Boquete: wodospady, wulkan i quetzale. Przewodnik po magicznych zakątkach Panamy

Strona głównaPanamaBoquete: wodospady, wulkan i quetzale. Przewodnik po magicznych zakątkach Panamy

Boquete to niewielkie miasteczko w tej prowincji Panamy, która nazwana jest Chiriqui. Prowincja położona jest tuż przy granicy z Kostaryką. Na pierwszy rzut oka miasteczko wygląda niepozornie, a jednak przyciąga ludzi z całego świata, nie tylko podróżników, ale też ludzi pracujących zdalnie czy emerytów.

Dlaczego warto wybrać się do Boquete? Jednych kusi chłodniejszy, jak na Panamę klimat i zielone doliny, innych trekkingi, wodospady i widok na wulkan Baru. Jeszcze innych przyciągają plantacje kawy. Dodam, że natura jest tu zupełnie inna niż na wybrzeżu, występują tu inne gatunki zwierząt i roślin.

Zapraszam na zwiedzanie atrakcji Boquete i okolic, w których spędziłam dwa tygodnie. Był to mój piąty raz w Panamie i mogę potwierdzić, że to miejsce, w którym czas płynie wolniej.

Boquete – co warto wiedzieć?

Co warto wiedzieć o Boquete? Zacznę od najważniejszego. Pogoda i temperatura. Jak w ciągu dnia w Boquete jest nawet 26 stopni, tak w nocy potrafi spaść nawet do 15. Pora deszczowa jest tu o wiele bardziej mokra niż np. w Chitre, a i w porze suchej zdarzają się deszcze.

Region jest zielony, malowniczy, spokojny i słynie z tego, że produkują sporą część żywności w Panamie. W Chiriqui zobaczymy krowy mleczne, zjemy lokalne truskawki czy nawet, zamiast kawałka trawnika, przed domem zobaczymy sałatę. Tu produkuje się najlepszą kawę na świecie. W skrócie: tu dosłownie każdy kawałek ziemi jest dobrze wykorzystany.

O bezpieczeństwie w Boquete

Lista atrakcji w tej okolicy jest naprawdę długa, jeśli lubicie góry, wodospady, ale też kawę, bo znajduje się tu sporo plantacji. Nic niebezpiecznego nas nie spotkało, Boquete jest spokojne i z tego słynie.

Niemniej, warto wiedzieć, że w porze deszczowej lub po prostu jak mocniej pada lepiej zrezygnować z niektórych wycieczek. Mam tu na myśli np. Kanion Macho de Monte, który w przypadku dużego deszczu może być niebezpieczny. Deszcze w Panamie potrafią być naprawdę silne, w Polsce tego raczej nie doświadczamy, a woda w kanionie zbiera się naprawdę szybko. Mimo że dojazd chwilę nam zajął, zrezygnowaliśmy z wejścia do kanionu, bo jednak życie i zdrowie było dla nas cenniejsze.

Na poniższym zdjęciu w moment przemokłam do suchej nitki. 🙂

Indianie Ngäbe-Buglé

Zanim przejdę do atrakcji, chciałabym zacząc od tematu związanego z kulturą i historią tego regionu. W Chiriqui można spotkać Indian Ngäbe-Buglé, czyli największą rdzenną grupę etniczną w Panamie, która stanowi ponad połowę całej rdzennej ludności kraju. Ich obecność nadaje temu miejscu wyjątkowego charakteru.

Kobiety wyróżniają się kolorowymi, długimi sukniami, które tworzą przepiękny kontrast z zielenią dżungli. Mężczyźni zazwyczaj ubierają się prościej. Innym, charakterystycznym elementem stroju są tkane torby zwane chácara. Występują w różnych rozmiarach, a dawniej służyły nie tylko do noszenia codziennych przedmiotów, lecz także… dzieci.

Ngäbe-Buglé słyną z bogatej tradycji rękodzieła. Poza torbami i strojami tworzą biżuterię z kolorowych koralików: naszyjniki, bransoletki czy kolczyki, każdy o niepowtarzalnym wzorze. Dlatego jeśli coś przykuje Waszą uwagę, warto kupić to od razu, bo później może być trudno znaleźć identyczny wzór czy kolor.

