Multikulturowość , tolerancja i rasizm w USA

Obecnie zarówno w Europie, jak i w Ameryce Północnej silnie promuje się wielokulturowość i tolerancję. Czy warto oraz jak wygląda tolerancja w USA z mojej perspektywy- o tym poniżej.

Żeby rozmawiać tak poważnych tematach przytoczę parę definicji ze słownika PWN:

Rasizmzespół poglądów, według których istnieją naturalne i wrodzone różnice między rasami ludzkimi, co musi prowadzić do dominacji jednej nad pozostałymi.

Tolerancjaposzanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych

Wielokulturowość- multikulturowość – 1) w płaszczyźnie opisowej wskazuje po prostu na wielość kultur; w. jest więc stwierdzeniem obiektywnego faktu zróżnicowania kulturowego danego społeczeństwa lub — szerzej — faktu istnienia na świecie odmiennych kultur etnicznych, grup rel., subkultur itp.; 2) oznacza również politykę rządową zmierzającą do niwelacji napięć społ. związanych z faktem w. danej populacji; 3) jest też nazwą pewnej doktryny, ruchu, nawet filozofii. W tym ostatnim przypadku oznacza działania środowisk mniejszościowych skierowane na emancypację i pełniejszy udział różnych środowisk w życiu społ., polit. i kult. kraju.

Do USA przyjechałam jako osoba bardzo tolerancyjna i otwarta. Nie miało dla mnie znaczenia jakiego wyznania czy koloru skóry jest mój współpracownik, kolega czy przełożony. Nie interesowało mnie z jakiego kraju pochodzi. Kiedy wyjechałam wiele się zmieniło: na własnej skórze poznałam skąd wzięły się uprzedzenia, stereotypy i teoretycznie krzywdzące opinie. Teoretycznie, bo w praktyce często po prostu pokazują jak jest naprawdę. Pokrótce opiszę na czym polega życie w amerykańskim społeczeństwie, gdzie każdy jest hipotetycznie równy.  

PUNKT 1. Praca w wielokulturowym towarzystwie.

Przez ostatnie miesiące pracowałam zarówno z Amerykanami, jak i naszymi Słowackimi i Czeskimi sąsiadami, było mi dane zobaczyć jak pracują Jamajczycy, Mołdawianie czy Rosjanie. Praca w Słowackim towarzystwie była dla mnie największą przyjemnością, nie tylko ze względów zbliżonego akcentu, języka, ale też tematów rozmów i podobnych reakcji oraz zachowań.

Praca Amerykanów, polegała w większości na wymigiwaniu się od niej, nawet nie udawało się, że się pracuje, chyba, że pracą można nazwać klikanie na telefonie. Pisanie wiadomości to nic, porównując słuchanie muzyki na słuchawkach w trakcie obsługi klienta, rozmowa przez telefon czy oglądanie filmików na yt. Oczywiście, nie będę tu uogólniać, że każdy pracuje w ten sam sposób, ale powyższe zachowania stanowiły jakieś 70% w moim miejscu pracy. Więcej o pracy jako J1 w USA tutaj.

Czytaj również:  TUTAJ MÓWI SIĘ PO POLSKU: CHICAGO
myrtle beach
Tak się pracuje . Z lewej: menedżer mojej budy

PUNKT 2. Konflikty

Pierwszego dnia  pracowałam z dwoma dziewczynami:  przesympatyczną Jamajką, która przyjechała chwilę przede mną i Rosjanką, której staż pracy wynosił parę miesięcy. Na koniec dnia wzięłyśmy się za porządki, spytałam co mam zrobić, więc Rosjanka wytłumaczyła mi co powinnam wykonać, a Jamajka się z tym nie zgodziła. Doszło do wymiany zdań na czym w zachodniej kulturze by się skończyło. Jednak J. w pełni chciała wyjaśnić sytuację: a był to wrzask, jakiego w życiu nie słyszałam, gdzie padały wyzwiska (!) i groźby(!).

Nie potrafiłam z początku tego pojąć, jak można aż tak dać się ponieść emocjom, ale z czasem wszystko zrozumiałam: J chciała po prostu powiedzieć wszystko od razu, nieważne w jaki sposób. Ważne, że została zrozumiana: żadna ruska baba nie będzie jej dyktować co i jak ma robić. Oczywiście wszystko przekazała szefowi, aby więcej z drugą dziewczyną nie pracować.  Nam za to pracowało się świetnie.

work-and-travel
Moje najlepsze dziewczyny w kuchni

PUNKT 3. Zarządzanie i ocena pracowników z różnych kultur

Sama praca w towarzystwie „,multikulturowym” do łatwych z pewnością nie należy, a już całkowicie jestem pewna, że indywidualne podejście do pracownika to rzecz bardziej niż trudna.  Bo jak ocenić pracownika, który z Syberii wyniósł niemiłe sklepowe odzywki, a przed pracodawcą udaje, jak to się nie stara?

Z ciekawostek: szef nie dał już ani jednej zmiany razem skłóconym dziewczynom w przeciągu trzech miesięcy na wyraźną prośbę Jamajki.

PUNKT 4. „Jakiego jesteś koloru skóry?”

