7 ZASKAKUJĄCYCH RZECZY NA WĘGRZECH

Każdy kto przyjechał na Węgry, choćby nie wiem, jak się przygotował, będzie zaskoczony. Pamiętam, że kiedy pojechałam na wakacyjną wymianę do małego miasteczka gdzieś w głębi paprykowego kraju zupełnie nie wiedziałam co myśleć. Miałam wtedy 12 lat i mimo, że od tego czasu zdążyłam lepiej poznać węgierskie zwyczaje to nadal mnie… zaskakują.

Poniższa lista mogłaby być dłuższa. Ja jednak liczę na Waszą kreatywność– na pewno coś dopiszecie w komentarzach.

Zaskoczenie nr 1: Język.

Mimo, że przed przyjazdem wiemy, że ten język brzmi… inaczej to jeszcze bardziej zaskakuje to jak się go pisze. Pomijając skomplikowane nazwy, prosty pas dla autobusów to busz. Bowiem węgierskie „sz” to nasze polskie „s”. Kiedy mieszkałam na Węgrzech starałam się nauczyć tego języka, to ze starań praktycznie nic nie wyszło. Niestety.

Uwaga! Dla zainteresowanych nauką języka węgierskiego- zrobiłam listę słów, które brzmią tak samo po węgiersku, jak i po polsku. Znajdziecie je w tym artykule: węgierski nie taki straszny, jak go malują

revolut 25zł bonus

Zaskoczenie nr 2: Papryka jest… droga.

Jak zobaczyłam ceny papryki w paprykowym raju, byłam delikatnie mówiąc… w szoku. A kiedy w Lidlu zrobili promocję na te najtańsze, białe i robotnicy zabierali do pracy parokilogramowe worki pełne papryk zaniemówiłam. Jednak papryka w proszku czy pasta paprykowa to często istny majstersztyk: lepiej pachnie, smakuje i … jest z Węgier. Dlatego zawsze staram się mieć zapas, choćby do gulaszu.

Zaskoczenie nr 3: Dziwne opłaty na Węgrzech.

Na Węgrzech spotkałam różne opłaty, za rzeczy, które w Polsce często są darmowe. Sam system bankowy jest szokujący. Niektóre banki pobierają opłaty za przelew przychodzący… w lokalnej walucie. Ale to nie wszystko, bo ceny usług też się różnią. Ostatnio przeczytałam, że nawet koszt zmiany opon zależy od rozmiaru! Za komplet 15″ można zapłacić ok. 6500 forintów, (86 zł)  a za 18″ już… w granicach 8000 forintów (106 zł)!

Zaskoczenie nr 4: Węgrzy dostali Nobla za paprykę.

To nie żart. Może dlatego jest taka droga? W 1933 roku Albert Szent-Györgyi prowadząc badania nad papryką odkrył kwas askorbinowy, czyli… witaminę C. A przecież gdyby nie papryka, nie dostałby Nobla! Piękne, prawda?Węgierska papryka

Czytaj również:  WĘGRY: OD BALATONU AŻ PO VELENCE

Zaskoczenie nr 5: Papierosy kupisz tylko w jednym miejscu.

Węgry znacjonalizowały detaliczny przemysł tytoniowy, zabraniając sprzedaży papierosów poza wyznaczonymi budkami „National Tobacco Shops”. Dlatego, jeśli chcesz kupić papierosy na Węgrzech rozglądaj się za napisem NEMZETI DOHÁNYBOLT i znaczkiem zakazującym wstępu niepełnoletnim (znak zakazu z 18 w środku).

Zaskoczenie nr 6: Nikt nie lubi Orbana.

A przynajmniej u mnie w firmie. Pierwszego dnia w pracy spytałam koleżanek za co tak uwielbiają Wiktora Orbana. Niedowierzanie pojawiło się na twarzy węgierek, a ja dowiedziałam się, że przy tym stoliku nikt go nie lubi. Przy innym też, a przynajmniej nikt się do tego nie przyznał 😊 Na swoje usprawiedliwienie dodam: było to parę lat temu, kiedy nasze media bardziej kształtowały paprykowy kraj, jako ten z lubianym przywódcą.