Niestety, ich społeczność należy do jednych z najuboższych w Panamie. Zamieszkują często tereny górskie, z ograniczonym dostępem do transportu, elektryczności, a nawet wody. Edukacja jest słabo rozwinięta, co pociąga za sobą kwestie wczesnego macierzyństwa. Jednak są waleczni i często na ich terenach trwają protesty, nie dadzą sobie wyrwać kolejnych kawałków ziemi.

Dlatego ręcznie wykonane wyroby to nie tylko piękna pamiątka z Panamy, ale także forma wsparcia dla lokalnej społeczności i fragment kultury, który zabieracie ze sobą do domu.

Wodospad Ramon

Atrakcja dla wszystkich tych, którzy chcą podjechać pod wodospad samochodem. 🙂

Świetnym miejscem do odwiedzenia w Boquete jest wodospad San Ramón, jeden z najpiękniejszych i zarazem najłatwiej dostępnych w okolicy. Można zaparkować samochód tuż obok i od razu podziwiać jego 50-metrową kaskadę. Wstęp jest bezpłatny, a wodospad najpiękniej prezentuje się w porze deszczowej, kiedy woda spływa z pełną mocą.

Po drodze warto zatrzymać się przy Los Ladrillos, formacjach bazaltowych przypominających ogromny mur z cegieł. To popularne miejsce wspinaczkowe, ale nawet jeśli nie planujecie się wspinać, skały same w sobie robią wrażenie i tworzą wyjątkowy krajobraz.

Więcej inspiracji znajdziesz na moim Instagramie:

instagram Ewelina Gac

Szlak Trzech Zaginionych Wodospadów

Zaczynam więc od najpiękniejszego szlaku, jaki udało mi się przejść w tej okolicy: Szlaku Trzech Zaginionych Wodospadów. Wstęp kosztuje 10 dolarów, a ścieżka jest dobrze wyznaczona. Sama trasa już od pierwszych chwil zachwyca. Początek wydaje się całkiem niewinny, trzeba jedynie wspiąć się po stromych schodach, a później wydaje się, że będzie już tylko z górki.

Nie dajcie się jednak zwieść, bo szlak jest dość wymagający. Do pierwszego i drugiego wodospadu droga prowadzi stosunkowo łatwo, choć momentami trzeba korzystać z lin i różnych ułatwień. Pierwszy wodospad robi wrażenie swoją długością, dwa kolejne są bardziej podobne do siebie, ale każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego. Sama droga do drugiego wodospadu była dla mnie przyjemniejsza i lżejsza niż do pierwszego.

Na szlaku panuje przyjemny chłód – około 23 stopnie – ale warto mieć odpowiedni strój i solidne buty. Moje adidasy nie były wystarczające. Można też zanurzyć się w naturalnych basenach u stóp wodospadów, co jest świetnym sposobem na odświeżenie się po wysiłku (warto zabrać strój kąpielowy, ale woda jest zimna!).

Najtrudniejszy fragment to podejście do trzeciego wodospadu, jest zdecydowanie nie dla każdego. Wejście po linie jest jeszcze do ogarnięcia, ale zejście, zwłaszcza gdy zacznie padać, staje się dużym wyzwaniem. W moim przypadku deszcz złapał nas w drodze do trzeciego wodospadu, na szczęście nie był zbyt intensywny. W porze deszczowej warunki mogą być naprawdę trudne i wtedy lepiej odpuścić ten odcinek – błoto robi się śliskie, a na trasie nie ma zasięgu.

Wędrówka zajmuje przeciętnie około 3 godzin, nam zajęła 4. Może dlatego, że co chwilę zatrzymywałam się, by podziwiać naturę. I naprawdę warto! To trasa przepiękna, pełna dzikiej natury, energii wodospadów i momentów, które na długo zapadają w pamięć. Koniecznie zabierzcie ze sobą wodę, przekąski i przygotujcie się na solidną przygodę.

