TĘSKNOTA NA EMIGRACJI

Tęsknota na emigracji

Kochani, od dawna chciałam poruszyć ten temat. Tematu tęsknoty raczej nie porusza się publicznie, a powinno. Tęsknota za domem, rodziną, przyjaciółmi i krajem to coś normalnego i nie powinno się tego ani wstydzić ani ukrywać. Nieraz zdarzało mi się tęsknić za rodzicami, pierogami czy polskim narzekaniem. Były też momenty, że nie tęskniłam wcale. Każde doświadczenie było dla mnie ważne i czegoś mnie nauczyło. Chciałabym się z Wami tym podzielić.

piękna Polska
Tęsknimy za piękną zimą (czasami w maju)

ETAPY NA EMIGRACJI

Pierwszy raz o fazach/ etapach emigracji usłyszałam od dr Dagmar Sieglovej wykładającej na uniwersytecie w Pradze. Przedstawiła ona etapy, których doświadcza człowiek w przypadku przeprowadzki do innego kraju, powiązane z zrachowaniami i emocjami, jakie nam towarzyszą. Nie jest to nic trudnego, a bardzo ułatwia aklimatyzację za granicą. UWAGA! Etapy mogą się różnić w zależności od danej osoby i jej sytuacji życiowej. Spisałam je w moim zdaniem najprzejrzystszy sposób i podzieliłam na trzy główne grupy:

1. Faza fascynacji i ekscytacji

wszystko jest nowe, ciekawe i kolorowe. Zapominamy o tym, co działo się w Polsce, nie mamy ochoty na pierogi, a nowe znajomości to pasmo niekończących się przyjaźni. Chcemy zostać na stałe w nowym kraju, nie mamy czasu na rozmowy z bliskimi, bo życie przecież toczy się tu i teraz. Zaczynamy uczyć się języka obcego i sprawia nam to przyjemność.

2. Faza strachu i powątpiewania

nowy kraj nie jest jednak na tyle interesujący, jak na początku. Ci nowi ludzie są jacyś dziwni, a ich zwyczaje po prostu śmieszne. Zaczynamy tęsknić za rodziną, przyjaciółmi i dawnym życiem. Wątpimy, czy jest to na pewno miejsce dla nas i boimy się, że znajomi o nas zapomną, przez co większość czasu najchętniej spędzamy na Skype czy rozmawiając przez telefon „z kimś z kraju”. Nie chcemy już nawiązywać znajomości z tutejszymi i zamykamy się na wszystko, co nowe. Przestajemy uczyć się języka obcego i nawet pojedyncze słowa denerwują nas i wprawiają w ponury nastrój. Przeglądamy strony z biletami lotniczymi lub sprawdzamy trasy do Polski.

3. Faza adaptacji, przechodząca w fazę stabilizacji

stopniowo układamy sobie życie na obczyźnie, mamy stałych znajomych, ulubione miejsca i przyzwyczajenia. Znowu z przyjemnością uczymy się języka, a tutejsze zwyczaje w pewnym stopniu stają się naszymi. Jest nam po prostu dobrze i powoli czujemy się jak w domu.

Czytaj również:  MOJE WIELKIE GRECKIE… ZASKOCZENIE - CIEKAWOSTKI O GRECJI
piękna Polska
W pamięci mamy cudowne zabytki i kolorową jesień

Ile trwa każda z faz? Czy w pól roku, rok możemy zaaklimatyzować się na tyle, żeby czuć się „jak w domu”?

Mówi się, że rok. Jak dla mnie wiele zależy od nas samych i od nowego miejsca. Nie zawsze też jesteśmy gotowi na radykalne zmiany w naszym życiu i rozstanie z rodziną- każdy ma przecież inną sytuację, temperament i mentalność. Ważne jest, żeby mieć świadomość, że nic nie przychodzi od razu.

UWAGA! U każdego proces ten może wyglądać inaczej. Np. moja faza fascynacji Grecją przyszła bardzo późno i była dość krótka i nie wiem czy potrafiłabym dotrwać do momentu stabilizacji, a na Węgrzech od pierwszego tygodnia miałam ochotę na coś polskiego. Fazy mogą się ze sobą mieszać- faza ekscytacji i strachu dopadła mnie w Turcji- z jednej strony palmy, a z drugiej strony strach przed całkiem nieznaną kulturą. Więcej o fazach emigracji przeczytacie tutaj i tutaj. WAŻNE! Pamiętajmy, że przez zamykanie się na nowe znajomości nie będzie nam łatwiej, tak samo jak narzekanie nie rozwiąże problemów. W każdej sytuacji potrzebna jest szczypta optymizmu, tym bardziej przy przeprowadzce w nieznane!

kiełbasa
Tęsknimy za prawdziwą kiełbasą

DLACZEGO TĘSKNIMY?

