My Polacy tak mamy- lubimy niskie ceny- to jedno z nielicznych haseł reklamowych, które utkwiło mi w pamięci. I tak jak tą sentencją kierujemy się często na codzień, tak samo nie lubimy przepłacać w wakacje. Sama plan wyjazdu rozpoczynam od budżetowania, czyli ustalenia ile dana podróż będzie mnie średnio kosztować. Nie znaczy to, że oszczędzam na wszystkim, ale staram się przemyśleć na czym warto. O tym na czym i jak najłatwiej możemy zaoszczędzić w podróży piszę poniżej 🙂 Uwaga! Wpis otwiera cykl tematów dotyczących oszczędności.

  1. Budżetowanie wyjazdu

Zanim kupimy bilet czy zarezerwujemy hotel zastanawiamy się ile możemy na dany wyjazd wydać pieniędzy. Długi weekend w Warszawie? Fajnie byłoby się zmieścić w 500 zotych. Wymarzone wakacje? Nie chcę, aby ich koszt przekroczył moją miesięczną pensję. I od tego zaczynam poszukiwanie noclegu, biletów czy innych niezbędnych płatnych pozycji. Uwaga! 1. Zawsze szacuję koszt takiego wyjazdu, a nie ustalam sztywną granicę. 2. Praktycznie zawsze po podliczeniu kosztów wyjazdu zdarzają się odchylenia- nieraz wydamy mniej, ale na dłuższych wyjazdach wydanie większej ilości pieniędzy nie jest niczym trudnym.

  1. Kalkulacja waluty

Rzecz często pomijana przy planowaniu podróży. Zaczynając od zakupu noclegu przez popularne portale, kiedy płacimy dość często w walucie obcej (np. większość krajów Europy w przypadku Airbnb), aż po płatność w euro kartą w polskich złotych, czy wymianie waluty w kantorze na lotnisku. Na takich „drobnostkach” tracimy często najwięcej.

Przykład:

Przy płatności 400 EUR za hotel, dnia 1 listopada:

– płacąc kartą w euro ponosimy zbliżony koszt, co na złotówki wg. średniego kursu NBP przekłada się na 1696 złotych

– płacąc kartą w złotówkach w banku ING ponosimy koszt 1748 złotych (52 złote więcej)

– płacąc kartą w złotówkach w Idea Banku ponosimy koszt 1772  (76 złotych więcej)

Bardzo ważne!

Kiedy na AIRBNB liczymy się z kosztem przewalutowania i innych opłat powiązanych, często nie bierzemy pod uwagę tego, że wynajmujący może anulować naszą rezerwację. Wtedy takie przewalutowanie liczone jest… dwukrotnie. Więcej informacji znajdziecie w drugiej części poradnika „jak rozwiązać problemy z AIRBNB”.

  1. Kupony

Chyba mój ulubiony punkt, o którym dość często zapominamy w wakacje. Co prawda na ulicy dostajemy pełno wizytówek i kuponów, ale nie ma co ukrywać, najczęściej są to usługi, których nie kupilibyśmy za przysłowiową złotówkę. Jednak na stronach typu groupon.com czy picodi.com możemy znaleźć te bardziej opłacalne (ważne! wybieramy kraj/ region do którego się udajemy, inaczej nie znajdziemy interesujących nas ofert). I tak możemy zaoszczędzić np. 50% na bilecie do parku, obiedzie, skoku na bungee czy wizycie w ekskluzywnym SPA. Uwaga! Poza oszczędnością, tego typu promocje często mogą nas zainspirować do eksplorowania nowych atrakcji, co czasem zaprzecza oszczędności. Jeśli nie planowaliśmy wydać złotówki ponad nasze All Inclusive, wtedy… najlepiej omińmy strony z kuponami.

Promocja na booking.com
I promocja z groupon/ Hiszpania. Taniej o 20 euro + obiad
  1. Kupno biletów lotniczych w najtańszym terminie

Przy kupnie biletu często czekamy na „odpowiedni moment”, kiedy bilet będzie najtańszy, jak i dostępny w wymarzonym terminie. Jednak zanim zabierzemy się do oczekiwania, warto sprawdzić tendencje przewoźników: czy bilety tanieją wraz z terminem wylotu, czy może wręcz odwrotnie? Czy warto czekać na ten ostatni moment? Czy może lepiej kupić bilet w weekend, czy może w środę o 7 rano? Co prawda, może nam się udać kupić bilety na Majorkę za 250 złotych, ale jeśli będzie to ostatni moment, to co wtedy z noclegiem? Często czekając przez dwa miesiące na tańszy bilet później mamy mniej ciekawych opcji noclegowych do wyboru. Moim zdaniem warto porządnie przekalkulować na czym lepiej i łatwiej oszczędzić: bilet lotniczy czy nocleg. Czasem po prostu nie warto ciągnąć dwóch srok za ogon.