Więcej: Szlak Trzech Zaginionych Wodospadów w Panamie  (Las Tres Cascadas)

Sito Barriles

Zacznę od historii, bo wciąż istnieją ludzie, którzy poszukują dawnych pochówków Indian. Współcześni poszukiwacze skarbów nadal istnieją, choć rzadko kto się do tego przyznaje.Nie z pasji archeologicznej czy miłości do historii, ale z chęci szybkiego wzbogacenia się. Zgodnie z prawem każde odkrycie powinno zostać zgłoszone państwu, ale w praktyce wielu tego nie robi, bo liczy się wyłącznie zysk. Miałam okazję poznać jednego z nich i mogę powiedzieć jedno: nie bez powodu mówi się o klątwie, jaka ciąży nad takimi znaleziskami. To przeklęty zysk: pieniądze zdobyte w ten sposób znikają równie szybko jak wygrana w totolotka, a czasem jeszcze szybciej. Chociaż ten mężczyzna, którego poznałam wcześniej miał sporo pieniędzy, obecnie nie ma niczego.

A teraz przejdźmy do głównego tematu, bo Sitio Barriles to naprawdę niezwykłe miejsce u podnóża wulkanu Barú. Od ponad stu lat prowadzi się tu odkrycia archeologiczne, choć w bardzo wolnym tempie – w Panamie brakuje bowiem większego zainteresowania archeologią, a co za tym idzie także uczelni, które kształciłyby lokalnych specjalistów. Na szczęście od stycznia 2026 roku na miejscu ma ponownie stacjonować ekipa archeologów ze Stanów Zjednoczonych.

Sitio Barriles warto odwiedzić nie tylko po to, by zobaczyć pozostałości dawnej kultury, ale też by porównać to, jak wygląda archeologia tutaj, z tą, którą znamy z Europy. Na miejscu można podziwiać petroglify, kamienne mapy i inskrypcje wykonane przez dawnych mieszkańców. Kultura Barriles datowana jest na lata 300–600 naszej ery, a samo jej odkrycie zawdzięczamy przypadkowi. W 1947 roku Pedro Corella wraz z żoną Elisą natknęli się na cylindryczne kamienie przypominające beczki. I to właśnie od nich pochodzi nazwa – barriles, czyli „beczki”.

600 lat przed naszą erą na tych ziemiach żyły społeczności mające korzenie azjatyckie i afrykańskie. Ich znakiem rozpoznawczym było rytowanie wulkanicznych głazów. Do dziś można zobaczyć wizerunki postaci ludzkich, spirale czy kręgi. W skrócie, symbole, których znaczenie wciąż pozostaje tajemnicą. Niestety ta cywilizacja zniknęła, prawdopodobnie w wyniku potężnych erupcji wulkanicznych, które na zawsze zmieniły oblicze regionu.

Na miejscu można podziwiać m.in. rzeźby przedstawiające wodzów niesionych na barkach poddanych. Oczywiście, to jedynie interpretacja, o tej kulturze wiadomo naprawdę niewiele, a wiele zagadek wciąż czeka na rozwiązanie.

Sama wystawa jest dość kameralna i niewielka, ale to dopiero początek zwiedzania. Do kompleksu należy przepiękny ogród, który mieliśmy okazję obejść razem z właścicielką. Z ogromną pasją opowiadała nam o niezwykłych roślinach, niektóre z nich kryją naprawdę zaskakujące właściwości. Jedna z roślin, gdy ścisnąć ją w dłoni, uwalnia sok przypominający odżywkę do włosów,  można go od razu nałożyć, a przy tym cudownie pachnie. W ogrodzie rosną też różowe banany, ozdobne odmiany imbiru, klasyczne bananowce czy plantacja kawy. Na zakończenie zwiedzania można usiąść w klimatycznej kawiarence, napić się świeżo parzonej kawy i spróbować domowych ciasteczek.

Warto tu zajrzeć nie tylko dla historii, ale też dla wyjątkowego klimatu i kontaktu z naturą.

Granica z Kostaryką

Będąc tak blisko Kostaryki, można wybrać się na granicę obydwu krajów. Co warto wiedzieć? Wypożyczonym w Panamie samochodem nie wjedziecie do Kostaryki. Własnym samochodem z Panamy teoretycznie tak, ale trzeba spełnić sporo formalności, dlatego częściej opłaca się wynajęcie samochodu po drugiej stronie granicy.

