11 pytań o Maltę do Karoliny i Piotrka z bloga Rude i Czarne

A jakby tak… rzucić wszystko i zamieszkać na Malcie? Takie pytanie zadali sobie trzy lata temu Karolina i Piotrek i.. przeprowadzili się do najsłoneczniejszej stolicy w Europie. Poza tym, że na Malcie mieszkają i pracują, prowadzą bloga i kręcą filmy z podróży. Karolina i Piotrek to niewiarygodne gaduły, które dodatkowo zarażają optymizmem, dlatego z tej rozmowy dowiecie się o Malcie wszystkiego- na początek, bo więcej znajdziecie na blogu Rude i Czarne.

O czym dziś porozmawiamy? Oczywiście, o Malcie: codzienności na słonecznej wyspie, atrakcjach turystycznych czy jedzeniu. Ale zaczniemy od tego dlaczego w ogóle Karolina z Piotrkiem przeprowadzili się na Maltę…

Każdy pewnie Was pyta o to dlaczego Malta. A ja spytam dość przewrotnie- dlaczego nie Cypr? Obydwie wyspy wydają się być dość podobne…

Piotrek: To fakt, że jeśli chodzi o np. Klimat, Cypr i Malta są do siebie dość podobne. Ale szczerze mówiąc, jakoś nie rozważaliśmy nawet przeprowadzki na Cypr. Tj. braliśmy początkowo Cypr pod uwagę, ale po sprawdzeniu rynku pracy na Cyprze, totalnie ten pomysł odrzuciliśmy. Zapytasz – dlaczego. Zanim wyjechaliśmy z Polski, wysyłaliśmy nasze CV w wiele miejsc. Ja miałem nawet jedną rozmowę kwalifikacyjną z firmą cypryjską, na skype, Ruda miała propozycję pracy na Sri Lance i to miejsce też przez chwilę braliśmy pod uwagę.

Niestety cypryjski kryzys finansowy w 2013 roku mocno odbił się na sytuacji finansowej mieszkańców, firm i zarobki mocno spadły. Do tego na Cyprze przez to wcale nie jest tak łatwo znaleźć pracę. O ile nasza wyprowadzka z Polski nie miała charakteru wyjazdu typowo zarobkowego, tak wiedzieliśmy, że musimy szybko znaleźć pracę, choćby początkowo miała to być jakakolwiek praca, a na miejscu szukalibyśmy czegoś lepszego. A z Cypru mieliśmy bardzo mało odpowiedzi na nasze CV. Podczas gdy z Malty, jeszcze zanim wyjechaliśmy, już mieliśmy poumawiane rozmowy kwalifikacyjne na miejscu. Wiedzieliśmy więc, że większa szansa na znalezienie pracy jest właśnie na Malcie.

Do tego, zanim wyprowadziliśmy się na Maltę, byliśmy już tutaj kilka lat wcześniej. Spędziliśmy wtedy tydzień na Malcie, wiedzieliśmy mniej więcej jak się tutaj poruszać, jakie są ceny, jak wygląda budownictwo, jacy są ludzie. Na Cypr wybraliśmy się dopiero mieszkając już na Malcie. Czy żałujemy, że wylądowaliśmy na Malcie, a nie na Cyprze? Nie. Cypr bardzo nam się spodobał, ale na Malcie jest nam dobrze.

Jak wygląda życie na Malcie? Czym różni się od życia w Polsce, tak na pierwszy rzut oka? 

Karolina: Na pierwszy rzut oka tutaj życie płynie w zupełnie innym tempie, dużo wolniej. Na Malcie każdy ma na wszystko czas, nikt się nigdzie nie spieszy, nikt nie ma problemu, że świat się zawali jeśli spóźni się do pracy lub nie uda się czegoś zrobić dzisiaj. Bo co nie uda się zrobić dzisiaj, zrobi się jutro, albo za miesiąc. Dzięki temu ludzie są tutaj dużo bardziej wyluzowani, nie stresują się niepotrzebnie. Są uśmiechnięci, lubią zagadywać do nieznajomych, są zrelaksowani. Z czasem udziela się to także Tobie. Idziesz sobie ulicą, uśmiechasz się do obcych, w kolejce do sklepu spędzasz pół godziny zamiast 5 minut, bo akurat kasjer postanowił rozmawiać z Tobą o Polsce i wypytywać o Twój kraj. Tutaj nie ma potrzeby stresować się, bo…po co?

