Kiedy zajechaliśmy do Szekesfehervar mieliśmy przed sobą kilka leniwych wakacyjnych dni i w zamiarze mieliśmy spędzić je jak najbardziej spokojnie korzystając z natury i ostatnich dni wolności. Kiedy już odkryliśmy, że oprócz Balatonu bliżej są mniejsze jeziora było przesądzone, że będziemy spędzać tam każdą chwilę.  Życie to życie i jak wiadomo, płata nam niespodzianki kiedy się tego najmniej spodziewamy.  Auto zepsute. I co teraz? Na Węgrzech co prawda są mechanicy, ale po zaledwie kilku dniach nie wiedzieliśmy ani do którego się udać, ani ile liczyć za taką usługę dla „obcokrajowca”. A przysłowiowego miliona forintów przy sobie nie mieliśmy 🙂

WIZYTA U MECHANIKA ZA GRANICĄ

M. wiedział co się zepsuło, jednak nie pomogło to nam w naprawie- tu nadal potrzebny był mechanik. Parę kroków od naszego hotelu Maciej znalazł specjalistę, któremu pokrótce wytłumaczył o co chodzi (na szczęście w warsztacie mówili po angielsku). Mechanicy dobre 40 minut oglądali samochód sprawdzając tezę postawioną przez M. Okazała się słuszna, więc musieli odmówić naprawy: takich rzeczy  oni nie naprawiają, a poza tym nie mają części. A kiedy przyszło do zapłaty jeden z mechaników odmówił, dodając po polsku „Polak, Węgier dwa bratanki”. Jeszcze nigdy nie poczułam takiej dumy z powodu swojego pochodzenia. Nawet w Chicago.

ILE KOSZTUJE AUTORYZOWANY SERWIS NA WĘGRZECH?

Mechanicy polecili nam serwis Volvo, uprzednio kontaktując się ze swoim kolegą, który tam pracował. Chcąc, nie chcąc trzeba było tam zostawić samochód, ponieważ z tak znacznym wyciekiem płynu chłodniczego nie było mowy o powrocie do Polski. Postał tam przez noc i nie ukrywam, że obawialiśmy się rachunku oraz tego, że wymienią to co jeszcze mogłoby zostać wymienione bez naszej zgody. Kto wie jakie tu panują zwyczaje?

Z racji, że awarii uległ przewód układu chłodzenia 🙂 liczyliśmy, że w autoryzowanym serwisie cena przewodu wraz z naprawą spokojnie przekroczy 800 zł. Przed odebraniem auta zadzwoniliśmy do serwisu, żeby przygotować się wstępnie na koszty i tu czekało na nas spore zaskoczenie: 38,000 forintów, czyli ok. 540 zł. Spodziewaliśmy się o wiele większej kwoty. Opłata zawierała dodatkowo mycie silnika, samochodu, uzupełnienie płynu chłodniczego oraz rzekoma dolewka około litra oleju silnikowego (z serii narzekam po Polsku: szczerze wątpię czy faktycznie dolali, gdyż przed przyjazdem do serwisu nie było ubytku). Podsumowując: w Polsce za naprawę “w warsztacie u Andrzeja” trzeba zapłacić podobną kwotę, a do tego w pakiecie często ma się kierownicę ufajdaną smarem. Węgierska obsługa zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie (tak samo jak koszt naprawy!) Edycja: Do momentu sprawdzenia tej samej usługi w serwisie w Czechach. Więcej znajdziecie tutaj!

Czytaj również:  10 MITÓW O SZUKANIU PRACY ZA GRANICĄ

Jakie są wasze doświadczenia związane z naprawą samochodu za granicą? 

1536588_468358063358091_5566096985113953766_n
Zapraszam na Facebook!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here