Tak więc co w tej granicy szczególnego? Tak naprawdę granica w tym miejscu to jeden wielki targ, z jednej strony wchodzi się do sklepu ze strony Panamskiej, a wychodzi w Kostaryce. Nikt też nie sprawdzał mi paszportu, który oczywiście jest obowiązkowy, ale tak naprawdę dopiero, kiedy chcemy zwiedzać Kostarykę. Na zakupy możemy się wybrać.

Osobiście polecam wybrać się na obiad do restauracji Guzerat, zupa z owoców morza z mleczkiem kokosowym jest obłędna i warto było jechać na panamsko-kostarykańską granicę właśnie dla niej.

Więcej o przekraczaniu granicy: Przekraczanie granicy Kostaryka – Panama: kompletny przewodnik lądowy

Kanion Macho de Monte

Kolejnym miejscem w okolicy Boquete, które warto odwiedzić, jest Macho de Monte, wodospad wraz z przylegającym kanionem. To naprawdę malowniczy zakątek, natura tworzy tu spektakularny, niemal dziki krajobraz.

Trzeba jednak pamiętać, o czym wspomniałam wcześniej, że w porze deszczowej miejsca te mogą być niebezpieczne, śliskie kamienie oraz napierająca siła płynącej wody sprawiają, że wędrówka wymaga dużej ostrożności. Sama odwiedzałam te okolice, gdy padało i zdecydowałam się nie wchodzić na szlak, bo warunki były zbyt ryzykowne, nie tylko dla zdrowia, ale i życia.

Tuż obok znajduje się także drugi wodospad, do którego można dojechać samochodem, co sprawia, że jest bardzo łatwo dostępny i pozwala na piękne zdjęcia bez długich wędrówek.

Park Międzynarodowy La Amistad

Parque Internacional La Amistad to jedno z najbardziej dzikich miejsc w całej Panamie, i zarazem jedno z najmniej poznanych. Ten ogromny park narodowy rozciąga się po obu stronach granicy z Kostaryką, a duża część jego terytorium wciąż pozostaje niezbadana. Szlaków jest tu naprawdę sporo, ale warto wiedzieć, że nie są one najlepiej oznakowane, więc przygoda może łatwo zamienić się w wyprawę w nieznane.

Jeśli dopisze Wam szczęście (i cierpliwość), możecie tu spotkać dzikie zwierzęta takie jak jaguar, puma, ocelot, ostronos, pekari, tapir, leniwiec trójpalczasty czy różne gatunki małp – od wyjców i kapucynek po czepiaki i nocne aotusy. Dla miłośników ornitologii to z kolei prawdziwy raj, znajduje się tu ponad 600 gatunków ptaków, w tym rzadkie i niezwykle barwne.

Jednym z najbardziej niezwykłych elementów tutejszej flory są epifity – rośliny rosnące na innych roślinach, ale nie czerpiące z nich pożywienia. Wszechobecne storczyki, bromelie i paprocie tworzą tu niemal baśniowy krajobraz, który dosłownie zapiera dech w piersiach.

To miejsce fascynuje nie tylko przyrodą, ale też kulturą, na terenie parku żyją trzy rdzenne plemiona: Naso, Bribri oraz Ngäbe-Buglé, które od wieków są związane z tymi ziemiami.

Wstęp do parku jest płatny – dla osób spoza Panamy bilet kosztuje 5 USD. My mieliśmy jednak małą “przygodę”: nie udało nam się zapłacić ani polską, ani panamską kartą (na miejscu nie ma zasięgu, a nawet późniejsza próba płatności zakończyła się niepowodzeniem). Mimo to udało nam się wejść do parku… i to dwa razy. I powiem jedno, było warto. To jedno z tych miejsc, gdzie natura wciąż rządzi się swoimi prawami, a człowiek może poczuć się jak odkrywca.

