Kochani, od dawna chciałam poruszyć ten temat. Tematu tęsknoty raczej nie porusza się publicznie, a powinno. Tęsknota za domem, rodziną, przyjaciółmi i krajem to coś normalnego i nie powinno się tego ani wstydzić ani ukrywać. Nieraz zdarzało mi się tęsknić za rodzicami, pierogami czy polskim narzekaniem. Były też momenty, że nie tęskniłam wcale. Każde doświadczenie było dla mnie ważne i czegoś mnie nauczyło. Chciałabym się z Wami tym podzielić.

piękna Polska
Tęsknimy za piękną zimą (czasami w maju)

ETAPY NA EMIGRACJI

Pierwszy raz o fazach/ etapach emigracji usłyszałam od dr Dagmar Sieglovej wykładającej na uniwersytecie w Pradze. Przedstawiła ona etapy, których doświadcza człowiek w przypadku przeprowadzki do innego kraju, powiązane z zrachowaniami i emocjami, jakie nam towarzyszą. Nie jest to nic trudnego, a bardzo ułatwia aklimatyzację za granicą. UWAGA! Etapy mogą się różnić w zależności od danej osoby i jej sytuacji życiowej. Spisałam je w moim zdaniem najprzejrzystszy sposób i podzieliłam na trzy główne grupy:

1. Faza fascynacji i ekscytacji

wszystko jest nowe, ciekawe i kolorowe. Zapominamy o tym, co działo się w Polsce, nie mamy ochoty na pierogi, a nowe znajomości to pasmo niekończących się przyjaźni. Chcemy zostać na stałe w nowym kraju, nie mamy czasu na rozmowy z bliskimi, bo życie przecież toczy się tu i teraz. Zaczynamy uczyć się języka obcego i sprawia nam to przyjemność.

2. Faza strachu i powątpiewania

nowy kraj nie jest jednak na tyle interesujący, jak na początku. Ci nowi ludzie są jacyś dziwni, a ich zwyczaje po prostu śmieszne. Zaczynamy tęsknić za rodziną, przyjaciółmi i dawnym życiem. Wątpimy, czy jest to na pewno miejsce dla nas i boimy się, że znajomi o nas zapomną, przez co większość czasu najchętniej spędzamy na Skype czy rozmawiając przez telefon „z kimś z kraju”. Nie chcemy już nawiązywać znajomości z tutejszymi i zamykamy się na wszystko, co nowe. Przestajemy uczyć się języka obcego i nawet pojedyncze słowa denerwują nas i wprawiają w ponury nastrój. Przeglądamy strony z biletami lotniczymi lub sprawdzamy trasy do Polski.

3. Faza adaptacji, przechodząca w fazę stabilizacji

stopniowo układamy sobie życie na obczyźnie, mamy stałych znajomych, ulubione miejsca i przyzwyczajenia. Znowu z przyjemnością uczymy się języka, a tutejsze zwyczaje w pewnym stopniu stają się naszymi. Jest nam po prostu dobrze i powoli czujemy się jak w domu.

Czytaj również:  MOJE WIELKIE GRECKIE… ZASKOCZENIE
piękna Polska (9)
W pamięci mamy cudowne zabytki i kolorową jesień

Ile trwa każda z faz? Czy w pól roku, rok możemy zaaklimatyzować się na tyle, żeby czuć się „jak w domu”?

Mówi się, że rok. Jak dla mnie wiele zależy od nas samych i od nowego miejsca. Nie zawsze też jesteśmy gotowi na radykalne zmiany w naszym życiu i rozstanie z rodziną- każdy ma przecież inną sytuację, temperament i mentalność. Ważne jest, żeby mieć świadomość, że nic nie przychodzi od razu. UWAGA! U każdego proces ten może wyglądać inaczej. Np. moja faza fascynacji Grecją przyszła bardzo późno i była dość krótka i nie wiem czy potrafiłabym dotrwać do momentu stabilizacji, a na Węgrzech od pierwszego tygodnia miałam ochotę na coś polskiego. Fazy mogą się ze sobą mieszać- faza ekscytacji i strachu dopadła mnie w Turcji- z jednej strony palmy, a z drugiej strony strach przed całkiem nieznaną kulturą. Więcej o fazach emigracji przeczytacie tutaj i tutaj. WAŻNE! Pamiętajmy, że przez zamykanie się na nowe znajomości nie będzie nam łatwiej, tak samo jak narzekanie nie rozwiąże problemów. W każdej sytuacji potrzebna jest szczypta optymizmu, tym bardziej przy przeprowadzce w nieznane!

piękna Polska
Tęsknimy za prawdziwą kiełbasą

DLACZEGO TĘSKNIMY?

