Wydanie książki samemu. Co może pójść nie tak?

Coraz więcej osób zastanawia się nad wydaniem swojej książki. Są różne opcje: wydanie z wydawnictwem, samodzielnie czy współfinansowanie. Uważam się za naprawdę świetną planistkę i wydawało mi się, że jak WSZYSTKIEGO się dowiem to WSZYSTKO pójdzie jak po maśle.

Myliłam się 🙂 

Dziś opowiem o tym co może pójść nie tak w przypadku wydawania książki na własną rękę. To znaczy, tylko o tym co spotkało mnie. Dzięki temu (mam nadzieję) podejdziecie do wszystkiego z dystansem. Bo to on jest niezbędny jak pieniądze, jeśli chcecie porwać się na tego typu projekt.

Jeśli jednak szukasz informacji o tym jak wydać książkę samodzielnie, przeczytaj ten wpis: Jak wydać książkę? Self-publishing krok po kroku.

Redakcja książki

Uważam, że porządnie zrobiona redakcja, jakby długa nie była jest lepsza od szybkiej, po przysłowiowych łebkach. Tym bardziej, jeśli poruszacie w książce różne tematy, które są uważane za drażliwe- warto znaleźć dobrego redaktora. Moim zdaniem jest to inwestycja, która się po prostu opłaci i ze swojej książki będziecie zadowoleni, tak jak i Wasi czytelnicy.

W moim przypadku okazało się, że nad książką będzie trzeba trochę popracować.  Będę szczera: zaraz otrzymaniu tekstu od Marty (redaktorki) zrobiło mi się po prostu słabo. Tyle komentarzy, pytań i jeszcze raz pytań. Marta przewałkowała moją książkę tak, że bardziej się nie dało. Niektóre pytania mnie po prostu przerażały. Nie spodziewałam się, że pracy będzie tak dużo, ale przygotowało mnie to do obrony tekstu i upewniło, że książkę chcę wydać.  Dlatego, kiedy udało się przejść przez pierwszą część redakcji odetchnęłam z ulgą. Na szczęście, druga część redakcji poszła o wiele łatwiej. 😊

Zmieniłyśmy z Martą delikatnie konstrukcję książki, a pracy zeszło łącznie 4 i pół miesiąca. Od maja do sierpnia. Końcowo obsuwa z redakcją wydawała mi się mało znacząca, ale jeśli ktoś ma ściśle ustalony termin na pewno uznałby to za porażkę.

Korekta książki. Co warto wiedzieć?

Przyszedł czas na korektę. Niestety, osoba odpowiedzialna za korektę nie mogła tego zrobić, bo… zwolniła się z pracy. Poza czasem oczekiwania, wszystko zajęło jakieś 2-3 tygodnie. Nie wiem czy nie lepiej robić korektę na składzie, a nie tak jak w moim przypadku- w Wordzie. Wtedy czasem coś przeskakuje np. podwójne w czy z. Z tego powodu z korekty byłam średnio zadowolona, bo mimo wszystko znalazłam trochę błędów.

Uwaga! Dlatego pamiętajcie, że nawet po korekcie tekst trzeba sprawdzić. Sama czytając książkę po raz enty nie widziałam wszystkich literówek. Tu pomogła mi Ola z bloga polsko-egipskie podróże –polegytravels. Ola uratowała książkę przed wieloma chochlikami w tekście. Później jeszcze dwa razy, po składzie sprawdzałam każdą (!) literkę. Co do błędów- pewnie jakieś jeszcze się znajdą- jak w każdej książce.

Skład książki. Czy coś może pójść nie tak?

Oczywiście. U mnie było tak, że umówiony “składacz” też w ostatnim momencie się wysypał. Na szczęście Ania Teodorczyk miała wolny termin i z końcem sierpnia zaczęłyśmy pracę nad kształtem książki. Dziś wiem, że mogłam zrobić to dużo wcześniej, ale wtedy nie miałam o tym zielonego pojęcia. 😊

Ciekawostka! Skład e-booka do wersji e-pub/ mobi to już zupełnie coś innego. U mnie zajmował się tym Mateusz Cichosz (Poskładane Studio DTP), którego polecam również ze względu na terminowość.

Drukarnia. Na co warto zwrócić uwagę przy wydawaniu książki?