Bałtyk
Czasem nawet tęskni się za parawanami nad Bałtykiem…

Na emigracji zwykle tęsknimy za wszystkim, co związane jest z domem. Nie tęsknimy za urlopem na Krecie, Malediwach czy czymś odległym. Tęsknimy za tym, co kojarzy nam się na ogół z bezpieczeństwem, stabilnością, czyli za tym, czego nam brakuje. Tęsknimy za Polską, za przyjaciółmi, za polskim językiem na ulicy, za wścibskim pytaniem sąsiadki, kiedy wyjdziemy za mąż (tu może przesadziłam). Brakuje nam nawet fryzjerki, która dobrze obetnie włosy czy wiecznie markotnej ekspedientki w kasie, bo te nowe są jakoś zbyt optymistyczne. Na wszystko potrzeba czasu, a żeby zaaklimatyzować się w nowym miejscu potrzeba go więcej niż na cokolwiek.

Pamiętajmy, że zmieniamy swoje życie diametralnie, nie tylko nowe jest miejsce zamieszkania, ale do tego opuszczamy wszystko, co do tej pory było dla nas normalnością: prawo, obyczaje, kultura, przyzwyczajenia. Nawet, jeśli dobrze się przygotujemy, nie zapominajmy, że często diabeł tkwi w szczegółach: brak serka wiejskiego w sklepie, sklep zamknięty w niedzielę (a w lodówce pusto!), czy głośny karnawał za oknem, kiedy mamy do zrobienia ważny projekt. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić (jak się chce), ale nie zapominajmy o najważniejszym: dajmy sobie więcej czasu i po pierwsze bądźmy właśnie wobec siebie wyrozumiali. Obserwujmy swoje reakcje i szukajmy rozwiązań problemów, bo rozwiązania są bliżej niż nam się wydaje, wystarczy chcieć, pytać i szukać- może za rogiem czeka na nas to, czego nam najbardziej brakuje.

Czytaj również:  CO MOŻNA ZABRAĆ DO SAMOLOTU? PRZYGOTUJ SWÓJ BAGAŻ PODRĘCZNY

JAK PORADZIĆ SOBIE Z TĘSKNOTĄ? 

Każdy z nas jest inny i tęskni inaczej. Zastanówmy się najpierw za czym tak naprawdę tęsknimy i dajmy sobie namiastkę tego, czego nam brakuje. Rodzina? Zadzwońmy i cieszmy się z tej chwili, kiedy możemy usłyszeć naszych bliskich. Polskie potrawy? Przygotujmy sobie to, co lubimy najbardziej. Nie dajmy ponieść się temu ciężkiemu uczuciu, tylko zawierajmy nowe znajomości, cieszmy się czasem, który spędzamy za granicą (nic nie trwa wiecznie!) i odkrywajmy nowe miejsca. Trochę głupio będzie wrócić do Polski ze wspomnieniem ciągłego żalu i smutku, prawda?

I tak się cieszymy jak wracamy do rodziny i przyjaciół!

KIEDY JEDNAK NIE TĘSKNIMY…

Nie mamy problemu. Nie ma powodu, aby tym się przejmować czy obwiniać. Przecież nie musimy tęsknić, rozpaczać i narzekać. A jak emigrujemy do Stanów Zjednoczonych nie zapominajmy, że prawo do szczęścia mamy zapisane w konstytucji!

Czy powrót do Polski z emigracji to dobry pomysł? Jak było w moim przypadku – znajdziecie we wpisie.

A jakie są Wasze obserwacje na temat tęsknoty na emigracji?  

wposzukiwaniu.pl

41 KOMENTARZE

  1. Pięknie napisane 🙂 Ja mam te fazy zdaje się naprzemiennie 🙂 Wiedeń nadal mnie zachwyca, ale niekiedy chciałoby się rzucić wszystko i wrócić do Polski. Chociaż jak pomyślę bez emocji, na trzeźwo, to nie byłaby dobra decyzja 🙂
    Wydaje mi się, że tęsknota to po prostu ta część duszy i serca, którą pamiętamy z beztroskich czasów. Za granicą nic nie przychodzi łatwo, na wszystko trzeba sobie zapracować często dwa razy ciężej niż w Polsce (bariera językowa, kulturowa, społeczna). Czasem chciałoby się wrócić do kraju lat dziecięcych ale tylko dlatego, że kojarzą się nam one z beztroską. Gorzej jakby się okazało, że teraz byłoby nam o wiele trudniej w Ojczyźnie funkcjonować i się odnaleźć.

