5 WAŻNYCH RZECZY, KTÓRYCH SIĘ NAUCZYŁAM PRACUJĄC W KORPORACJI

O pracy w korporacji słyszy się najczęściej jedną z dwóch prawd. Pierwsza mówi o tym, że to świetne miejsce na zdobycie doświadczenia i zarobienia lepszych pieniędzy. Druga każe się trzymać od nich jak najdalej. Nie będę owijać w bawełnę, obydwie teorie są tak samo prawdziwe. Bazując na moim dwuletnim doświadczeniu, odpowiem Wam na pytanie czy można wycisnąć więcej z korporacji, niż będąc „wyciśniętym”?

Niecierpliwość nie pomaga. W niczym.

Z początku myślałam, że ze „swoją korporacją” nie będę związana tak długo jak wyszło to w rzeczywistości. Wiecie dobrze, że wierzę w przeznaczenie i w to, że na wszystko przyjdzie czas. Jednak przełożenie tego na życie nie do końca było łatwe. Czekałam i czekałam na moment, w którym zacznę pracować tylko na siebie. Nacisk, o którym się słyszy wiele nie tylko w kontekście korporacji, przekładamy na swoje życie i sami ciśniemy siebie aż brakuje siły. Tak miałam i ja 🙂 W końcu odpuściłam i swoje myśli skierowałam ku nadziei, jak najrzadziej zastanawiając się, ile jeszcze. 

Szacunek do własnego czasu to podstawa. Czas to pieniądz.

Kiedy jeszcze pracowałam na studiach czas wydawał się być mniej cenny, bo było go jakby więcej. W ciągu dnia potrafiłam pójść na zajęcia, pracować, do tego zdążyłam się poobijać i spotkać z przyjaciółkami. Po zakończeniu tego pięknego okresu rozpoczęłam czas pracując na etacie, a na kolejne pół etatu pracowałam nad blogiem. Nagle czasu zaczęło nie tylko brakować, ale też ciężko było mi przestawić się na taką monotonię w kwestii obowiązków i zainteresowań. Dzięki temu każdy dzień przelatywał przez palce jeszcze szybciej, bo nic go nie wyróżniało. Dodatkowo, jak to bywa w pracy, zdarzały się nadgodziny, a po zgaszeniu firmowego laptopa nieraz myśli się o służbowych obowiązkach. Zrozumiałam dzięki temu czy da się rozdzielić pracę i życie osobiste „to poza pracą”. Zaczęłam bardziej wykorzystywać wolne popołudnia, weekendy, a nawet krótkie przerwy w pracy.

Work-life balance to ściema. Przynajmniej z trzech powodów.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie do końca wierzę w work-life balance. Po pierwsze, ze względów statystycznych: moim zdaniem musielibyśmy kilka godzin dziennie poświęcać na rzeczy zupełnie niezwiązane z pracą (wg. definicji to zdrowie, rozrywka, rodzina, duchowość), aby tego typu równowaga została zachowana. Będzie to ciężkie, bo spędzamy w pracy minimum 40 godzin netto tygodniowo (nie dodając do tego dojazdów, zakupów związanych z pracą, wyjazdów czy coraz popularniejszych długich przerw w pracy). OK, ja spędzałam 40. Ponadto, do „life balance” nie zaliczamy obowiązków domowych, które wykonywane są z poczuciem niechęci. Po drugie, jeśli lubimy swoją pracę nie czuje się potrzeby wydzielania aż tak grubej linii pomiędzy nią, a życiem osobistym. Z innej strony, jeśli praca nie jest satysfakcjonująca, to czego byśmy nie zrobili, aby tą równowagę odzyskać, to będziemy czuli ciągłe niespełnienie. Po trzecie jeśli układa nam się w domu, to nie potrzebujemy uciekać do pracy. I odwrotnie.

Czytaj również:  JACY JESTEŚMY, CZYLI  5 CECH POLAKÓW, O KTÓRYCH SIĘ NIE MÓWI.

Pieniądze mają inną wartość. Przynajmniej tak się wydaje.

Jak skończyłam studia to i stypendia się wyczerpały. Tak samo inne pieniądze, których nie ma co ukrywać, zdobycie przyszło znacznie łatwiej i przyjemniej niż praca etatowa. Wydawanie zarobionych pieniędzy na niepotrzebne nikomu ubrania i bibeloty nie dawało takiej satysfakcji jak kiedyś. Za to książki i kursy wydawały się dziwnie niedrogie. Praca w korporacji uczy jeszcze jednego. Łatwiej jest starać się o podwyżkę niż w małej firmie z dwóch powodów: wiemy, że w dużym przedsiębiorstwie jest więcej pieniędzy (co pobudza wyobraźnię) i w razie odmowy usłyszymy jakąś procedurę wg. której nie możemy jeszcze awansować (a nie będzie to widzimisię Kierowniczki Krysi).