O drukarni już pisałam- moje wymarzone grafiki nie mogły pojawić się w kolorze, a wklejanie ich na końcu książki nie miało sensu. Poza tym, podałam wymiary książki i byłam pewna, że chodzi o okładkę, a chodziło o… kartki w środku. Koniec końców- wszystko się ułożyło- Marta zrobiła świetną robotę, bo i czarno-białe wyglądają cudownie, a Ania wszystko genialnie złożyła.

Jednak na samym końcu odbyłam rozmowę o tym czy okładka ma być twarda czy miękka. Byłam od początku przekonana, że twarda, tak też było dogadane w drukarni. Jednak argumenty za miękką (lepiej się czyta, jest poręczniejsza) przeważały. Różnica cenowa była minimalna. Tego samego dnia zrobiłam ankietę na Instagramie i zaniemówiłam. 65% (na kilkaset osób) chciało książkę w miękkiej okładce. Tylko 35% preferowało twardą! Byłam w ogromnym szoku, zwłaszcza, że od początku byłam zdecydowana na twardą.

Terminy w wydaniu książki

Jak można zauważyć każdy z punktów znacznie rozłożył się w czasie. Z planowanego lipca/ sierpnia zrobił się listopad. Do tego, książka złożona była w październiku, a wtedy ciężko jest cokolwiek wydrukować, bo zbliżają się słynne targi książki i zamiast dostać gotowe egzemplarze w dwa tygodnie musiałam czekać sześć. Przyjaciółka powiedziała mi wtedy „Im bliżej do Bożego Narodzenia tym lepiej”, choć mówiąc szczerze… po tym wszystkim miałam już wszystkiego dość.

Dystrybucja i sklep internetowy

Oczywiście, jeśli pięć rzeczy miało problemy i szósty punkt musiał być podobny. Sklep był gotowy na wtorek, 4 tygodnie przed premierą, ale w ostatnim momencie coś przestało działać. To był po prostu znak, żeby postawić go na innej domenie i innym serwerze.

Tak naprawdę chcieliśmy tak zrobić od początku, ale wiele małych sklepów działa jako część bloga i wydawało mi się, że to dobre rozwiązanie. Życie podsunęło, żeby jednak wybrać inne. To pierwsze może i nie jest złe, ale warto pamiętać, że sklep mocno przeciąża system- stąd wielu nowych sprzedawców promuje się tekstami w stylu „padł mi sklep tyle mam zamówień.” Nigdy w to nie wierzę. Allegro jakoś nie pada, prawda? 😊

Czy coś jeszcze może pójść nie tak?

Oczywiście. Jednak nie na wszystko możemy się przygotować, a nerwy nam absolutnie nie pomogą.

Jak nie udał się druk w kolorze, to chciałam zrobić kolorowe zakładki do książki. Wybrana przeze mnie drukarnia nie dość, że wydrukowała to na cieńszym papierze, to w innym rozkładzie (moje przeoczenie). To mnie dość mocno zdenerwowało, choć końcowo wykorzystałam je do promocji- przekazując do kilku bibliotek w całej Polsce. Dzięki temu dziś 1000 osób może dziś cieszyć się zakładkami z pięknymi grafikami od Marty.

A jeśli chodzi o marketing i sprzedaż- to bardzo długa historia, o której jeszcze opowiem. 🙂

Wydawanie książki okazało się cudowną lekcją cierpliwości- porównywalną do mieszkania w Grecji. Odpuściłam sobie, bo po to wydawałam książkę sama, żeby nauczyć się jak ten proces wygląda w rzeczywistości. I jeśli ktoś z Was zamierza wydać książkę bez wydawnictwa- pamiętajcie, że to kosztuje. Nie tylko pieniądze, ale też czas i nerwy.

O tym jak wydać samemu książkę pisałam tutaj: Jak wydać książkę? Self-publishing krok po kroku.

7 KOMENTARZE

  1. Dzięki za ten artykuł! Najlepsza jest nauka na cudzym doświadczeniu. Myślałam o wydaniu kiedyś książki, na pewno wtedy wrócę do Twoich doświadczeń!

  2. Dziękuję za ciekawy artykuł. Mam koleżankę, która właśnie wydała książkę, podobnie jak w artykule, to także cała historia. Ale w końcu się udało☺. Pozdrawiam serdecznie!

    • Chyba każde samodzielne (a przynajmniej pierwsze) wydanie książki jest wielką przygodą i każdy ma “zdarte kolana” 😀 pozdrowienia!

Pozostaw odpowiedź Zofia Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here