    • Wiesz, też nad tym myślałam. Kiedyś siedzę i myślę: wracam. A po chwili doszło do mnie dlaczego tak naprawdę chcę wrócić. Do tej beztroski. I może naiwnie, wierzę, że jeszcze będzie mi dane ją przeżyć. Jest jeszcze trochę innych powodów, ale trochę też trzyma na obczyźnie. Wiem, że wrócę kiedyś do Polski i mam nadzieję, że nie będzie bardzo trudno się odnaleźć i funkcjonować. Chociaż wiem, że może tak być, tak jak piszesz. Dziękuję Ci za ten wpis- świetnie widzieć, że ktoś ma tak jak ja! Pozdrawiam

  2. Ostatnio śniła mi się polska wieś gdzieś w górach, z chrabąszczami na łące, delikatnym wiatrem i jeziorem w tle. Tak właśnie wygląda tęsknota.

    Ale myślę, że to dobre uczucie. Bo czy kiedykolwiek wcześniej śniłabym o łące, o szynce i o pierogach?

  3. Uwielbiam podróżować i kiedy tylko wracam do Polski z każdej podróży zaczynam czuć się tu trochę jak w klatce. Pierwszy raz poczułam taką prawdziwą tęsknotę za Polską podczas świąt spędzonych na Sycylii na Erasmusie. Ogólnie nie tęskniłam za krajem. Znałam język, kulturę, która mi odpowiadała, dość szybko się zaklimatyzowałam, poznałam nowych ludzi. Zapominałam powoli o Krakowie i o tym, że trzeba będzie kiedyś wrócić. Prawdziwa tęsknota przyszła w okresie świąt bożego narodzenia. Prawie wszyscy wyjeżdżali na święta do domu, a ja z moją przyjaciółką ze studiów zostałyśmy. Z jednej strony z przekory, z jednej strony, bo bilety były drogie, a z jednej strony, żeby się przekonać jak spędza się święta na Sycylii.
    Całe święta przepłakałyśmy. Zajadałyśmy się barszczem czerwonym, krokietami i pierogami ze łzami w oczach. Dzwoniłyśmy do naszych domów z łamiącym się głosem. Na Pasterce obydwie smarkałyśmy w chusteczki. To były najsmutniejsze święta jakie kiedykolwiek przeżyłam. Po raz pierwszy zrozumiałam tęsknotę mojego taty, który o lat jest na emigracji. Patrząc z perspektywy czasu wiem, że była to dla mnie dobra nauczka. Zrozumiałam, że moja polskość zawsze we mnie będzie, nie wykorzenię jej. Mimo szybkiego zaklimatyzowania się w nowych miejscach zawsze będzie mi towarzyszyć moja słowiańska dusza, wzruszanie się i tęsknota za typowymi polskimi krajobrazami.
    Dzięki temu doświadczeniu doceniłam nasz kraj i spojrzałam bardziej krytycznym okiem na Włochy, które kiedyś były dla mnie rajem na ziemi. Wszystko jest po coś 🙂

  4. U mnie adaptacja i stabilizacja zaczęła przychodzić dopiero po kilku latach, bo nie chciałam się asymilować z ludźmi w Anglii, trochę chyba byłam negatywnie do nich nastawiona (ogólnie byłam bardzo zdystansowana, a tam jeszcze bardziej). Teraz, po długim czasie widzę, że był to poważny błąd, bo miał odwrotny skutek i skończyło się na tym, że niby to był mój dom, ale przez długi czas tak nie czułam.

    • Myślę, że czasem tak mamy… bo nie do końca potrafimy być częścią nowej społeczności. Kiedy takie nastawienie nam przechodzi, wtedy wiemy przynajmniej jacy chcemy być 🙂 pozdrowienia, Nisiu 🙂

  5. Może to ii zabrzmi nigdy za niczym nie tęskniłam. No może – jeśli tak – to za wakacjami na Krecie. Pewnie, że fajnie byłoby mieszkać blisko rodziców, no ale cóż – to była moja decyzja. A skoro sami podejmujemy decyzję wyjazdu to albo polubiamy nowe miejsca, albo tęsknimy….

  6. W moim życiu na “emigracji” ciagle się wiele dzieje, więc w jakiś sposób uchrania mnie od tęsknoty. Co jakiś czas jednak mam doła!
    Moja największa życiowa porażka, za którą winie właśnie emigracje jest brak przyjaciół!!! To jest po prostu straszne!!!!Wydaje Ci się,że ktoś Ci jest bratnią duszą, a po latach uświadamiasz sobie,że tak naprawdę ktoś miał w Tobie sponsora, atrakcyjne miejsce do przenocowania niejednokrotnie ze swoimi znajomymi albo był Ci kolegą z jakiś innych korzyści.Ile razy można kogoś zapraszać do siebie, organizować wyjazdy, wyjścia bez rewanżu ?Wiem wylałam tutaj chyba całą żółć, ale nie myśle ,że moi znajomi z Polski, starzy sąsiedzi okazali by się takimi świniami jakie miałam okazję spotkać tutaj gdzie jestem.