Finca Lérida

Finca Lérida to jedno z tych miejsc, które zapadają w pamięć. Oprócz lekcji o kawie można tu po prostu pobyć w naturze, przejść się po ogrodzie pełnym niezwykłych roślin, wsłuchać się w dźwięki dżungli i wypatrywać kolorowych ptaków. To świetna okazja, żeby zobaczyć kolibry, a przy odrobinie szczęścia także inne egzotyczne gatunki, które rzadko spotyka się gdzie indziej. Do tego można kupić świeżą kawę w dużo lepszej cenie niż w supermarkecie. Miejsce jest położone w górach, więc najlepiej dojechać tu samochodem albo zamówić taksówkę, ale jeśli lubicie piesze wędrówki, możecie połączyć wizytę z trekkingiem.

Wulkan Baru

Wulkan Baru to najwyższy szczyt Panamy. Ta trasa czeka na moją lepszą kondycję, bo to dość wymagająca trasa trekkingowa, ale z samego szczytu przy dobrej pogodzie można zobaczyć zarówno Ocean Spokojny, jak i Morze Karaibskie.

Mam nadzieję, że wybiorę się tam następnym razem, ale i z dołu wygląda interesująco.

El Pianista

Popularnym szlakiem w okolicy jest też El Pianista, prowadzący przez gęstą, wilgotną dżunglę. To tutaj można spotkać jednego z najbardziej wyjątkowych ptaków Ameryki Środkowej, kolorowego quetzala, ptaka niegdyś świętego dla starożytnych Majów i Azteków. Mi się jeszcze nie udało go zobaczyć, ale z tego co słyszałam, to najlepsze miesiące przypadają na początek roku.

Prawdę mówiąc, trochę żałowałam, że dwa razy wybraliśmy się do parku narodowego La Amistad, zamiast przejść szlakiem El Pianista, który odwiedza niemal każdy turysta tutaj. Ale dzięki temu mam kolejne powody, żeby do Boquete wrócić.

Miejscowości w okolicy Boquete

W okolicy Boquete warto też wybrać się na drugą stronę wulkanu i odwiedzić miejscowości Volcán i Cerro Punta. Sam Volcán nie jest aż tak ciekawy jak Boquete, ale to dobra baza wypadowa, bo pozwala dotrzeć do miejsc, które znajdują się znacznie bliżej niż gdybyśmy chcieli objechać cały wulkan.

Zupełnie inne wrażenie robi Cerro Punta, miejsce malownicze, zielone i zdecydowanie chłodniejsze. Dla mnie było to naprawdę wyjątkowe doświadczenie, bo noc spędziliśmy w domku z kominkiem, a  nocy temperatura spadła do około 14 stopni (albo nawet mniej!), więc ogień w kominku był obowiązkowy. To region rolniczy, na zboczach gór codziennie, przez siedem dni w tygodniu, pracują ludzie uprawiający warzywa i owoce. Obserwowanie ich naprawdę daje do myślenia i sprawia, że jeszcze bardziej docenia się własne życie. Ale tym może napiszę Wam więcej w kolejnym wpisie o Panamie.

Cerro Punta wygląda mniej więcej tak:

Gdzie spać w Boquete?

W Boquete spałam w trzech różnych miejscach: w domku, mieszkaniu oraz hotelu, tak więc do wyboru, do koloru.

Casita de Boquete Hacienda to niewielki, jednopokojowy domek z wyjściem do malowniczego ogrodu. Choć nie ma klimatyzacji, w tej lokalizacji nie jest ona potrzebna – powietrze w Boquete jest świeże i rześkie, szczególnie wieczorami. Domek jest dobrze wyposażony, a jego największym atutem jest cisza i spokój – idealny, żeby odpocząć i naładować baterie. Na zewnątrz znajduje się miejsce, gdzie można usiąść, wypić poranną kawę albo zjeść śniadanie w otoczeniu zieleni. Jedynym minusem może być dojazd, bez samochodu jest to mniej wygodne, bo obiekt znajduje się na wzgórzu.

Drugim miejscem wartym uwagi jest Casa Reina, mieszkanie z absolutnie przepięknym widokiem na wulkan Barú. To zdecydowanie jedna z największych zalet tego miejsca, co najlepiej pokazują zdjęcia. Apartament jest komfortowy, dobrze wyposażony, dostępna jest także klimatyzacja. Podobnie jak w przypadku poprzedniego miejsca, tu również najlepiej mieć samochód. Poniższe zdjęcia są właśnie z tego miejsca.