Powiem Ci, że na początku troszkę nas to denerwowało. Chcieliśmy coś szybko załatwić, przyzwyczajeni, że w Polsce musieliśmy mieć wszystko od A do Z, wykonane w danej chwili, jak najszybciej. A tutaj nie mogliśmy załatwić konta w banku, żeby iść złożyć podanie o kartę rezydenta, musieliśmy brać urlop w pracy, często podobnie w przypadku spraw na poczcie (godziny otwarcia urzędów na Malcie są bardzo krótkie). Denerwowała nas jakaś taka maltańska opieszałość, wydawało nam się, że niektóre sprawy są nie do ogarnięcia.

A po jakimś czasie… zaczęliśmy do tego podchodzić w sposób maltański. Przestało nam się spieszyć, przestaliśmy zakładać z góry, że coś musimy zrobić dzisiaj. Bo tak naprawdę, co nam to zmieni, czy wyślemy list dzisiaj czy jutro albo za tydzień? Są dużo poważniejsze problemy w życiu, więc szkoda nerwów na takie malutkie rzeczy. Dzisiaj uśmiechy rzadko schodzą z naszych twarzy. I tutaj dostrzegamy różnicę, która nas od razu uderzyła przy pierwszej wycieczce z Malty do Polski. Z perspektywy czasu i życia na Malcie, w Polsce ludzie stanowczo za mało się uśmiechają. Są nerwowi, ciągle gdzieś się spieszą, denerwują się. A spróbuj sobie, jak my, spacerować po polskich uliczkach i uśmiechać się do obcych albo życzyć miłego dnia! Na Malcie jest to normalne, w Polsce w takiej sytuacji ludzie patrzą na nas jak na szaleńców. Szkoda. Bo uśmiech potrafi zdziałać cuda! I dzień potrafi być dużo lepszy, jeśli podejdziemy do czegoś ze spokojem, jeśli ktoś obcy obdarzy Cię zwykłym, bezinteresownym uśmiechem. Może to banał, ale z naszej perspektywy ta różnica w podejściu do życia, do obcych ludzi, bardzo w nas uderza, gdy obserwujemy Maltę i Polskę.

Do tego Malta jest bardzo bezpieczna, choć mało się o tym mówi. Wyobraź sobie, że zostawiasz w Polsce swoje auto/skuter z kluczykami w stacyjce na cały dzień w samym centrum miasta, gdzie przewija się mnóstwo osób. Tak samo jak zostawiasz swój portfel w knajpie na schodach i idziesz do domu, a o braku portfela dowiadujesz się dopiero rano.

Na Malcie często zdarzyło nam się zostawić kluczyki w stacyjce naszego skutera. A to byliśmy obładowani zakupami, a to zwyczajnie zapomnieliśmy. I skuter nigdy nie zniknął, kluczyki były w tym samym miejscu. Nasi znajomi wielokrotnie zostawiali gdzieś swoje portfele z pieniędzmi, dokumentami, wszystkim w środku. Od rana masa telefonów, że ktoś ma ich portfel i gdzie może go podrzucić. I nigdy nie brakowało ani centa w środku! Wyobrażasz sobie takie sytuacje w Polsce?

Podobnie w przypadku plaży – w lecie często chodzimy na plażę, zostawiamy wszystkie nasze rzeczy na ręcznikach – z portfelami, sprzętem fotograficznym, telefonami. Idziemy wszyscy do wody i nikt nie zostaje na ręczniku pilnować naszych rzeczy. Bo tutaj naturalne jest, że nic nigdy nie ginie. Każdy interesuje się tylko swoimi rzeczami i nawet nie przyjdzie do głowy żadna kradzież. Powiem Ci, że to daje ogromny komfort i wielkie poczucie bezpieczeństwa.

Czy po trzech latach na wyspie dostrzegacie tam więcej plusów czy minusów?