    • To prawda, na emigracji dużo ciężej jest nam się zorientować czy przyjaźń jest faktycznie przyjaźnią. Ale czy jest na to właściwe jakiś sposób, żeby to odkryć? Chyba tylko nic od siebie nie dawać- i wtedy w drugą stronę, będziemy się obwiniać o brak przyjaźni, bo byliśmy zawsze oschli. PS. Mimo to uważam, że przyjaciela można znaleźć wszędzie. Będzie to pewnie jedna osoba na całe masy nowych znajomych, ale pozostanie w naszym sercu na dłużej, nawet jak kontakt się urwie. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję Ci za tą wiadomość. Sama też mam takie wątpliwości. 🙂

  7. Jejku, jak ja potrzebowałam tego wpisu. Przeprowadziłam się do Belgii – trzy tygodnie temu i od razu zaczęłam drugą fazę ( wcześniej mieszkałam w Belgii – więc fazę zafascynowania mam już dawno za sobą). Szczerze? Czuję się okropnie, mam nadzieję, że to minie! 🙁

  8. Znam to aż za dobrze! Ja doszłam tylko do drugiej fazy i wróciłam do domu. Tęskniłam za wszystkim… nawet za tymi paskudnymi, odrapanymi kamienicami i brudem na ulicach, serio. Wkurwiała mnie idealna Holandia i pięknie przystrzyżone trawniki i było mi tak tęskno, że teraz nawet nie śmiem narzekać na to, że u nas brzydko i ponuro. Jestem za to ciekawa ile czasu potrwa mój entuzjazm i kiedy znów zechcę wyjechać 😉

  9. Ja “emigrowałam” już kilka razy, zawsze na z góry określony czas i pewnie dlatego nigdy nie tęskniłam, raczej skupiałam się na tym, żeby jak najlepiej wykorzystać te dni w nowym miejscu. Za to teraz po powrocie tęsknię za tymi miejscami, szczególnie za Budapesztem.

    • To prawda, często jak mamy ściśle określone ramy czasowe jest nam łatwiej. I chyba im młodsze jesteśmy… to tak samo 🙂 Pozdrowienia, Aniu.

  10. Coś w tym jest 🙂 Myślę, że zależy to również od wybranego kraju. Jeśli jest on bardzo egzotyczny, na początku (zwykle) trzeba dołożyć szok kulturowy, który jest hmm dość ciekawym przeżyciem :))

  11. dziekuje za ten wpis. Przynajmniej od teraz mam nadzieje ze to wkoncu minie.. te wszystkie problemy po prostu mnie przytloczyly
    szukanie nowej pracy bo ta co mam jest malo platna (baardzo malo), szukanie wspolokatora bo samej juz zle
    powoli ale do przodu 🙂

    • Czasem tak jest, że wszystko jest nie tak. Ale kiedy los się odwraca- mamy okazję docenić nasze życie na nowo. Mam nadzieję, że już wszystko dobrze. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  12. Przeczytałam i poplakalam się..planujemy zTŻ i córeczka wyjechać do Niemiec, miedzka tam jego siostra z chłopakiem i ciocia z wujkiem właściwie od długiego czasu namawiaja nas na wyjazd zawsze to ja byłam na nie . Bałam sie nie chcialam zostazostawiać rodziców. Niedawno urodziła nam się córka i zaczęło nas wszystko przytłaczać -opłaty kredyty życie od 1 do 1 . Kończy mi sie macierzyński a nie mam nawet gdzie zostawić córki i wrócić do pracy . Niby mam rodziców ale w starszym wieku- kochają mała ale chyba boją się rozbrykanego dziecka . Trochę przykro mi z tego powodu bo czasem nie mamy nawet z kim jej zostawić na godzinę. Po którymś odmowieniu mojej mamy stwierdziłam że musimy wyjechać chociażby po to bym nie musiała od razu wracać do pracy . Podjelam decyzję i sprawy nabrały rozpędu. Planowanie wyjazdu, przewiezienie rzeczy , wszystko coraz bardziej realne. A ja znowu mam coraz więcej strachu 🙁 przytłacza mnie myśl że zostawię tu wszystko i wyjadę . Nie chce sie znowu rozmyslic, wiem ze najlepszym rozwiązaniem jest wyjazd ale przeraża mnie tęsknota samotność..

