Co robisz ze swoim czasem? Możesz osiągnąć więcej, jeśli tylko…

Od czasu, do czasu lubię czytać rzeczy, które mnie zmobilizują. Jednak robię to bardzo rzadko i tego typu porady bardzo mocno sobie dawkuję. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że jestem tylko człowiekiem. I choć może i mogę osiągnąć więcej, rozpisując sobie tabelki efektywności, przestrzegając ścisłych zasad i pracując ciężko- to z drugiej strony jakoś nie wydaje mi się to uniwersalnym kluczem do szczęścia.

Możesz osiągnąć więcej, jeśli tylko…

Najczęściej powtarzane zdanie, które ma nas zmobilizować:

Możesz osiągnąć więcej, jeśli tylko chcesz.

I chociaż wiemy, że od chcenia nikt świata nie zmienił, to powielamy te bezsensowne cytaty, podpisując swoje zdjęcia na Instagramie if you can dream it you can do it jakby użycie języka obcego miałoby w jakiś magiczny sposób pomóc. I choć wiara jest czynnikiem, który może i pomaga osiąganiu celu, to dokończenie zdania Możesz osiągnąć więcej, jeśli tylko chcesz oznacza po prostu weź się do roboty.  A to wymaga od nas czegoś więcej. Mianowicie, poświęcenia swojego czasu. A czas, niestety nie jest nieograniczony.

Co zrobisz ze swoim czasem?

Czas. Dla mnie to najcenniejsza wartość, od kiedy kilka lat temu na własnej skórze przekonałam się, że pewne rzeczy, sytuacje, ludzie już nie wrócą. Mimo wszystko nie korzystam na 100% z każdej minuty dnia. Choć lubię robić wiele rzeczy na raz, staram się znaleźć czas na zwykłe bimbanie w ogrodzie, granie w remika czy głaskanie kota.

Chociaż 24 godziny można zagospodarować bardzo efektywnie i wielu ludzi prześciga się w dopisywaniu sobie dodatkowych zajęć to ja jednak jestem zwolenniczką zostawienia sobie trochę czasu na zwykłe życie. Bo czy wciskanie kolejnych rzeczy do swojego terminarza faktycznie nas uszczęśliwia? Nie wiem czy też tak masz, ale ja wspominając czasy, kiedy chodziłam do szkoły, cieszę się z tych beztroskich chwil, kiedy nie musiałam robić niczego poza odrobieniem lekcji. Niczego sobie nie narzucałam, żyłam swoim życiem i chcę żyć tak dalej, przynajmniej w jakimś stopniu.

I choć nie zawsze się da, a czasem zapędzę się i nie mogę oderwać od komputera… to ta myśl, żeby nie gonić jest we mnie i wraca jak bumerang. Rozpisując sobie swoje 24 godziny wiem, że każda decyzja coś mi może dać, ale też jednocześnie- zabrać. Nie da się tego czasu wykorzystać ponownie. A to, że każdy dzień będzie zapełniony do granic możliwości nie znaczy, że będę z tego życia bardziej zadowolona. Bo jakoś tak czuję, że… nie starczy mi czasu na tą radość, zadowolenie. Więcej o tym, żeby nie gonić za wciąż uciekającym króliczkiem pisałam tutaj:

Czy trzeba żyć na 100%? Zasada 2/3

Na koniec…

Wiesz, że nie żałuję czasu, który spędziłam na nic nierobieniu? Od pewnego czasu, za każdym razem, jak za bardzo się narobię mój organizm się buntuje i zmusza mnie do odpoczynku. Przeziębienie, grypa, osłabienie niestety nie należą do moich ulubionych momentów. Robię wszystko na miarę swoich możliwości, pamiętając jednocześnie o tym, że jestem tylko człowiekiem.

Ciekawa jestem jak to wygląda u Ciebie.

Ściskam,

10 KOMENTARZE

  1. Bardzo wartościowy wpis – ja niestety mam taką naturę, że jak nic nie robię to mam wyrzuty sumienia. Cóż, powoli uczę się wyciszać 🙂

  2. Ja tam sobie myślę, że w każdej dziedzinie życia warto zachować zdrowy balans. Nie można cisnąć na 100% całe życie, trzeba się nauczyć odpoczywać i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. 🙂 Kasia

  3. Pamiętam przeczytane gdzieś zdanie “To, że jesteśmy zajęci, nie znaczy, że jesteśmy produktywni”. A mimo tego sama też czasami wpadam w pułapkę nadmiernego wypełniania dnia zadaniami, których nie jestem w stanie potem wykonać. Fajnie jest produktywnym, ale często okupione jest to stresem i rozczarowaniem. Dlatego w zupełności się z Tobą zgadzam, że warto mieć też chwile na nic nierobienie 🙂

    • Bardzo fajny cytat- powinien wisieć przy praktycznie każdym biurku! 🙂 ja też wpadam w tą pułapkę, ale coraz rzadziej, choć też się od czasu do czasu na tym przyłapię. Pamiętam ile warte jest zdrowie i odpoczynek i to mnie mobilizuje… 🙂

  4. Wysyp wszelkiej maści coachy od samorozwoju jest ostatnio okropnie męczący. Ja wiem, że fajnie przycisnąć pracę na 100%, ale nie przez cały czas. To droga do frustracji i wypalenia. Niezbędna przerwa na zebranie się do pracy znacznie przewyższa komfortową równowagę pracy i odpoczynku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here