Piotrek: Wbrew pozorom to nie jest takie łatwe pytanie. Początkowo dostrzegaliśmy tutaj więcej minusów niż plusów. Tak jak mówiliśmy wcześniej, było wiele spraw, które nas irytowały – jak np. Opieszałość. Z czasem też doskwierał nam rozmiar Malty – jednak jest to malutkie państwo i wydawać by się mogło, że po paru miesiącach (dla niektórych nawet po paru tygodniach), nie ma tutaj co robić. Więc często wyjeżdżaliśmy na weekendowe wypady – do Włoch, Hiszpanii czy Jordanii. Ale! Po trzech latach możemy stwierdzić, że każdy minus Malty można postrzegać także jako plus i nic już nie jest czarne albo białe. Rozmiar wyspy jest np. Plusem, gdy musimy gdzieś się szybko dostać, jak np. Na samolot. 15 minut na skuterze i jesteśmy na miejscu. Dzięki temu nasz urlop jest zawsze wyliczony co do godziny. W dniu wylotu, jeśli mamy lot o innej porze niż poranek – np. 13 czy 16 czy nawet 20 – idziemy do pracy z naszymi plecakami spakowanymi na podróż i wychodzimy 1,5h przed wylotem. 15 minut na skuterze i jesteśmy na miejscu. To bardzo nam ułatwia i nie marnujemy urlopu niepotrzebnie na dotarcie na lotnisko.

Tak samo mamy więcej możliwości na spontaniczne wycieczki. W Polsce, będąc w Krakowie, nie wpadłoby nam raczej do głowy, by spakować się po pracy i jechać wieczorem na drugi koniec Polski nad morze. A tutaj? Możemy wyjść z pracy i ruszyć na grilla na drugi koniec wyspy, popłynąć na Gozo (druga co do wielkości wyspa archipelagu maltańskiego), tak naprawdę możemy w każdej chwili być w zupełnie innej części państwa, bez wielkiego pakowania i planowania. A do tego, po 3 latach na Malcie, wciąż znajdujemy perełki, których wcześniej nie odkryliśmy i których nie znajdziesz w przewodnikach.

Możemy więc stwierdzić, że po 3 latach nauczyliśmy się na każdy minus patrzeć z różnych perspektyw i szukać w nich także plusów. Niesamowite, ale każdy minus ma swoje dobre strony!

Trzy miejsca, które powinno się zobaczyć zwiedzając Maltę to…

Karolina: Zwiedzanie Malty różni się znacznie w zależności od tego, kiedy na Maltę przyjeżdżasz. Bowiem np. W lecie bardzo ciężko jest zwiedzać cały dzień, kiedy żar leje się z nieba i ciężko oddychać. A lazurową wodę morza masz wszędzie dookoła i kusi orzeźwieniem. Lato to na Malcie naprawdę Afryka, choć mało osób jest w stanie to sobie wyobrazić! Dlatego często odradzamy Maltę w szczycie lata, jeśli ktoś nastawia się na zwiedzanie, dużo zwiedzania.

W zimie zaś nie możesz pozwolić sobie na pływanie – woda jest lodowata, ale za to temperatury są bardzo przyjemne na zwiedzanie. Choć lubi troszkę padać deszcz czy też wiatr nie raz urywa głowę. Jednak zima to zdecydowanie najpiękniejsze kolory na Malcie – wszystko kwitnie, wyspy stają się zielone, piękne łąki kwiatów, horyzont jest ostry, słońce przyjemnie świeci.

Jednak bez względu na porę roku, jest kilka miejsc, które są ikonami Malty i każdy powinien je zobaczyć.

Jeśli chodzi o miasta – zdecydowanie Valletta, Mdina i Victoria na Gozo. Valletta nie bez powodu nazywana jest muzeum pod gołym niebem. Bowiem mając 320 zabytków, w całości została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako miasto z największym zagęszczeniem zabytków na metr kwadratowy. Warto się zgubić w tutejszych uroczych uliczkach, zwrócić uwagę na piękne balkoniki – gallarijas, wejść do tutejszej katedry z freskami Caravaggio, czy też zwiedzić bardzo ciekawy Fort St Elmo i poznać lepiej historię Zakonu Maltańskiego. Będąc w Valletcie warto także wybrać się do pobliskiego Birgu, po drugiej stronie Wielkiego Portu. Można dopłynąć tam np. Promem lub gondolą z Valletty w kilka minut. Birgu jest dużo spokojniejsze, rzadko tutaj widzi się turystów, a jest przepiękne! I koniecznie tutejszy Fort St Angelo – jedyną dzisiaj siedzibę Zakonu Maltańskiego, który po dziś dzień istnieje.