    • Witaj serdecznie! Długo się zastanawiałam co Ci odpisać. “Będzie dobrze” to przecież za mało, a “nie martw się” najczęściej odnosi odwrotny skutek. Wiem, że zawsze jak się czegoś bardzo boimy i ciągle o tym myślimy, to kiedy już musimy się zmierzyć z nową sytuacją jest nam o wiele lżej. Nabieramy oddechu i mówimy sobie “jaka ja byłam głupia! to było przecież takie proste”. Choć stare przysłowie mówi, żeby na zapas się nie martwić, to czasem jest to nasze przygotowanie przed tym co nas po prostu przeraża. Mam wielką nadzieję, że za rogiem czeka na Ciebie nowy rozdział, w którym dni będą bardziej beztroskie i nie będzie trzeba się martwić ani o pieniądze, ani o tym z kim zostawić córeczkę. Pozdrawiam i trzymam mocno za Ciebie kciuki!!

  13. Po 27 latach na obczyźnie wracam zdecydowanie do Polski. Już zrezygnowałem z pracy i przygotowuję się do odlotu (sprawy administracyjno-finansowe).

    Fazy, które opisujesz, są prawdziwe. Wyglądały troszeczkę inaczej ćwierć wieku temu, gdy o komercjalnym internecie bądź telefonach komórkowych jeszcze nikt nie słyszał – nie było tak prosto po prostu zadzwonić i pogadać ze znajomymi czy członkami rodziny. Ten brak łatwo dostępnego kontaktu powodował, że faza fascynacji jakoś-tak sama się wydłużała. Poza tym byłem daleko, za siedmioma góram i siedmioma lasami, zatem musiałem fascynować się dłużej.

    Tęsknota pojawiła się wraz z wieloma rozczarowaniami (nie było aż tak fajnie, jak przypuszczałem) oraz z uwagi na zauważenie wielu pozytywnych cech Polski i rodaków, których wcześniej nie dostrzegałem. Dość powiedzieć, że nigdy nie czułem się bardziej polski, niż teraz, gdy w zasadzie powinienem czuć się zdecydowanie nie-Lachem. W zeszłym roku byłem w Polsce przez dwa miesiące (nie był to mój jedyny urlop w kraju, ale najdłuższy) i… nie chciałem wracać do obcych.

    Tęsknota to nie tylko nostalgia – w tęsknocie tkwią tony pragmatyzmu. Bezpieczeństwo, o którym piszesz, to nie tylko komfort przebywania w swojskim środowisku (język, kultura, obyczaje) – w moim przypadku to też prawdziwe bezpieczeństwo fizyczne. No, ale ja przebywam w RPA, więc może inaczej na to patrzę 🙂 Do zobaczenia w Polsce!

    • Nie wiem jak mogłam nie odpisać na Twój komentarz! Teraz to już chyba za późno, a tak chciałam jeszcze raz napisać jak cudownie czytało mi się Twoje bardzo egzotyczne przygody. Pozdrowienia 🙂

  14. rozumiem o czym piszecie od 3 lat jestem we Francji i coraz bardziej tesknie.Lubie ten kraj i ludzi ale czasem wieczorem bylabym gotowa wracac natychmiast .Ale w polsce tesknie za francja
    .Mam takie mieszanie uczucia wiem ze w polsce jest jak jest i praca stala tutaj jest mi potrzebna .Moze z czasem bedzie lzej za 3 lata dolaczy do mnie corka moze bedzie latwiej we dwie .pozdrawiam z pieknej Akwitani

    • Mam nadzieję Agnieszko, że będzie tylko lżej. Jeśli córka będzie obok, to z pewnością. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego co najlepsze 🙂

  15. Witam. Piszę z Anglii. Jestem tu ponad 5 lat. Chyba od roku z przerwami jestem w fazie drugiej. Chociaż nie do końca, ponieważ znam dobrze język, mam całkiem stabilną sytuację, jestem w szczęśliwym związku, mieszkam w żywym mieście, nie mam nic przeciwko poznawaniu nowych ludzi, nawet nie mogę narzekać na cholerną pogodę. Naprawdę nie mam powodów do narzekań, a jednak zaczynam myśleć co by było gdyby…

    Wyobrażam sobie, że przeprowadzam się do Warszawy, szukam pracy, poznaję nowych ludzi i jest mi lepiej. Ostatnio słucham polskiej muzyki, rozpływam się nad naszym językiem i tęsknię. Sama nie wiem za czym. Będąc tutaj zaczęłam doceniać Polskę i zaczęłam być jeszcze bardziej dumna z naszego kraju i ludzi. Widzę, że sporo się zmienia na lepsze.

    Jednak o powrocie mogę tylko pomarzyć, ponieważ mój mąż jest z UK i tutaj też mamy mieszkanie. Zaczynam nawet fantazjować, że bez słowa wyjaśnienia po prostu zostawiam wszystko i wszystkich, i wracam. Tak myślę, że gdybym była sama, wróciłabym.