Na emigracji zwykle tęsknimy za wszystkim, co związane jest z domem. Nie tęsknimy za urlopem na Krecie, Malediwach czy czymś odległym. Tęsknimy za tym, co kojarzy nam się na ogół z bezpieczeństwem, stabilnością, czyli za tym, czego nam brakuje. Tęsknimy za Polską, za przyjaciółmi, za polskim językiem na ulicy, za wścibskim pytaniem sąsiadki, kiedy wyjdziemy za mąż (tu może przesadziłam). Brakuje nam nawet fryzjerki, która dobrze obetnie włosy czy wiecznie markotnej ekspedientki w kasie, bo te nowe są jakoś zbyt optymistyczne. Na wszystko potrzeba czasu, a żeby zaaklimatyzować się w nowym miejscu potrzeba go więcej niż na cokolwiek. Pamiętajmy, że zmieniamy swoje życie diametralnie, nie tylko nowe jest miejsce zamieszkania, ale do tego opuszczamy wszystko, co do tej pory było dla nas normalnością: prawo, obyczaje, kultura, przyzwyczajenia. Nawet, jeśli dobrze się przygotujemy, nie zapominajmy, że często diabeł tkwi w szczegółach: brak serka wiejskiego w sklepie, sklep zamknięty w niedzielę (a w lodówce pusto!), czy głośny karnawał za oknem, kiedy mamy do zrobienia ważny projekt. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić (jak się chce), ale nie zapominajmy o najważniejszym: dajmy sobie więcej czasu i po pierwsze bądźmy właśnie wobec siebie wyrozumiali. Obserwujmy swoje reakcje i szukajmy rozwiązań problemów, bo rozwiązania są bliżej niż nam się wydaje, wystarczy chcieć, pytać i szukać- może za rogiem czeka na nas to, czego nam najbardziej brakuje.

Czytaj również:  ERASMUS W PATRAS
piękna Polska
Czasem nawet tęskni się za parawanami nad Bałtykiem…

JAK PORADZIĆ SOBIE Z TĘSKNOTĄ? 

Każdy z nas jest inny i tęskni inaczej. Zastanówmy się najpierw za czym tak naprawdę tęsknimy i dajmy sobie namiastkę tego, czego nam brakuje. Rodzina? Zadzwońmy i cieszmy się z tej chwili, kiedy możemy usłyszeć naszych bliskich. Polskie potrawy? Przygotujmy sobie to, co lubimy najbardziej. Nie dajmy ponieść się temu ciężkiemu uczuciu, tylko zawierajmy nowe znajomości, cieszmy się czasem, który spędzamy za granicą (nic nie trwa wiecznie!) i odkrywajmy nowe miejsca. Trochę głupio będzie wrócić do Polski ze wspomnieniem ciągłego żalu i smutku, prawda?

piękna Polska (7).jpg
I tak się cieszymy jak wracamy do rodziny i przyjaciół!

KIEDY JEDNAK NIE TĘSKNIMY…

Nie mamy problemu. Nie ma powodu, aby tym się przejmować czy obwiniać. Przecież nie musimy tęsknić, rozpaczać i narzekać. A jak emigrujemy do Stanów Zjednoczonych nie zapominajmy, że prawo do szczęścia mamy zapisane w konstytucji!

A jakie są Wasze obserwacje na temat tęsknoty na emigracji?  

wposzukiwaniu
Zapraszam na Fanpage!