Mdina nazywana jest miastem ciszy. Zamieszkana ledwie przed 300 osób, rozkocha w sobie każdego. Wspaniałe uliczki, malutkie placyki były z resztą miejscem, gdzie kręcono wiele scen słynnego serialu „Game of Thrones”. Choć w ciągu dnia jest bardzo popularną wśród turystów destynacją, po zmroku staje się prawdziwym miastem ciszy. Mieszkańcy zapadają w sen, nie ma turystów, a uliczki stają się jeszcze bardziej magiczne właśnie po zmroku. Jedyne co usłyszysz to cisza.

Nie można także pominąć Victorii na wyspie Gozo i całej w zasadzie wyspy Gozo! Victoria jest stolicą Gozo i zachwyca nie tylko pięknymi uliczkami i placykami, ale także dostojną cytadelą na wzgórzu. Warto się tutaj przejść zwłaszcza po zmroku, gdyż otwarta jest ona całą dobę, a po zmroku nie ma tutaj żywej duszy. Niesamowite doświadczenie.

Będąc na Malcie nie można także pominąć całej wyspy Gozo i warto się tutaj wybrać na dłużej niż jeden dzień! Druga co do wielkości wyspa archipelagu maltańskiego zachwyca swoją spokojną atmosferą, sielanką, ciszą i naturalnością. Jest to idealne miejsce, by wypocząć, ale i atrakcji tutaj nie brakuje.

Warto także wybrać się na wyspę Comino i tutaj szczególnie polecamy…w zimie! W lecie jest tutaj tyle ludzi, że rzadko kiedy się tutaj wybieramy, bo nie znosimy tłumów. W zimie zaś Comino jest najpiękniejsze! Nie ma komercji, ludzi całkiem możliwe, że wcale           nie spotkasz. Comino całe kwitnie, a Błękitna Laguna wygląda wtedy najpiękniej, bez żywej duszy. Warto wtedy zrobić sobie trekking dookoła wyspy, którą można spokojnie obejść w kilka godzin. Znaleźć tu można np. Wieżę obserwacyjną Zakonu Maltańskiego, stary szpital, w którym kiedyś na izolacji przebywali ludzie chorzy na cholerę, ciekawy malutki fort z widokiem na Maltę, czy też stare pobrytyjskie baraki armii. Atrakcji nie brakuje!

Moglibyśmy wymieniać masę miejsc, które warto zobaczyć na Malcie i ciężko zamknąć się w jedynie kilku. Bo Malta, choć malutka, ma naprawdę sporo do zaoferowania. Trzeba jej jednak dać szansę i chcieć ją odkryć!

Z tego co słyszałam, nauka maltańskiego to koszmar. Uczyłam się różnych języków i maltański jest jednym z tych, które mnie przerażają. Mam rację?

Piotrek: Wstyd się przyznać, ale po 3 latach mieszkania na Malcie, w języku maltańskim jesteśmy w stanie wypowiedzieć jedynie kilka słów! I do dziś jak spotkamy się z jakąś nową nazwą, często mamy problemy z jej poprawnym wypowiedzeniem.

Językami urzędowymi na Malcie jest maltański i angielski. Wszyscy Maltańczycy mówią w obu tych językach, więc nie mieliśmy potrzeby się go nauczyć. Tym bardziej, że język maltański przyda się w życiu jedynie tutaj! Pewnie gdyby nie fakt, że wszyscy mówią także po angielsku, mielibyśmy nieco większą motywację do nauki maltańskiego.

Nie zapomnę sytuacji, gdy po naszej przeprowadzce na Maltę, Ruda następnego dnia miała rozmowę kwalifikacyjną w miejscowości Ta’Xbiex. Pytaliśmy naszego landlorda, jak najlepiej jest się tam dostać, czytając nazwę miejscowości tak, jak jest napisana. A Landlord nie miał zielonego pojęcia, o czym my mówimy! Ostatecznie pokazaliśmy mu ją na mapie, a on na to „Aaaaa Tażbiż”! Nie wpadlibyśmy na to, że powinniśmy odczytać w ten sposób.