    Czy kiedykolwiek uda mi się przestać o tym myśleć? Myślałam, że już jestem w fazie stabilizacji. Często jak wracałam z Polski czułam, że wracam do domu i cieszyłam się. Teraz to zmieniło się i zbiera mi się na płacz.
    Wydawało mi się, że nigdy nie będę mieć takich dylematów. Byłam w błędzie i nie mogę nic z tym zrobić oprócz prób stłumienia w sobie tej tęsknoty. Pewnie mi przejdzie znowu na jakiś czas, do następnego razu…

    • Cześć Lenko!
      Myślę, że w naszym życiu przychodzą różne okresy, i czasami, pomimo tego, że mamy wszystko co do życia potrzebne (rodzinę, przyjaciół, pieniądze i zdrowie) czujemy, że czegoś nam brakuje. Nieraz jest to krótkie, przejściowe, ale nieraz zostaje na dłużej. Dlatego warto o tym rozmawiać z najbliższymi i szukać rozwiązania, które będzie dobre dla obojga: czy to urlop w Polsce, czy nawet przeprowadzka na krótki okres (a może to jednak nie będzie to?). Nawet po rozmowie powinno być łatwiej, bo zazwyczaj tęsknota wraca po latach z większą siłą (widoczne na przykładach niektórych starszych, rozgoryczonych kobiet), a tak to uczucie znajdzie gdzieś ujście. Przyznam Ci, że też serce wyrywało mi się ku rodzinnym stronom i przyznam- po roku w domu jeszcze się tym nie nasyciłam do końca, choć już jestem blisko. 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia!
      Ewelina

  16. Witam,

    U mnie to tez troszke inaczej wygladalo. Dlugo przygotowywalem sie mentalnie do wyjazdu (jakies 2 lata), w czasie konczenia studiow chcialem wyjechac, nie chcialem wiazac konca z koncem jak niektorzy z mojej rodziny. To byla decyzja wspolna, znaczy moja i mojej dziewczyny. Faza pierwsza trwala do samego momentu wyjazdu i przez pierwszy dzien pobytu w niemczech. Druga faza zaczela sie od razu na drugi dzien pobytu w Niemczech. Obecnie czuje sie strasznie, praca dyspozytora w biurze w jezyku angielskim (z mojej strony) cale biuro gada po niemiecku, nic nie rozumiem. Po powrocie do ‚domu’ powinienem uczyc sie niemieckiego, ale na sama mysl o tym mam same negatywne emocje. Mieszkamy w hotelu w dobrych warunkach w malej malowniczej miescince na 4 tys ludzi, do najblizszego miasta jakies 20km. Zadnych polakow procz wlascicielki hotelu w jakim mieszkamy. Wieczorami nikt nie przechodzi sie ulicami miasteczka, nawet psy nie szczekaja ani koty nie mialcza, doslownie nie ma do kogo sie odezwac. Czuje sie strasznie, samotnie a poprzez bardzo niepewna przyszlosc i nakladajace sie problemy zjadamy sie nerwami i klotniami z partnerka. Z jednej strony bardzo ciesze sie, ze wyjechalem. Dostalem szanse na rozwoj osobisty, na nauke jezykow i usamodzielnienie oraz na nabycie nowych bezcennych doswiadczen. Duzym plusem jest oczywiscie tez pensja. Za nasza wspolna wyplate jestesmy w stanie oplacic mieszkanie, wyposazyc je, dobrze zjesc nie patrzac na koszty i w dodatku jeszcze sporo odlozyc!! W Polsce byloby nas stac tylko na wynajem i na kupno durnej pralki. Za to z drugiej strony jestem bardzo przygnebiony. Przerasta mnie tesknota za rodzina, za rodzicami, bratem, siostra i rodzenstwa dziecmi, nawet za wrednym psem, ktory wiecznie szczeka, ale za to jest uroczy. Na sama mysl o nich zaczynam plakac, gdyz ze wszystkimi bylem strasznie zzyty. Kontakt internetowy nigdy nie zastapi tesknoty jaka sie odczuwa. Trudno powiedziec czy kiedys to minie, poki co mam wrazenie, ze tylko sie nasila. Gdybym rozstal sie z parnerka to na pewno po nowym roku bym wrocil do Polski. Ciezko powiedziec czy idzie sie przygotowac mentalnie do wyjazdu, by latwiej sobie radzic z tesknota. Oprocz zycia na dobrym poziomie poza granicami kraju ciezko mi na ta chwile wskazac wiecej plusow.