Gdzie lecimy?
  1. Nocleg

Jak już pisałam powyżej- warto przekalkulować na czym lepiej i łatwiej oszczędzić: na bilecie lotniczym czy może na noclegu? Z mojego doświadczenia wynika, że na noclegu często jest łatwiej, bo mamy więcej opcji do wyboru, zaczynając od mnogości portali z hotelami, mieszkaniami, przez prywatne strony przez które możemy rezerwować. I co najważniejsze- w wielu miejscach możemy bez problemu negocjować cenę, czy dodatkowe warunki.

Ważne!

Na większości portali możemy sprawdzić ceny na poszczególne terminy. I tak, czasami nocleg na 4 miesiące do przodu jest droższy nawet trzykrotnie. Warto również sprawdzać czy dana oferta nie znajduje się na kilku stronach typu booking.com, Airbnb czy hotels.com i porównywać ceny.

Nocleg z dala od cywilizacji na na szczycie góry? Czemu nie!
  1. Bagaż i ekonomiczne pakowanie

Kiedy rezerwujemy bilet lecąc wizzairem czy rayanairem często zastanawiamy się nad opłacalnością bagażu rejestrowanego. I jeśli nie mamy zamiaru przewozić czterech butelek wina, oliwy i innych raczej zakazanych w bagażu podręcznym produktów, tak raczej na wakacje niewielka walizka powinna nam bez problemu wystarczyć. Małe opakowania na kosmetyki, albo kupno ich na miejscu często przychodzi po prostu wygodniej (nie musimy wozić i nosić pięciu litrów przeróżnych balsamów do ciała) i oszczędniej  (chyba, że wartość kosmetyków jest naprawdę znacząca, ewentualnie są sakramencko drogie w kraju do którego się wybieramy). Uwaga! Jak to kobieta najchętniej przepakowałabym pół szafy jadąc na tygodniowe wakacje. Jednak z perspektywy czasu wiem, że im mniej rzeczy= tym mniej problemów z tym co ubrać.

  1. Jedzenie: restauracje vs. gotowanie w podróży

Mimo, że większość z nas bez zastanowienia odpowiedziałoby, że gotowanie w podróży to spora oszczędność pieniędzy, sama po kilkukrotnym przekalkulowaniu nie jestem taka tego pewna. Warto to porządnie przeliczyć, biorąc pod uwagę gotowanie, restauracje i opcje z niepełnym wyżywieniem.Kiedy średnia cena nawet fajnych hoteli na Malcie wynosi ok. 1200-1400 złotych/ tydzień/ dwie osoby, tak taka opcja ze śniadaniem i obiadokolacją wynosi od 2000 złotych/ tydzień/ dwie osoby (cena za styczeń, booking.com). Co daje 300 złotych/ osobę i 42 złote za śniadanie i obiadokolację polecaną również przez Polaków. Oczywiście, spaghetti i mielone wyjdzie z pewnością taniej, ale czasem i od tego można odpocząć.

Czasem gotowanie to przyjemność 🙂

Kochani,  czekam na Wasze sugestie i sposoby jak zaoszczędzić w podróży. Nie tylko za granicą. 🙂

Buziaki,

Ewelina

45 KOMENTARZE

  1. O dobry wpis! Też przeliczam sobie wyjazdy, żeby jak najwięcej móc wydać ma atrakcje na miejscu. Np. Na Islandię, gdzie ceny są zabójcze, zabrałam żywność liofolizowaną. Tak na wszelki wypadek. I uffff! Bo, gdy za obiad w restauracji zapłaciliśmy raz ponad 300 to trzepnęło po kieszeni 😂 dlatego posiłki liofolizowane polecam czasem wziąć ze sobą.

  2. Możesz mi wyjasnić o co chodzi w tym zdaniu „płacąc kartą w euro ponosimy ten sam koszt, co na złotówki wg. Kursu NBP przekłada się na 1696 złotych”? Nie bardzo rozumiem, co ma kurs NBP do karty walutowej…

    • Już tłumaczę. Poniżej jest napisane ile nas kosztuje zarezerwowane tej samej opcji w złotówkach w dwóch różnych bankach. A więc kwota jest podana do porównania, bo jak wiadomo mamy możliwość zakupienia waluty po średnim kursie NBP.

        • Kilka przykładów poniżej.
          Na ten moment średni kurs eur/pln na bankierze to 4,239 a w kantorze internetowym cinkciarz kurs to 4,248. Jeśli boimy się internetowych kantorów to możemy skorzystać z kantoru banku, np. kantor aliorbank gdzie kurs na ten moment to 4,25. Dla porównanie kurs banku po którym rozliczy nam transakcję to na tę chwilę np. Idea Bank 4,43, ING 4,36. Także owszem jest różnica około 1 gorsza pomiędzy średnim NBP a kursem w kantorach, ale przy 400 euro to zaledwie 4zł, a w porównaniu do kursu banku różnica to 12-20 groszy co przy 400 euro robi różnicę nawet 80zł.