Język maltański jest mieszanką arabskiego, angielskiego i włoskiego, z czego najwięcej jest tutaj arabskiego (ok. 70%). Myśleliśmy więc, że w takim razie Maltańczycy pewnie nie mają problemu, by dogadać się w państwach arabskich, naszym zdaniem powinni bez problemu się rozumieć. I w takim wypadku mielibyśmy ogromną motywację do nauki, bo uwielbiamy kraje arabskie. Co się jednak okazało – do Maroka i Jordanii wzięliśmy ze sobą naszych maltańskich przyjaciół. Na miejscu zorientowaliśmy się, że o ile Arabowie są w stanie zrozumieć język maltański, tak nie działa to w drugą stronę! Maltańczycy nie są w stanie zrozumieć arabskiego. Pewnie dochodzi tutaj także tempo mówienia czy sposób wymowy, ale w żaden sposób język maltański nie pomógł im w komunikacji i łatwiej było komunikować się po angielsku lub na migi. Dlatego też nasza motywacja do nauki bardzo spadła i wolelibyśmy nauczyć się języka, który przyda nam się w większej ilości państw niż malutkiej Malcie. Wymowa wielu słów jest bardzo trudna, choć z czasem jesteśmy w pewnym sensie w stanie przewidzieć, jak dane słowo powinno być wypowiedziane. Ale tak jak mówię, z racji tego, że wszyscy Maltańczycy mówią bardzo dobrze także po angielsku (spuścizna brytyjska i czasów kolonii), nie mamy za bardzo potrzeby uczyć się także języka maltańskiego. Więc np. o gramatyce nie jesteśmy w stanie Ci opowiedzieć.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Karolina&Piotr – RudeiCzarne (@rudeiczarne_travelblog)

Czy w sezonie można gdzieś znaleźć plażę bez tłumu turystów? 

Karolina: Tak i nie! To zależy od tego, czy chcesz wyłącznie plaże piaszczyste, czy wchodzą w grę także skaliste. Mówię o tym, bo wielokrotnie dostajemy wiadomości o tym, że na Malcie nie ma plaż! I zawsze jesteśmy w szoku – jak to nie ma? Wiele turystów za plażę uważa jedynie plaże piaszczyste, zapominając, że kamienie i skały to wciąż plaża.

Na Malcie nie ma zbyt wielu plaż piaszczystych, a turyści, wiadomo, wolą piasek, więc te piaszczyste w lecie są wypełnione ludźmi po brzegi. Dla nas to żadna przyjemność, więc na plaże piaszczyste wybieramy się jedynie zimą na pikniki. Sami zaś w lecie spędzamy czas głównie na plażach skalistych, które są naszymi ulubionymi. Dlaczego? Z kilku powodów. Otóż przede wszystkim, na plażach skalistych jest oczywiście bardzo mało ludzi, a turystów nie ma praktycznie wcale. Więc już tutaj odpada ogromna ilość ludzi. Po drugie, na plażach skalistych jest dużo bardziej przejrzysta woda, która przy plażach piaszczystych bywa mętna od fal i nie raz zdarzają się czarnawe wodorosty/trawa morska. Po trzecie – uwielbiamy snorkeling i podwodne życie, a najwięcej życia jest właśnie przy skałach. Ośmiornice, rozgwiazdy, mureny, piękne kolorowe rybki, skrzydlice – te najczęściej spotkać można właśnie na plażach skalistych.

Odpowiadając więc wreszcie na Twoje pytanie – tak, oczywiście, że w lecie można znaleźć plaże bez tłumu turystów. Pod warunkiem, że nie szukasz miejsc, których szuka właśnie turysta. Nie zapominajmy, że Malta ze wszystkich stron otoczona jest morzem, więc pięknych plaż tutaj nie brakuje. Do wielu z nich nie dojeżdża komunikacja miejska, nie ma tam parasolek czy leżaków, czasem od parkingu trzeba podejść ok. 20-30 minut w skwarze. Ale warto omijać te turystyczne plaże, piaszczyste, na których jest się ściśniętym jak sardynka i bez problemu można znaleźć puste miejsca, gdzie będziesz całkiem sama i nikt nie będzie Ci przeszkadzał J Mamy nawet kilka naszych ulubionych miejsc, w których rzadko widać żywą duszę J

Czego nie należy robić na Malcie? Są jakieś rzeczy, na które powinniśmy uważać?

