Jadąc samochodem przez czeską autostradę, trzeba ostatnimi czasy przygotować się do częstych postojów w korkach w południowej części kraju spowodowanymi remontami. Tą trasą podróżowaliśmy dość często przez ostatnie pół roku. Kiedy robiliśmy przeprowadzkę z Węgier wydłużone postoje nie były dla nas żadną niespodzianką. Jako, że bagażu było za dużo na jeden samochód, zmuszeni byliśmy do wykonania kilku kursów. Tydzień przed finalną wyprowadzką M. sam przewoził część rzeczy, a ja w tym czasie planowałam ostatni weekendowy wypad. Jednak jak wiadomo, plany swoje, a życie swoje. 🙂 

Zaraz przed samym Brnem, z miejsca z którego możemy zobaczyć częściowo panoramę miasta spod  maski zaczął unosić się dym. M. natychmiast zgasił silnik, a z racji powiedzmy, pobytu w korku, nie było możliwości zjazdu na pas awaryjny. Nie wiem, co wy byście zrobili w powyższym przypadku (bo ja bym pewnie wpadła w panikę), ale M. wyszedł z samochodu i zobaczył sporą plamę pod samochodem. Jeśli pamiętacie naszą „przygodę” na Węgrzech, M zorientował się, że wylał się cały płyn chłodniczy. Jak możecie się spodziewać, podejrzenia padły od razu na spartoloną robotę węgierskich mechaników.

Od razu przemiła Czeszka spytała, czy nie potrzeba pomocy i podała numer pomocniczy. Oczywiście, numer nie chciał zadziałać na polskiej karcie telefonicznej, dlatego też M. wybił szybko 112. Z powodu braku drogowskazu w zasięgu wzroku rozmowa (po angielsku) trwała dość długo i podczas niej nie udało się wyjaśnić na którym kilometrze samochód się znajduje.  Z racji tego, Pani z numeru 112 zrezygnowała i podała słuchawkę koledze, który potrafił porozumiewać się po polsku. Pomimo szczerych chęci obydwu stron, nadal ustalenie położenia M. było niejasne. 🙂 Powiedzonko takie jak „czeski film” nabrało nowego znaczenia.

Patrol policji został wysłany na kilka zjazdów przed Brnem i podążając w kierunku miasta miał trafić na Maćka. Tak się rzeczywiście stało, po jakiejś godzinie nadjechali. M. poprosił policjantów o pomoc w sprowadzeniu lawety, gdyż łamanym czeskim nie udało mu się zamówić jedynej do której się dodzwonił. Jednak policjant po krótkiej rozmowie z ,,laweciarzem” stwierdził, że to idiota, a więc widocznie czeski nie był tu problemem. Czeski policjant zadzwonił do innego „laweciarza” który również okazał się wg. niego idiotą. Po krótkiej debacie, panowie doszli do wniosku, że do najbliższej stacji paliw uda się dojechać bez płynu chłodniczego, bo to tylko 3 km od miejsca zdarzenia. Policjanci zaproponowali eskortę, żeby łatwiej przejechać korek. Więcej o sytuacjach z czeskimi policjantami znajdziecie tutaj!

Czytaj również:  PORÓWNANIE WARUNKÓW PRACY: POLSKA, WĘGRY, CZECHY, SŁOWACJA
w-poszukiwaniu-konca-swiata-w-brnie
Od tego momentu Brno przestało kojarzyć mi się tylko z “magicznymi” znakami 🙂

Czeski mechanik

Szczęście w nieszczęściu: w Brnie jest ASO Volvo i nie trzeba było za wiele kombinować, aby znaleźć odpowiedniego mechanika. Mechanik natychmiast stwierdził, że to nic poważnego i że następnego dnia samochód powinien być sprawny. Z racji, że awaria miała miejsce w piątek, zaczęliśmy się obawiać czy aby na pewno w sobotę uda im się naprawić samochód. Nasze obawy niestety okazały się słuszne: część do wymiany nie znajdowała się na magazynie. Po weekendzie w Brnie M. udał się do salonu spytać jak się sprawy mają, ale niestety samochód nadal czekał na niezbędną część, którą musieli sprowadzić z Pragi. Auto miało być dopiero we wtorek. Rano (dzięki Bogu!)  M. dostał telefon z informacją, że auto jest do odbioru.