    • Cześć,
      przykro się robi w takich sytuacjach, kiedy każda nasza decyzja wydaje się być tą niewłaściwą: pozostanie wiąże się z samotnością, a powrót być może z rozczarowaniem. Czasami tak jest, że mierzalnie rzecz biorąc mamy wszystko: dobrą pracę, ładne mieszkanie, kochającą osobę u boku, ale brakuje nam jakiegoś małego, kluczowego elementu: czasem jest to rodzina, czasem poczucie bezpieczeństwa, a czasem po prostu inni ludzie do nas podobni. Myślę, że jeśli już się zastanawiasz jak zmienić swoje położenie, to wkrótce podejmiesz działanie, które nie tylko poprawi Ci humor, ale też związek będzie w lepszej kondycji. Mam nadzieję, że uda Ci się podążać taką drogą, na której będziesz nie tylko uśmiechnięty, ale po pierwsze będziesz sobą i będziesz mógł robić rzeczy, które lubisz, nie tęskniąc za bliskimi. PS. Na wszystko potrzeba czasu- sama też jestem w trakcie podejmowania decyzji związanej z przeprowadzką- i powoli mi to idzie. Dlatego też podwójnie trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrowienia!

  17. Czesc. Pracujac dzisiaj z domku z nudow i troche z tej styczniowej angielskiej pogody wpisalem w google “tesknie za Polska” – tak wlasnie znalazlem sie na Twoim blogu. Co moge powiedziec.. Jestem w Anglii od 12 lat, wyjechalem zaraz po maturze w liceum majac 19 lat. Roznie to mi tutaj bylo, przez pierwsze lata pracowalem fizycznie: restauracje, fabryki, kawiarnie. W tych to latach i w tym mlodym wieku podobalo mi sie tu, byl pieniadz (ktorego nigdy w tym wieku nie zarobilbym w Polsce) i beztroskie zycie bez rodzicow “ktorym ciagle sie cos nie podobalo”. Po 3 latach w Anglii poszedlem na college na kurs angielskiego, pozniej na studia, studiowalem biznes i finanse na jednym z uniwersytetow angielkich. ukonczylem studia w 2009 roku i od tamtej pory pracuje z biurze, w zawodzie analityka (business analyst, data analyst). Prace byly rozne, mniej i bardziej stresujace. Obecnie mam prace z ktorej w sumie jestem bardzo zadowolony. Poznalem milosc swojego zycia, kupilismy dom (na kredyt), psa, dwa auta, dostalem angielskie obywatelstwo. Stac nas na wyjazdy w rozne strony swiata i co roku gdzies jezdzimy. Wydawaloby sie ze niczego nie brakuje ,ze wszystko sie ulozylo tak dobrze, duzo ludzi w Polsce mowi ze zazdrosci, bo sobie zycie ulozylem. Ulozylem, tylko jakim kosztem. Czesto mysle o Polsce. Czesto mam ochote wrocic, tylko jak pare innych osob pisalo, nie mam jak, juz za pozno, mam kredyt ktory mnie wiaze, mam tu milosc, mam dom, 12 lat wspomnien stad. nie czuje sie Anglikiem, status wyregulowalem tylko ze wzgledu zeby nie miec problemu z byciem tutaj po Brexicie. Mam dni ze jestem szczesliwy, czesto mam dni ze jest mi smutno, brakuje mi mamy, braci, ojca. Chcialbym byc znowu w domu w Polsce. Jest mi tez ciezko bo moja druga polowka nie planuje powrotu do Polski, jest jej tutaj dobrze. Kiedys zaczalem rozmowe ze moze warto bybylo oszczedac pieniadze i za pare lat kupic jakies mieszkanie w Polsce i wrocic a ten dom dac pod wynajem tutaj w UK – nie byla z tego pomyslu zadowolona. Naprawde jest ciezko na emigracji, czy sie powodzi lepiej czy gorzej, reguly nie ma. Chcialbym zeby to bylo latwiejsze wszystko do ogarniecia no ale nie jest. Ty pisalas ze wrocilas, zazdroszcze Ci po cichu, powiedz mi jak sobie radzisz?

    • Cześć! Dużo myślałam o Twojej wiadomości. Ciekawe jest to, jak nasze „poczucie bycia na właściwym miejscu” zmienia się z czasem. Mam nadzieję, że uda Ci się coś zdziałać w temacie przeprowadzki. Dzięki Twojej wiadomości wiem, że miałam BARDZO dużo szczęścia, że druga półówka była tego samego zdania co ja (a raczej, bardziej chciała wrócić). Mimo tego, że często nie jest nam łatwo wybrać co i gdzie chcemy robić, zwłaszcza gdy druga osoba ma odmienne zdanie, nie trać wiary. Wiem jedno: wszystko się może zmienić i mocno w to wierzę. U mnie przyznam… jest naprawdę dobrze. Też pracuję z domku i mimo wzlotów i upadków 🙂 udało mi się docenić, że jestem w miejscu, w którym póki co chcę być. Wiodę spokojne życie na wsi, odkrywam uroki niedalekich miejsc, których przez lata nie miałam czasu odwiedzić i czuję taki wewnętrzny spokój. Może jeszcze kiedyś wyjadę na określony z góry okres (wolę się nie zarzekać, że nie, bo wiadomo jak to wtedy bywa). Jednak póki co, nie żałuję. Pozdrawiam serdecznie, Ewelina