22 KOMENTARZE

  1. Pięknie napisane 🙂 Ja mam te fazy zdaje się naprzemiennie 🙂 Wiedeń nadal mnie zachwyca, ale niekiedy chciałoby się rzucić wszystko i wrócić do Polski. Chociaż jak pomyślę bez emocji, na trzeźwo, to nie byłaby dobra decyzja 🙂
    Wydaje mi się, że tęsknota to po prostu ta część duszy i serca, którą pamiętamy z beztroskich czasów. Za granicą nic nie przychodzi łatwo, na wszystko trzeba sobie zapracować często dwa razy ciężej niż w Polsce (bariera językowa, kulturowa, społeczna). Czasem chciałoby się wrócić do kraju lat dziecięcych ale tylko dlatego, że kojarzą się nam one z beztroską. Gorzej jakby się okazało, że teraz byłoby nam o wiele trudniej w Ojczyźnie funkcjonować i się odnaleźć.

    • Wiesz, też nad tym myślałam. Kiedyś siedzę i myślę: wracam. A po chwili doszło do mnie dlaczego tak naprawdę chcę wrócić. Do tej beztroski. I może naiwnie, wierzę, że jeszcze będzie mi dane ją przeżyć. Jest jeszcze trochę innych powodów, ale trochę też trzyma na obczyźnie. Wiem, że wrócę kiedyś do Polski i mam nadzieję, że nie będzie bardzo trudno się odnaleźć i funkcjonować. Chociaż wiem, że może tak być, tak jak piszesz. Dziękuję Ci za ten wpis- świetnie widzieć, że ktoś ma tak jak ja! Pozdrawiam

  2. Ostatnio śniła mi się polska wieś gdzieś w górach, z chrabąszczami na łące, delikatnym wiatrem i jeziorem w tle. Tak właśnie wygląda tęsknota.

    Ale myślę, że to dobre uczucie. Bo czy kiedykolwiek wcześniej śniłabym o łące, o szynce i o pierogach?

  3. Uwielbiam podróżować i kiedy tylko wracam do Polski z każdej podróży zaczynam czuć się tu trochę jak w klatce. Pierwszy raz poczułam taką prawdziwą tęsknotę za Polską podczas świąt spędzonych na Sycylii na Erasmusie. Ogólnie nie tęskniłam za krajem. Znałam język, kulturę, która mi odpowiadała, dość szybko się zaklimatyzowałam, poznałam nowych ludzi. Zapominałam powoli o Krakowie i o tym, że trzeba będzie kiedyś wrócić. Prawdziwa tęsknota przyszła w okresie świąt bożego narodzenia. Prawie wszyscy wyjeżdżali na święta do domu, a ja z moją przyjaciółką ze studiów zostałyśmy. Z jednej strony z przekory, z jednej strony, bo bilety były drogie, a z jednej strony, żeby się przekonać jak spędza się święta na Sycylii.
    Całe święta przepłakałyśmy. Zajadałyśmy się barszczem czerwonym, krokietami i pierogami ze łzami w oczach. Dzwoniłyśmy do naszych domów z łamiącym się głosem. Na Pasterce obydwie smarkałyśmy w chusteczki. To były najsmutniejsze święta jakie kiedykolwiek przeżyłam. Po raz pierwszy zrozumiałam tęsknotę mojego taty, który o lat jest na emigracji. Patrząc z perspektywy czasu wiem, że była to dla mnie dobra nauczka. Zrozumiałam, że moja polskość zawsze we mnie będzie, nie wykorzenię jej. Mimo szybkiego zaklimatyzowania się w nowych miejscach zawsze będzie mi towarzyszyć moja słowiańska dusza, wzruszanie się i tęsknota za typowymi polskimi krajobrazami.
    Dzięki temu doświadczeniu doceniłam nasz kraj i spojrzałam bardziej krytycznym okiem na Włochy, które kiedyś były dla mnie rajem na ziemi. Wszystko jest po coś 🙂

  4. U mnie adaptacja i stabilizacja zaczęła przychodzić dopiero po kilku latach, bo nie chciałam się asymilować z ludźmi w Anglii, trochę chyba byłam negatywnie do nich nastawiona (ogólnie byłam bardzo zdystansowana, a tam jeszcze bardziej). Teraz, po długim czasie widzę, że był to poważny błąd, bo miał odwrotny skutek i skończyło się na tym, że niby to był mój dom, ale przez długi czas tak nie czułam.

