, bo mając na głowie swoje życie, wiosną często remont czy inne sprawy nie mają czasu na wyszukiwanie wszystkiego samemu. A w mniejszych biurach są częściej kameralne hotele itp. Z racji, że zawsze sami wszystko ogarniamy, to kiedy w środku nocy przylecieliśmy i nie musieliśmy się martwić o samochód (a nasza sprawdzona wypożyczalnia w Antalyi jest kawałek od lotniska + formalności chwilę zabierają) to było sporym ułatwieniem. Nie mówiąc już o powrocie, który zajął praktycznie całą noc. 🙂 i tak jak piszesz, ograniczają nas wtedy tylko loty. Ale tak jest w każdej podróży.

      Lubię sama organizować wyjazdy, ale rozumiem jak ktoś tego nie chce robić. Również dla mnie komfort jest ważny. PS. Chyba się starzeję, skoro to piszę 🙂

      Buziaki i dziękuję za info o Planecie Młodych. Zapisuję!

  7. Chyba już się lepiej czujesz, że tak szybko odpisujesz? Bardzo się z tego cieszę! 🙂
    Ale ta Planeta Młodych, też idealna nie jest! Właśnie ma śmieszne wyłączenia. Jeśli nie ma się ukończonych 30 lat, to zdecydowanie lepszą opcja karty całorocznej jest Signal Iduna Card.
    Co do kwot, że ubezpieczenie działa od pewnej kwoty, to jest to jakieś odgórne i ogólne postanowienie chyba wszystkich ubezpieczalni, że interwencja medyczna do 100 Euro ma być opłacona przez klienta, a potem na podstawie rachunku i diagnozy trzeba się starać o zwrot poniesionych kosztów. Od dobrej woli placówki medycznej zależy, że mniejszą szkodę też opłacają już bezgotówkowo bezpośrednio od ubezpieczyciela. Ogólnie, o tych różnych wyłączeniach i haczykach wśród ubezpieczeń można by napisać niejeden artykuł na bloga (swoją drogą jak chcesz to pytaj 🙂 ). Swoją drogą, jeśli mamy dolegliwość, która nie wymaga natychmiastowej interwencji medycznej, ani nie zgarnia nas karetka z chodnika, to warto wizytę umawiać przez centrum alarmowe ubezpieczyciela.
    Jeśli miałabym wybrać najlepsze i najmniej problemowe towarzystwo ubezpieczeniowe przetestowane na mojej własnej skórze (niestety) i wśród moich klientów to wygrałoby Signal Iduna.
    Kolejna sprawa, to że podstawowe ubezpieczenie nie obejmuje sportów, na co tez trzeba zwrócić uwagę.

    Co do zakupu wakacji w biurze podróży, to nie mam absolutnie nic na przeciw! Wręcz przecież powinnam namawiać ludzi do tego 😉 Ale też doskonale rozumiem ich organizację samodzielnie!
    Co do jeszcze ograniczeń związanych z siatka połączeń lotniczych. To bardzo drażnią mnie loty czarterowe, bo kupując pakiet wakacyjny z takim przelotem, masz podane godziny lotów, którymi się sugerujesz. np. wylot o godzinie 10.00, na miejscu jesteś o 13.00. No fantastycznie! Tylko, że organizator potwierdza godziny lotów na 24 h przed wylotem. I dzień przed wakacjami marzeń dowiadujesz się, że nie wylatujesz o 10.00, ale o 22.00 😦 słaba opcja. Plus lotów liniowych, w tym tanimi liniami, że kupujesz bilet na lot o konkretnej porze. Owszem, czasami siła wyższa powoduje opóźnienie lotu, ale nie jest to spowodowane żonglowaniem samolotami i lotami z bardzo napiętym grafikiem połączeń czarterowych!
    Buziaki!

    • Dziękuję, dzisiaj trochę lepiej, ale nie mogę już leżeć w łóżku. To nie dla mnie 😀

      Całe szczęście, że sport nie jest moją mocną stroną! 😀 pamiętam, że na studiach robiliśmy takie podsumowanie o wyłączeniach ubezpieczenia jak ktoś jedzie np. Na narty. Ale dawno to było i nie pamiętam.

      Co do zmiany godziny, zdarzyło mi się to w zeszłym roku, ale na moją korzyść. Jednak widziałam wczoraj, że chyba ryanair już to zastosował tak jak czartery i podobnie jak w Twoim przykładzie różnica była właśnie jakieś 12 godzin. Albo więcej. Koniec końców % więcej razy miałam problem z czarterem, choć nadal będę go wybierać ze względu na pełny bagaż 🙂

      A co do wpisu o ubezpieczeniu i pytań to pomyślę. To świetny pomysł. Mogę korzystać z Twoich informacji, które już mi napisałaś?

      Buźka!

  8. Pewnie że możesz korzystać! I jak masz jakiekolwiek pytania to śmiało pisz i pytaj 🙂
    Pozdrowienia!

    Zdrowiej szybko! (I tak, rozumiem, też nie umiem za długo leżeć w łóżku 😀 )

  9. Fajny blog 🙂 Trafiłem szukając informacji o Krecie. Wybieram się we wrześniu i z szybkiego przeglądu wujka G wychodzi mi, że na wyspę taniej będzie z biurem. Przy okazji czy można podpytać o przykłady małych / przyjaznych biur podróży, o których wspominała Kasia. Pozdrawiam 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here