Piotrek: Na pewno nie powinno się na Malcie pić wody z kranu, nawet do herbaty czy kawy. Na Malcie nie ma żadnych rzek ani źródeł, więc woda w kranie jest odsalaną wodą morską. Jest w niej mnóstwo chemikaliów i często czuć chlor. Więc o ile do mycia naczyń czy gotowania makaronu jest ok, tak do picia kompletnie się nie nadaje.

A drugą rzeczą, której nie powinno się robić na Malcie, to narzekać do Maltańczyków na Maltę. Choć jest to malutki kraj, Maltańczycy są bardzo dumnym narodem. Sami często narzekają na swoje państwo, na politykę, na drogi itd. Ale jeśli obcokrajowiec zacznie do nich narzekać na Maltę, nie jest to mile widziane i w najbardziej skrajnych momentach można usłyszeć „Go back to your country”, czyli wracaj do swojego kraju. Trzeba bowiem pamiętać, że co by nie było, nie jesteśmy u siebie, jesteśmy przyjezdni. Nie można więc do Maltańczyków narzekać, bo to wiąże się z nieprzyjemnymi dyskusjami i jest źle odbierane.

Pamiętam, że kiedyś w mieszkaniu znaleźliście skorpiona. Czy są jeszcze jakieś stworzenia, na które turyści powinni uważać?

Karolina: Skorpiony zdarzają się rzadko, ale można je spotkać. My sami w ciągu 3 lat widzieliśmy skorpiona jedynie 2 razy, z czego raz w… zlewie w kuchni! Są maleńkie i potrafią przechodzić przez kanalizację. Jednak są tak naprawdę wielkości zapałki i nie są groźne dla człowieka.

Na pewno początkiem lata trzeba uważać na Malcie na meduzy. Najwięcej jest ich w maju i czerwcu, znikają w szczycie lata i ponownie wracają jesienią. Choć nie wyglądają na groźne – są malutkie, tak ich wici są naprawdę długie i potrafią mocno poparzyć. Piotrek kiedyś pływając zaplątał się w wici takiej malutkiej meduzy i po dziś dzień, choć minęły już 2 lata, ma blizny na klatce piersiowej.

Zmorą Malty są także karaluchy, głównie w lecie. Niestety system zbierania śmieci nie jest tutaj najlepszy, tj. Śmieci trzeba zostawiać po prostu na chodniku, a rano śmieciarka zabiera takie worki po kolei z każdego domu. Więc w upale, przy śmieciach, karaluchy mają raj na ziemi. I niestety bestie te chodzą po ścianach domów, nie mając problemu z wejściem po ścianie na np. Trzecie piętro i wejście do domu przez otwarte okno. W domach nie jest nawet ważne, czy jest czysto czy nie, jeśli karaluch trafi na otwarte okno, jest to dla niego idealna okazja, by wejść. Warto więc mieć w oknach moskitiery, które uchronią przed karaluchami.

Kiedy byłam na Malcie nie byłam pewna, które dania kuchni są typowo maltańskie. Co typowego można zjeść na Malcie, najlepiej bez mięsa? 

Piotrek: To fakt, że kuchnia na Malcie jest miksem i ciężko znaleźć coś typowo maltańskiego, czego nie ma w innych krajach. Jednak wpływy arabskie, brytyjskie i włoskie widoczne są nie tylko w przypadku języka, ale także w kuchni. Jednak są typowe dania, które są daniami narodowymi. W pierwszej kolejności oczywiście fenek, czyli królik, który przyrządzany jest głównie w formie gulaszu.