  1. PS. Część z Was zna tą historię. O tym pisałam już wcześniej we wpisie ile mamy wspólnego z Węgrami? Nie piszę tam o polityce, ale… sami sprawdźcie.

Zaskoczenie nr 7: Najpopularniejszy baton to po prostu… twaróg.

Regionalnych słodyczy na Węgrzech nie ma aż tylu jak np. w Polsce, dlatego kiedy przychodzi do zrobienia słodkiego prezentu, nie jest łatwo. Z pomocą przychodzi nam węgierski przysmak. Túró rudi– bo o nim mowa jest chyba najbardziej charakterystycznym węgierskim batonikiem, choć składa się w większości z… twarogu. Polany czekoladą, czasem ma w środku coś więcej niż ser np. karmel. Oczywiście, możemy kupić inne słodycze, ale Túró rudi znajdziemy tylko na Węgrzech.

Dopisałabym inne rzeczy, ale.. teraz Wasza kolej!

Buziaki,

10 KOMENTARZE

  1. Mnie ujmuje cierpliwość Węgrów. Mają świadomość trudności swojego języka i wykazują dużo spokoju przy próbach dogadania się. Węgrzy są też bardzo pomocni szczególnie jak usłyszą „Lendzel wodziok” 😉

  2. Dla mnie zaskoczeniem była cierpliwość Węgrów. Znają trudność swojego języka i z dużym spokojem podchodzą do prób dogadania się. Węgrzy są też bardzo pomocni, szczególnie gdy usłyszą „Lendzel wodziok” (Jestem Polakiem). Kiedyś miałem kłopot z hamulcem w aucie, pomógł mi bezinteresownie (sam bez proszenia przyszedł z narzędziami) gość który sprzedawał arbuzy na parkingu przy stacji. Gdy zaproponowałem zapłatę powiedział po węgiersku „Polak, Węgier dwa bratanki…” ( Po węgiersku: Polak Węgier dwaj bracia, razem piją i razem się biją) Fajnie artykuły o Węgrzech. Dziękuję i czekam na kolejne. 😁

    • Ale piekna historia z tymi arbuzami! Tak się tworzą legendy, co prawda prawdziwe bo Węgrzy faktycznie lubią Polaków, a i my mamy do nich spory sentyment 🙂 pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że do usłyszenia!

  3. Znakomite te ciekawostki o Węgrzech.Kilka razy przejeżdżałam przez ten kraj,ale wydał mi się nudny i płaski, a godziny jazdy ciągnęły się w nieskończonośc. Udało mi się zwiedzic trochę Budapeszt, ale był to zdecydowanie za krótki pobyt.Mój pierwszy kontakt z Węgrami to pocztówka znad Balatonu od wujka w latach 70- tych.Potem koleżanka z pracy, która studiowała medycynę na Węgrzech i mówi perfekt tym językiem i powinna za to dostac Nobla.Medycyna po węgiersku-szok! Dostałam od niej cudownego wyżła węgierskiego.
    Muszę powiedziec jedno: Węgrzy mają najlepszy na świecie gulasz po węgiersku i najlepszą paprykę!!!
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Irenko zgadzam się! Ta koleżanka zasługuje na ogromnego Nobla 🙂 co do wyżła- koleżanka; węgierka ma jednego i z tego co wiem to bardzo inteligentne psy, ponadto bardzo przykładają się do ich wychowania. Twój z pewnością był cudowny! A co do jedzenia- tamtejsze lody są tak mleczne, że warto spróbować, choćby dla zaskoczenia. A porcje na “prowincji”- ogromne! Buziaczki!

  4. Byłem jeden dzień w Budapeszcie i trochę to ‚myląca’ metropolia – pozornie wszystkie ulice i niezliczone kwartały kamienic wyglądają tak samo. Ale wrażenia jak najbardziej pozytywne, planuję wrócić do miasta na parę dni.

  5. Odkąd pamietam ciągnie mnie ten paprykowy raj, jakoś zawsze miałam słabość do węgierskiej kuchni i węgierskiego kina. Niestety jak dotychczas udało mi się jedynie przepłynąć promem Dunaj na Węgrzech i tyle z moich doświadczeń. Ale na pewno pojadę. Zaintrygowałaś mnie tym tekstem bardzo i zamarzył mi się ten twarogowy baton.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here