  18. A ja przyleciałem 16 września 2017 roku do Anglii w celu pójścia do do college’u, a następnie po ty mroku na studia, które trwają trzy lata. Moje początki, a w zasadzie nadal są bardzo ciężkie, w piątek, tydzień temu wróciłem z Polski, gdzie przeżyłem cudowne chwilę i od tamtej przyjazdu, nie mogę wyjść z łóżka i często płaczę. Bardzo chciałem zmienić swoje życie i zawsze chciałem czegoś więcej niż studiów zaocznych w Polsce, a obecnie jestem tutaj i naprawdę nie wiem już co zrobić, bo nie jestem szczęśliwy i bardzo się boję, że sobie nie poradzę, czy nie zdam na pierwszym albo drugim roku. W Polsce też nie było mi idealnie, ale byłem u siebie i u boku bliskich i przy rodzinie. Teraz w czerwcu kończę college, a następnie studia 3 letnie, które dla mnie wydają się końcem świata. W Polsce ostatnio poznałem super chłopaka i tęskniąc też myślę o nim, bo oczywiście z jego osobą też wiążę jakieś pozytywne emocje, ale byłoby to cholernie głupie, rzucić wszystko tutaj i wrócić z tego powodu. Dużo ludzi mi mówi wróć do Polski, ale z konkretnym planem, a ja czuję, że nie mogę wrócić, ponieważ skoro tu zdaje i jestem, to może warto w to brnąć ? A w końcu kiedy jak nie teraz ? Naprawdę nie ma dnia kiedy bym nie myślał o powrocie, nie wiem już co zrobić, powiedzcie proszę coś, doradźcie, bo zwariuję.

    • Cześć!
      Czasami gonimy za naszymi marzeniami, które nie do końca okazują się tym, czego pragniemy. Wtedy nie wiemy, czy mamy zawrócić z tej “wymarzonej” drogi, czy wrócić na starą, znaną dróżkę.

      Sama nie mogę dać Ci odpowiedzi, co warto zrobić.

      Ja bym sobie po prostu rozpisała (koniecznie, na kartce!) każdą z opcji i dopisała nazwijmy to, “plusy i minusy”.

      Kolejno odpowiedziała bym sobie na pytania: co mnie czeka po powrocie? Praca, studia? Gdzie będę mieszkała?

      Rozpisałabym czego oczekuję, zarówno od jednej i drugiej opcji, żeby zobaczyć, czy to nie są jedynie moje wyobrażenia.

      Co mnie czeka, jeśli zostanę? Na ile? Jaki mam w tym cel?

      Tak pokrótce, żebym wiedziała, tak z głębi siebie, co jest dla mnie dobre. I dałabym sobie czas na podjęcie decyzji, bo to nie przychodzi tak od razu. Przynajmniej ja tak mam.

      Życzę Ci powodzenia i zadowolenia z codzienności,
      Ewelina

  19. Witam! Czytam te wasze wpisy i rycze jak bóbr….powoli wpadam w depresje. Przyjechalam do uk w2012 roku po namowach szwagierki, ktora.tu jest od 13lat. Na poczatki przez pierwszy rok.bylo ok…nowe miejsce, nowa kultura itp. Zylismy w towarzystwie polkow, ktorzy z.calych sił starali się nas odwiesc od pomyslu robienia kursow, podnoszenia kwalifikacji wmwiajac nam, ze praca dla polakow jest tylko i. Wylacznie w słabo platnych sektorach a my jak glupcy ze spuszczona glowa.wierzyliśmy, ze w uk nic nie da sie osiągnąć…mam poczucie, ze jestem nieudacznikiem, pracowalismy ciezko w fabrykach,, zmywakach i jestesmy schorowani pomimo,ze mamy po 35 lat. Wrocilabym gdyby nie moj 12 syn, ktory ma.tu szkołę i wiem, ze nie byloby mu latwo.sie.odnaleźć w.polsce. Rycze codZiennie po kilka razy, tęsknie za siostra, braćmi, mama. Nie mam tu przyjaciół(szwagierka z rodzina nie utrzymuje z nami kontaktu pomimo tego, ze to ona na namowila do przyjazdu i mieszka doslownie kilometr od nas)cierpię i nikt.sobie z tego nie zdaje sprawy, płaczę kiedy nie ma nikogo w domu i trwa to od roku. Jestem wykończona i zazdroszcze wam tych przyjaciół, pracy, domów za granica. Mnie tu spotkalo kilka lat pracy w fabrykach, hotelach bez rodziny, przyjaciół a zdrowie jak u 60latki. Jestem tu dla.syna.i chyba.tu umre. Przepraszam, ze pisze chaotycznie ale lzy leja.mi sie po twarzy…pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here