Moim zdaniem w USA segregacja rasowa istnieje: wypełniając formularz do pracy, ankietę w sklepie czy nawet biorąc udział w konkursie musisz zaznaczyć KIM JESTEŚ: Czarny, Latynos, Azjata, …… czy może biały (czasem nie ma tej opcji, zostaje tylko Kaukazian, czyli można rzec „biały”). Jak już zaznaczysz (możesz też odmówić odpowiedzi), często jest ponowne pytanie:  czy na pewno nie jesteś Latynosem? (ponownie możesz odmówić odpowiedzi).

Jeśli aplikujesz do pracy, po serii pytań o Twój kolor skóry pojawia się pytanie: Czy jesteś rasistą? Nie mam nic przeciwko takim pytaniom, bo nie wstydzę się swojego koloru skóry. Jednak jeśli polityka kraju dąży do wszechobecnej tolerancyjności, to takie ankiety raczej nie są na miejscu. Rozumiem, jeśli pracodawcy chcą mieć różnokolorowych pracowników, ale chyba nie w kolorze skóry tkwi równość w staraniu się o pracę.

Czytaj również:  ROZTERKI PRZED ERASMUSEM
amerykanin
Nie jestem za ocenianiem pracownika przez kolor skóry, ale wpisywanie swojej wagi i BMI w formularzu aplikacyjnym powinno być regulowane prawnie.

PUNKT 5. Kogo mamy tolerować?

Promowanie tolerancji zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych Ameryki obejmuje największe grupy społeczne, póki co w obydwu przypadkach rasy białe. To biali mają „tolerować” czarnych, żółtych czy innych niż oni sami. Nie makampanii, które miałyby propagować wyżej wspomnianą tolerancję dla osób białych, no bo i po co? Może i jest nas więcej, ale zasługujemy również na szacunek.

w ciągu parunastu tygodni pracy zostałam poniżona kilkukrotnie jedynie przez osoby najciemniejszego koloru skóry: głupie komentarze, czepianie się mojej pracy (a pracowałam w budce z lodami!), preferowanie ciemnoskórych do obsługi, bo zrobią to lepiej. Nawet to rozumiem, ale niech nie oskarżają nas o rasizm, skoro sami są w tym mistrzami.

PUNKT 6. Tolerancja w praktyce

Jeśli pracuje się z osobami z odmiennych krajów, środowisk czy klas społecznych możemy być tolerancyjni i sympatyczni. Mamy jakąś wiedzę o różnicach, które nas dzielą. Ale to my, ludzie z Polski zostaliśmy tak nauczeni (oczywiście nie wszyscy). Jednak na swojej drodze nieraz spotkamy ludzi, którzy nie zważają na różnice nas dzielące, albo po prostu nie zważają na innych ludzi. Wynieśli to ze swojego domu, kraju czy kultury. Nieważne jak bardzo będziemy tolerować obce nam zachowania, jak bardzo będziemy starać się wpasować w otoczenie: czasem to po prostu nie wystarczy. A zanim ten moment nastąpi dobrze byłoby się zastanowić czy warto być tolerancyjnym dla innych, którzy nie szanują nie tylko naszej kultury, ale i nas.

PUNKT OSTATNI. Emigranci vs. Autochtoni

Poza tym, nie oszukujmy się, imigrantów się raczej nie lubi, tylko udaje, że mają taką samą pozycję. Ich się po prostu z mocy prawa, toleruje. Czy to Polacy w Anglii, Murzyni we Francji, Meksykanie w Ameryce, czy nawet Ukraińcy w Polsce- w większości są tylko tanią siłą roboczą i wykonują czynności, które nie są zbytnio lubiane przez miejscowych. Oczywiście nie zawsze: często zależy to od kraju czy naszego statusu społecznego. Jednakże nie zapominajmy: to od nas zależy na jakiej pozycji w kraju się postawimy, bo to, jak będą nas traktować inni jest tylko i wyłącznie w naszych rękach. 🙂 

20150905_145521
Zapraszam na FB!

5 KOMENTARZE

  1. Zastanawiam się, czy Twoje obserwacje nie dotyczą bardziej sezonowych stanowisk, obsadzanych przez tymczasowych pracowników/studentów/przyjezdnych? Na normalnym stałym etacie nikt by sobie nie mógł pozwolić na darcie japy na współpracownika, wręcz przeciwnie, wiele trzeba znieść, wycierpieć i nie raz trzeba zagryźć język. Ciekawe masz obserwacje. Zgadzam się, że nie jest do końca fair, że tolerancji oczekuje się tylko od białych. W Chicago, może dlatego że jest tak wielkie i wielokulturowe, nigdy nie odczułam, że “imigrantów się nie lubi”. Wręcz przeciwinie, szanują nas za to, że szorujemy im kible, przycinamy żywopłoty, pilnujemy dzieci. Oni bez nas nie mogą żyć!

    • U mnie czarnych zatrudnili pierwszy raz i to tylko dlatego, że byli z Jamajki i to tylko na studenckich warunkach. Na pewno w pracy na stałe ludzie dbają o swoje stanowisko i bardziej zaciska się zęby- tak samo jest w Polsce. Tyle że u nas nie ma póki co problemu związanego z multukulturowością i różnorodnym podejściu do pracownika i o tym chciałam napisać. Co do Chicago- tam odniosłam wrażenie, że nawet kultura jest na zupełnie innym (wyższym) poziomie niż wyżej wspomniane MB. Co stan to obyczaj! 🙂 pozdrawiam serdecznie juz z zimowej Polski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here