  5. Może to ii zabrzmi nigdy za niczym nie tęskniłam. No może – jeśli tak – to za wakacjami na Krecie. Pewnie, że fajnie byłoby mieszkać blisko rodziców, no ale cóż – to była moja decyzja. A skoro sami podejmujemy decyzję wyjazdu to albo polubiamy nowe miejsca, albo tęsknimy….

  6. Nie wiem czy bym umiała żyć i mieszkać na stałe poza granicami naszego kraju.Bardzo bym na początku tęskniła.Kiedyś myślałam o wyjeżdzie na stałe ,tylko było odwagi brak

  7. W moim życiu na “emigracji” ciagle się wiele dzieje, więc w jakiś sposób uchrania mnie od tęsknoty. Co jakiś czas jednak mam doła!
    Moja największa życiowa porażka, za którą winie właśnie emigracje jest brak przyjaciół!!! To jest po prostu straszne!!!!Wydaje Ci się,że ktoś Ci jest bratnią duszą, a po latach uświadamiasz sobie,że tak naprawdę ktoś miał w Tobie sponsora, atrakcyjne miejsce do przenocowania niejednokrotnie ze swoimi znajomymi albo był Ci kolegą z jakiś innych korzyści.Ile razy można kogoś zapraszać do siebie, organizować wyjazdy, wyjścia bez rewanżu ?Wiem wylałam tutaj chyba całą żółć, ale nie myśle ,że moi znajomi z Polski, starzy sąsiedzi okazali by się takimi świniami jakie miałam okazję spotkać tutaj gdzie jestem.

    • To prawda, na emigracji dużo ciężej jest nam się zorientować czy przyjaźń jest faktycznie przyjaźnią. Ale czy jest na to właściwe jakiś sposób, żeby to odkryć? Chyba tylko nic od siebie nie dawać- i wtedy w drugą stronę, będziemy się obwiniać o brak przyjaźni, bo byliśmy zawsze oschli. PS. Mimo to uważam, że przyjaciela można znaleźć wszędzie. Będzie to pewnie jedna osoba na całe masy nowych znajomych, ale pozostanie w naszym sercu na dłużej, nawet jak kontakt się urwie. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję Ci za tą wiadomość. Sama też mam takie wątpliwości. 🙂

  8. Jejku, jak ja potrzebowałam tego wpisu. Przeprowadziłam się do Belgii – trzy tygodnie temu i od razu zaczęłam drugą fazę ( wcześniej mieszkałam w Belgii – więc fazę zafascynowania mam już dawno za sobą). Szczerze? Czuję się okropnie, mam nadzieję, że to minie! 🙁

    • hehe, ja tez nie mialam okresu fascynacji, moze to wina Belgii:) Nie wiem w jakiej czesci mieszkasz, ale moze warto pozwiedzac troche inne belgijskie miasteczka? i nie martw sie, minie i jesli nie to zawsze mozna wrocic. Trzymaj sie!

  9. Znam to aż za dobrze! Ja doszłam tylko do drugiej fazy i wróciłam do domu. Tęskniłam za wszystkim… nawet za tymi paskudnymi, odrapanymi kamienicami i brudem na ulicach, serio. Wkurwiała mnie idealna Holandia i pięknie przystrzyżone trawniki i było mi tak tęskno, że teraz nawet nie śmiem narzekać na to, że u nas brzydko i ponuro. Jestem za to ciekawa ile czasu potrwa mój entuzjazm i kiedy znów zechcę wyjechać 😉

  10. Ja “emigrowałam” już kilka razy, zawsze na z góry określony czas i pewnie dlatego nigdy nie tęskniłam, raczej skupiałam się na tym, żeby jak najlepiej wykorzystać te dni w nowym miejscu. Za to teraz po powrocie tęsknię za tymi miejscami, szczególnie za Budapesztem.

