CO ROBIĘ NA MOIM KOŃCU ŚWIATA?

Cześć,

Często pytacie, czy znalazłam już swój koniec świata, czy może dalej go poszukuję. Prawda jest taka, że… tu gdzie teraz mieszkam jestem szczęśliwa i czuję, że to jedno z moich miejsc na ziemi. Jednak wiem, że koniec świata jest niejeden i nadal szukam różnych destynacji, w których będę chciała trochę pożyć.

Reklama

Koniec świata to miejsce, gdzie mam poczucie, że to właściwa lokalizacja dla mnie. Tak czuję się na Cyprze, ale w Grecji już nie do końca. Obecnie mieszkam w Polsce i jak większość z Was prowadzę normalne życie. Jest jednak kilka rzeczy, które sprawiają, że codzienność staje się bardziej kolorowa i czasem nie chce się jechać dalej. Przynajmniej latem ?

Artykuł z cyklu “Przerwa w podróży”

Mój dom znajduje się na wsi, a moja codzienność to praca księgowej. Nie ma tu żadnej kreatywności, nie mam też wielu koleżanek, bo pracuję zdalnie. Nie licząc bratnich dusz, z którymi pół dnia wiszę na słuchawce, albo wymieniam wiadomości.

Drugi rok z rzędu mam ogródek warzywny, który z początkiem lipca prosi się o wyplewienie. Dojrzewają na nim pomidory, ogórki, bób, rzodkiew i wiele więcej. W tym roku na próbę wysadziłam arbuza. Suszę zioła, nie tylko ze swojego zielnika, ale też te znalezione w lesie. Robię nalewki, w tym roku po raz pierwszy z kwiatów kasztana. Wino, dżemy i inne przetwory.  

W weekendy odkrywam miejsca nieznane, często niedaleko domu (jest ich sporo!). Odwiedzam bliskich, rzadziej szaleję na mieście. A kiedy nigdzie nie jadę najczęściej odpoczywam w drugim ogrodzie i czytam. Czasem powieści, czasem poradniki albo analizy. Często piszę na dworze (*polu!), a prowadzenie bloga zajmuje mi praktycznie drugi etat.kawa w ogrodzie

Parę lat temu sprawdziłam, jak wygląda życie za granicą. Poznałam tureckie zwyczaje, zmierzyłam się z grecką rzeczywistością. Sprzedawałam lody na amerykańskiej plaży i zaczęłam swoją historię w skandynawskiej korporacji na Węgrzech. Wróciłam. Dzięki temu dowiedziałam się czego tak naprawdę oczekuję od życia, ale odrobiłam też równie ważną lekcję o tym co ja innym mogę dać.

Teraz żyję wolno, ale mój dzień wypełniony jest od rana do wieczora. Tak było, jest i pewnie będzie, gdziekolwiek bym się nie przeprowadziła.

Czytaj również:  KRYZYS ĆWIERĆWIECZA. PIERWSZA PRACA I CO DALEJ?

Na koniec…

Pamiętajcie, że nie trzeba przeprowadzać się miliona razy, żeby wiedzieć, jak chcemy żyć. Każdy ma swoją dróżkę, którą podąża. Nie zawsze podążamy tą najkrótszą trasą, ale jeśli mamy cel prędzej czy później do niego dotrzemy. Bowiem czas i tak upłynie.

Ściskam Was mocno,

19 KOMENTARZE

  1. Bardzo ciekawy wpis. ? Ja ze swojego doświadczenia wiem, że czasami łatwiej się dowiedzieć czego się nie chce, raczej niż tego co się chce, żeby znaleźć swój sposób na życie.

  2. Ewelina, jakie piekne slowa… Ja tez mam taka nadzieje, ze to co jest naszym celem, przeznaczeniem, sensem zycia w koncu nas znajdzie…. Wystarczy podazac swoja droga, robic swoje i wsluchac sie w siebie.

  3. Podziwiam Cię za pogodę ducha i mądrość życiową… Nie uważasz, że w nabyciu tych cech pomogły Ci podróże i fakt, że wielu rzeczy próbowałaś? Wiesz już mniej więcej, co dla Ciebie jest najlepsze (przynajmniej tu i teraz). Ale wyczuwam, że trochę przeszkadza Ci samotność pracy zdalnej? Piszę o tym, bo sama właśnie teraz pracuję w ten sposób ? Powodzenia!

    • Cześć! Dziękuję Ci za wiadomość. Tak, samotność czasem doskwiera, zwłaszcza, że jestem gadułą 🙂 i chyba tego nie da się zmienić bez niekorzyści dla siebie samej. A Ty co robisz na codzień? Pozdrowienia 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here