Jakby nie patrzeć. Zdrowie mamy tylko jedno.

Parafrazując: co firma to obyczaj. Chyba wszędzie możemy znaleźć zasmarkanych pracowników. Jeśli w sezonie przeziębień takich nie widać, może oznaczać to jedno z dwóch: pracują z domu, albo są na L4. Kiedy jednak w firmie będzie kilka osób pracujących z anginą, możemy poczuć się jakby i od nas wymagano przychodzenia do pracy, kiedy najzwyczajniej w świecie niedomagamy. Pracując na etacie sami możemy wybrać, czy w chorobie będziemy pracować, czy też ulegniemy ciekawemu trendowi. W końcu co miesiąc z naszej pensji jest pobierana składka na tego typu sytuacje.

Odpowiadając na pytanie o wyciskaniu, da się. Może nie na dłuższą metę. Jednak wszystko zależy od naszego podejścia i charakteru. W pracy nauczyłam się wielu rzeczy, nie tylko zawodowo. Najważniejsze to, aby nie podążać za tłumem, choćby był najbardziej inteligentny. Powiem Wam jeszcze, że fajnie czasem zwolnić tempo i… odpocząć. Ale to już niedługo.

Więcej o pracy zdalnej w korporacji znajdziecie w tym wpisie. 

Buziaki,

26 KOMENTARZE

  1. Mam to do siebie, ze lubie pracować i jak już wpadnę w wir pracy to ciężko mi zachować równowagę w tym wszystkim. Teraz mając dzieci trochę się to zmieniło, bo zawsze gdzieś z tylu głowy mam, że przecież czekają na mnie w domu dwie małe istoty, które nie miga doczekać się aż wrócę.

  2. Czy Work-life balance to ściema? To zależy od naszych priorytetów. Jeżeli ustawisz się na rozwój i nie masz zobowiązań to pewnie tak. Ale jeśli masz już rodzinę to warto tego pilnować. Generalnie pracodawcy biorą tyle ile im się daje a raczej nie spotkałem się z szefem, który mówi idź do domu bo jesteś mi potrzebny wypoczęty.

  3. Bardzo ciekawe tezy :). nie do końca zgadzam się z tym, że work-life balance nie istnieje. Na pewno nie istnieje w takim wydaniu, o którym piszesz i tu 100% racji. Z kolei bardzo się zgadzam z tym, że mamy jedno zdrowie.

  4. Fajny tekst ? Znam ludzi, którzy w korpo pracowali i wszyscy poodchodzili. Owszem, kasa była dobra ale czuli się wyprani i zajechani. Może też zależy od człowieka, jak ktoś nie ma rodziny i nie potrzebuje za dużo czasu dla siebie, może żyć firmą i mu to odpowiada to ok. Jednak obawiam się, że nakład włożonej energii i tak będzie nie adekwatny do wynagrodzenia…

    • Cześć Beatko! Też wydaje mi się, że na dłuższą metę to może być ciężkie, zwłaszcza, że jak pojawia się rodzina to często od pracy oczekuje się czegoś innego. Pozdrowienia 🙂

    • Cześć Karolinko! Nie pracowałam nigdy w administracji samorządowej, ale struktura organizacji jest nawet i bardziej rozbudowana. Z tego co wiem, to często sprawia nam największe problemy. Pozdrowienia i powodzenia jako freelacerka!

  5. Z zaciekawieniem zapoznałam się z Twoją perspektywą. Myślę, że z każdej sytuacji, której doświadczamy w życiu możemy wyciągać cenne wnioski, uczyć się i rozwijać. Dlatego bardzo lubię wpisy, w których autor/ka w mądry sposób pokazuje jakie cenne lekcje przyniosła dana sytuacja i jak można rozsądznie je wykorzystać w przyszłości. Najbardziej podoba mi się punkt dotyczący szacunku do własnego czasu.

    • Cześć Patrycjo! Zgadzam się, że pewne procedury potrafią ułatwić życie… o ile nie będą zbyt rozległe i zagmatwane. Pozdrowienia 🙂

  6. Świetny tekst. Natomiast z tezą o nieistnieniu work-life balance się nie zgadzam. Jezeli, by go nie było to praca 24h/dobę byłaby super porządna przez każdego. Tak samo w drugą stronę, nic nierobienie byłoby równie kuszące. Możliwe, że oba obszary nie są sobie równe, alw jednak jakąś równowagę trzeba wypracować.

    • Cześć Piotrze! Zgadzam się, jakąś równowagę trzeba sobie wypracować. Jednak myślę, że nasze spojrzenie na ten temat trochę się różni i tu moglibyśmy dyskutować do “białego rana”. Pozdrawiam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here