Warto dodać, że taka sama awaria miała miejsce na Węgrzech, tyle, że uszkodzeniu uległ wąż zaraz obok tego naprawianego w Székesfehérvár. Oczywiście, gdyby się okazało, że to ta sama część to Volvo zobowiązało się do zwrotu wszystkich kosztów (łącznie z hotelem itd.).

Porównanie warunków: mechanik czeski, a węgierski (w obydwu przypadkach autoryzowany serwis Volvo):

Koszt robocizny:

koszt roboczogodziny w czeskim salonie był jakieś 20% niższy niż w węgierskim.

Koszt części:

ceny są części takie same, w zależności od kursu, ponieważ w katalogu podane są ceny w euro. W obu przypadkach konieczne było mycie silnika, ale Czesi zrobili to nieodpłatnie. Węgrzy z kolei byli na tyle nadgorliwi, że dolali rzekomo litr oleju, mimo, że nie było ubytku (policzyli za niego jak za 5 litrów w Polsce).

Koszt finalny: 

Czechy: 2718 koron czeskich czyli ok. 450 zł , Węgry: 38,000 forintów, czyli ok. 540 zł.W obydwu przypadkach koszt serwisu i części nie był szczególnie wysoki ale dodając do tego hotel za 4 noce, jedzenie itp. to długi weekend w Brnie już tańszy nie był. 🙂

Czas oczekiwania na naprawę:

czas oczekiwania na naprawę na Węgrzech wyniósł 2 dni, w Czechach 4, ale był to weekend.

Obsługa:

Czeski serwis był o wiele bardziej pomocny, gdyż zaoferował pomoc w znalezieniu noclegu, dał bilety na komunikacje miejską oraz załatwił taksówkę (za którą dodatkowo zapłacił). Ponadto, podczas oczekiwania Czesi proponowali co chwilę kawę czy herbatę. Kontakt z nimi też był łatwy, mimo, że rozmawiali jedynie po czesku. W węgierskim serwisie pracownik znał angielski, ale żeby się czegoś dowiedzieć trzeba było pojawić się osobiście. Telefonowanie nie leżało w ich zwyczaju, tak samo jak inne ww. propozycje.

Czytaj również:  7 MAGICZNYCH ZAMKÓW I PAŁACÓW W CZECHACH

Kochani, a czy wy mieliście jakieś przygody z czeskimi mechanikami? Swoją drogą czescy policjanci zawsze robią na mnie dobre wrażenie  🙂 

  • Więcej o mechaniku na Węgrzech znajdziecie tutaj!
  • Czeska policja i co warto mieć na ze sobą w samochodzie podróżując do Czech znajdziecie tutaj! 

 

w-poszukiwaniu-konca-swiata-logo-jesienne
Zapraszam Was na Facebook!

1 KOMENTARZ

  1. […] Z racji, że awarii uległ przewód układu chłodzenia? liczyliśmy, że w autoryzowanym serwisie cena przewodu wraz z naprawą spokojnie przekroczy 800 zł. Przed odebraniem auta zadzwoniliśmy do serwisu, żeby przygotować się wstępnie na koszty i tu czekało na nas spore zaskoczenie: 38,000 forintów, czyli ok. 540 zł. Spodziewaliśmy się o wiele większej kwoty. Opłata zawierała dodatkowo mycie silnika, samochodu, uzupełnienie płynu chłodniczego oraz rzekoma dolewka około litra oleju silnikowego (z serii narzekam po Polsku: szczerze wątpię czy faktycznie dolali, gdyż przed przyjazdem do serwisu nie było ubytku). Podsumowując: w Polsce za naprawę „w warsztacie u Andrzeja” trzeba zapłacić podobną kwotę, a do tego w pakiecie często ma się kierownicę ufajdaną smarem. Węgierska obsługa zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie (tak samo jak koszt naprawy!) Edycja: Do momentu sprawdzenia tej samej usługi w serwisie w Czechach. Więcej znajdziecie tutaj! […]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here