Trzecia propozycja to El Oasis Hotel & Restaurante, położony w wygodnej lokalizacji, dzięki czemu samochód nie jest konieczny. To niewielki hotelik, który urzeka przede wszystkim swoim ogrodem, pełnym kolibrów i kolorowych ptaków. Śniadania są tu smaczne i sycące, a oprócz świeżych owoców serwowane są klasyczne dania do wyboru, takie jak omlet, jajka i lokalne panamskie dodatki w stylu kukurydzianej tortilli. Pokoje są w porządku, ale raczej prosty standard w bardzo urokliwym otoczeniu.

Gdzie zjeść w Boquete?

Boquete to świetne miejsce dla smakoszy , dzięki dużej społeczności ekspatów wybór restauracji jest tu naprawdę spory i różnorodny. Jeśli podróżujecie po Panamie już od jakiegoś czasu i tęsknicie za czymś innym niż typowe lokalne jedzenie, właśnie tutaj znajdziecie najwięcej opcji.

Na śniadanie zdecydowanie mogę polecić Panamonte Hotel, nawet jeśli nie nocujecie na miejscu, warto tu zajrzeć. Jedzenie jest smaczne, ceny rozsądne, a wystrój restauracji elegancki i przyjemny. Atmosfera jest naprawdę sympatyczna.

Jeśli tęsknicie za dobrym pieczywem, to w Boquete działa niemiecka piekarnia Pastelería Alemana. Polskiej nie znalazłam, ale chleb i wypieki z tego miejsca naprawdę mnie zaskoczyły, są tu świeże i smaczne chleby, ciasta i różne słodkości.

Na lunch polecam dwie opcje. Pierwsza to meksykańska restauracja Tacoholics, gdzie próbowałam kilku dań i każde było naprawdę udane. To także dobre miejsce na drinka wieczorem. Druga opcja to lokalna knajpka Central Park Restaurante w samym sercu Boquete, gdzie stołują się głównie mieszkańcy. Jedzenie jest niedrogie, a w menu znajdziecie tradycyjne panamskie potrawy, to świetna okazja, żeby spróbować czegoś autentycznego.

Co jeszcze? Jak wspomniałam, w tym regionie uprawia się większą część żywności w Panamie. Polecam wybrać się na truskawki, aby porównać smak. Nie będę mówić, które lepsze, Polskie czy Panamskie, ocenicie sami. 🙂

Gdzie na kawę w Boquete?

Dla wyjątkowego doświadczenia koniecznie odwiedźcie Finca Lérida, malownicza plantacja kawy położona w górach z pięknym ogrodem. To również świetna okazja, żeby kupić lokalną kawę w dużo lepszej cenie niż w supermarkecie. Najlepiej dojechać tu samochodem lub taksówką, ale można też połączyć wizytę z trekkingiem.

Na kawę w mieście można wybrać się do jednej z popularnych kawiarni, np. Café Durán, znana marka panamskiej kawy, albo Café Kotowa, kawę wywodzącą się właśnie z regionu Boquete.

Boquete – atrakcje

Czy to wszystko, co można zrobić w Boquete? Zdecydowanie nie. Atrakcji jest o wiele więcej: plantacje kakao, zbieranie truskawek, zipline, poznanie kultury rdzennej ludności. Uwielbiam klimat Boquete i dlatego w przyszłym miesiącu znów tam będę, a relacje będę dodawać na swoim Instagramie i Facebooku. Na blogu nie zawsze nadążam z pisaniem wpisów na bieżąco, więc jeśli interesuje Cię Panama, wiesz gdzie mnie szukać.

A tymczasem, zapraszam do reszty wpisów o Panamie:


Cześć! Mam nadzieję, że podążycie moim szlakiem w podróży. Chętnie oglądam zdjęcia i filmy moich czytelników, dlatego oznaczajcie mnie w mediach społecznościowych:

Instagram: @ewelina.gac

Facebook: @wposzukiwaniukoncaswiata


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

60,000FaniLubię
102,080ObserwującyObserwuj
51,500ObserwującyObserwuj
1,800SubskrybującySubskrybuj