  11. Coś w tym jest 🙂 Myślę, że zależy to również od wybranego kraju. Jeśli jest on bardzo egzotyczny, na początku (zwykle) trzeba dołożyć szok kulturowy, który jest hmm dość ciekawym przeżyciem :))

  12. dziekuje za ten wpis. Przynajmniej od teraz mam nadzieje ze to wkoncu minie.. te wszystkie problemy po prostu mnie przytloczyly
    szukanie nowej pracy bo ta co mam jest malo platna (baardzo malo), szukanie wspolokatora bo samej juz zle
    powoli ale do przodu 🙂

  13. Przeczytałam i poplakalam się..planujemy zTŻ i córeczka wyjechać do Niemiec, miedzka tam jego siostra z chłopakiem i ciocia z wujkiem właściwie od długiego czasu namawiaja nas na wyjazd zawsze to ja byłam na nie . Bałam sie nie chcialam zostazostawiać rodziców. Niedawno urodziła nam się córka i zaczęło nas wszystko przytłaczać -opłaty kredyty życie od 1 do 1 . Kończy mi sie macierzyński a nie mam nawet gdzie zostawić córki i wrócić do pracy . Niby mam rodziców ale w starszym wieku- kochają mała ale chyba boją się rozbrykanego dziecka . Trochę przykro mi z tego powodu bo czasem nie mamy nawet z kim jej zostawić na godzinę. Po którymś odmowieniu mojej mamy stwierdziłam że musimy wyjechać chociażby po to bym nie musiała od razu wracać do pracy . Podjelam decyzję i sprawy nabrały rozpędu. Planowanie wyjazdu, przewiezienie rzeczy , wszystko coraz bardziej realne. A ja znowu mam coraz więcej strachu 🙁 przytłacza mnie myśl że zostawię tu wszystko i wyjadę . Nie chce sie znowu rozmyslic, wiem ze najlepszym rozwiązaniem jest wyjazd ale przeraża mnie tęsknota samotność..

    • Witaj serdecznie! Długo się zastanawiałam co Ci odpisać. “Będzie dobrze” to przecież za mało, a “nie martw się” najczęściej odnosi odwrotny skutek. Wiem, że zawsze jak się czegoś bardzo boimy i ciągle o tym myślimy, to kiedy już musimy się zmierzyć z nową sytuacją jest nam o wiele lżej. Nabieramy oddechu i mówimy sobie “jaka ja byłam głupia! to było przecież takie proste”. Choć stare przysłowie mówi, żeby na zapas się nie martwić, to czasem jest to nasze przygotowanie przed tym co nas po prostu przeraża. Mam wielką nadzieję, że za rogiem czeka na Ciebie nowy rozdział, w którym dni będą bardziej beztroskie i nie będzie trzeba się martwić ani o pieniądze, ani o tym z kim zostawić córeczkę. Pozdrawiam i trzymam mocno za Ciebie kciuki!!

  14. Po 27 latach na obczyźnie wracam zdecydowanie do Polski. Już zrezygnowałem z pracy i przygotowuję się do odlotu (sprawy administracyjno-finansowe).

    Fazy, które opisujesz, są prawdziwe. Wyglądały troszeczkę inaczej ćwierć wieku temu, gdy o komercjalnym internecie bądź telefonach komórkowych jeszcze nikt nie słyszał – nie było tak prosto po prostu zadzwonić i pogadać ze znajomymi czy członkami rodziny. Ten brak łatwo dostępnego kontaktu powodował, że faza fascynacji jakoś-tak sama się wydłużała. Poza tym byłem daleko, za siedmioma góram i siedmioma lasami, zatem musiałem fascynować się dłużej.

    Tęsknota pojawiła się wraz z wieloma rozczarowaniami (nie było aż tak fajnie, jak przypuszczałem) oraz z uwagi na zauważenie wielu pozytywnych cech Polski i rodaków, których wcześniej nie dostrzegałem. Dość powiedzieć, że nigdy nie czułem się bardziej polski, niż teraz, gdy w zasadzie powinienem czuć się zdecydowanie nie-Lachem. W zeszłym roku byłem w Polsce przez dwa miesiące (nie był to mój jedyny urlop w kraju, ale najdłuższy) i… nie chciałem wracać do obcych.

    Tęsknota to nie tylko nostalgia – w tęsknocie tkwią tony pragmatyzmu. Bezpieczeństwo, o którym piszesz, to nie tylko komfort przebywania w swojskim środowisku (język, kultura, obyczaje) – w moim przypadku to też prawdziwe bezpieczeństwo fizyczne. No, ale ja przebywam w RPA, więc może inaczej na to patrzę 🙂 Do zobaczenia w Polsce!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here