  3. W dalszym ciągu nie łapiesz. Nie kupujesz waluty po średnim kursie NBP, bo to nie jest fizycznie możliwe. Walutę kupujesz po kursie sprzedaży, ustalonym przez kantor czy bank. Czy to jest 1 gr czy więcej, nie istotne. Chodzi o to, że od strony merytorycznej, to co napisałaś wprowadza czytelników w błąd.

    • Rozumiem o co Ci chodzi. Napisałam tak, bo moim zdaniem w uproszczeniu można powiedzieć “średni kurs” gdyż cena jest zbliżona. Chyba każdy wie że w kantorze jest cena kupna i sprzedaży, ale mimo wszystko dzięki za czujność 🙂

      • Kolejna sprawa – podałaś za przykład banki ING i Idea, sęk w tym, że w obu tych bankach transakcje kartowe nie są rozliczane po kursie banku tylko organizacji płatniczej. Dodatkowo, w ING dla niektórych typów kart jest doliczana prowizja za przewalutowanie, dla innych nie. W tej sytuacji całe te wyliczenia diabli biorą. Przykro mi…

        • W Ing prowizja za przewalutowanie to 3% wiec nawet jak przeliczymy to po kursie Visa to i tak wyjdzie 1750zl za 400 euro. W mojej ocenie wyliczenia prawidłowe i przekaz dość jasny że nie opłaca się płacić kartą w PLN za zakupy w euro…

  4. Dobry zbiór! Ja mam przede wszystkim problem z budżetowaniem, nie liczę też wydatków na sam koniec i jak ktoś się mnie pyta, ile wydałam, to często nie wiem. Staram się nie szaleć i nie wydawać majątku, ale też nie odmówię sobie spróbowania lokalnych potraw bo dla mnie to część kultury odwiedzanego kraju.

    • Zgadzam się 🙂 lokalne potrawy i produkty- to część podróży, której nie mogę ominąć. Tak samo mam np. z zakupami- kiedy okazuje się, że pewne rzeczy są lepszej jakości/ ewentualnie do tego dużo tańsze niż w Polsce- to często robię zapasy! Pozdrowienia.

    • Dziękuję pięknie. U mnie często tak samo się to wszystko zaczyna, chyba, że jest mało miejsc noclegowych w interesującej mnie lokalizacji (tak miałam w przypadku Gran Canarii, gdzie zależało mi na danym mieszkaniu i jego promocyjnej cenie). Pozdrowienia 🙂

  5. Przydatny wpis- zawsze mam z tym problem, choć przyznam, ze na ceny biletów lotniczych i hoteli staram się zwraca uwagę… za to późniejsze atrakcje i restauracje zwykle wymykają się spod kontroli

    • Świetnie mi słyszeć, że ktoś zaczyna podróż od budżetowania 🙂 zgadzam się (bezapelacyjnie!): planowanie to fajny element planowania, a może nawet pierwsza część wyprawy? Pozdrowienia! 🙂

  6. Świetnie, że o tym napisałaś! Stosuję się do wielu z nich! Z tym gotowanie też masz rację, szczególnie w krajach gdzie jedzenie jest ogólnie dużo droższe niż u nas, np. w Emiratach Arabskich.

  7. My oszczędzamy przede wszystkim na noclegach (śpimy głównie na dziko i pod namiotem). Zimą szukamy tanich noclegów na AirBnb oraz Bookingu. Często sami gotujemy lub staramy się stołować w tańszych lokalach. Jeździmy samochodem, co najtańsze nie jest, ale uniezależnia nas od transportu publicznego i pozwala dotrzeć do miejsc, gdzie ten transport nie dociera.

    • Świetnie, że napisałaś o noclegu. Sama nie szukam raczej takich rozwiązań, ale możliwe, że któregoś dnia się skuszę..:-) zwłaszcza oglądając niektóre namiotowe propozycje. Pozdrowienia!

  8. Co do bagażu to zawsze jest pytanie, czy faktycznie ten rejestrowany jest konieczny. W 90% wybieram opcję bez rejestracji. Minimalistycznie i ekonomicznie 🙂 Na noclegu oszczędzam przez program poleceń, mam już 120 zł na bookingu do wykorzystania, w sumie, fajna sprawa. Korzystasz z tej opcji?

    • Zgadzam się z tym bagażem rejestrowanym, ale przyznam szczerze, że jadąc do krajów oliwą i winem płynącym lubię mieć możliwość zapakowania kilku butelek w drodze powrotnej. Co do bookingu, chodzi Ci o program affiliate? 🙂 pozdrowienia!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here