Z dań nie-mięsnych to przede wszystkim maltańskie ravioli, czyli pierożki z ricottą lub gozitańskim serem, polewane sosem pomidorowym (maltańska kunserwa) z czosnkiem i natką pietruszki – są pyszne. Do tego oczywiście maltańska ftira – najbardziej tradycyjna jest z tuńczykiem (narodowa ryba na Malcie), kaparami, oliwkami, serem, sosem pomidorowym i cebulą oraz słynne maltańskie pastizzi czyli ciasto francuskie z nadzieniem z groszkiem lub ricottą, smażone na głębokim oleju. I oczywiście stek z tuńczyka, którego na Malcie jest mnóstwo i jest częścią wielu dań w tym kraju.

Co nietypowego można zrobić na Malcie?

Karolina: Malta wielu kojarzy się z plażami i lazurową wodą, Zakonem Maltańskim czy balkonikami – gallarijas. Z takich mniej typowych zajęć na Malcie – w lecie organizowane są regularnie tzw. Clean upy, czyli sprzątanie dna morskiego. Zgłaszają się wtedy ochotnicy – nurkowie, osoby z maską i rurką, ale także nie-pływający i wspólnymi siłami sprzątamy dno morskie ze śmieci. Później wspólnymi siłami segregujemy śmieci – co nadaje się do recyklingu, idzie na bok i przeznaczone jest do ponownego użytku, a reszta zostaje po drugiej stronie i ląduje na wysypisku. Jest to jedno z najpiękniejszych na Malcie przedsięwzięć, dzięki któremu dno morskie jest znowu czyste, a do tego poznać można wiele ciekawych ludzi. Oczywiście tego typu akcje są organizowane w wielu miejscach na świecie, ale jako nurkowie pierwszy raz wzięliśmy w tym udział właśnie na Malcie.

A skoro już rozmawiamy o nurkowaniu – Malta jest jednym z najlepszych miejsc na świecie jeśli chodzi o nurkowanie na wrakach i jest bardzo ceniona na świecie. Wiele statków zostało tutaj zatopionych celowo – dla nurków i jako miejsce dla rafy koralowej. Ale znaleźć można także niemieckie bombowce z czasów II wojny światowej, także polski okręt podwodny z czasów II wojny światowej ORP Kujawiak, który trafił podczas wojny na minę. Masa przepięknych wraków, podwodnych jaskiń i podwodnego życia zachęca do spróbowania swoich sił pod wodą.

Jak postrzegani są Polacy na Malcie?

Piotrek: Polacy postrzegani są przez Maltańczyków jako bardzo pracowita nacja. Szczególnie wyróżniamy się na tle Włochów czy innych południowych krajów, którzy raczej uważani są za leniwe narody. Maltańczycy wiedzą, że Polak jest pracowity, lubi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, zwraca uwagę na detale. Raczej nie wiedzą o słynnym „Polak potrafi”, a często porównują Polaków do Niemców, że musimy mieć wszystko od A do Z. Do tego Malta jest bardzo religijnym narodem, a polski papież jest dla nich niezwykle ważny. Więc na wieść, że pochodzimy z Polski, bardzo często jako odpowiedź słyszymy „Papa John Paul” albo „Karol Wojtyla”! Z resztą w wielu miejscach dookoła Malty zobaczyć można jego pomniki.

Równie dobrze orientują się w historii II wojny światowej, trudnego tematu Holocaustu, często z szacunkiem wypowiadają się o tym, przez co Polacy musieli przejść w czasie II wojny światowej, a przecież i Malta nie miała łatwo, jako „lotniskowiec” brytyjski. I bardzo dobrze znają też osobę Lecha Wałęsy i Solidarność. Bardzo często mieliśmy sytuacje, gdy w osiedlowym sklepiku na wieść, że jesteśmy Polakami, Maltańczycy wypytywali o sytuację w Polsce, wypytywali o komunizm, chcieli więcej się na ten temat dowiedzieć. Przyznać musimy, że wielokrotnie byliśmy zaskoczeni, jak wiele Maltańczycy wiedzą o Polsce, biorąc pod uwagę fakt, że jednak w Polsce np. Bardzo mało mówi się o Malcie i historii Malty, a wiele innych krajów ma problem z tym, gdzie na mapie znajduje się Polska. To napawa taką dumą i poczuciem solidarności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli chcecie odkrywać Maltę razem z Karoliną i Piotrkiem, koniecznie sprawdźcie ich blog- Rude i Czarne oraz kanał na youtube, gdzie znajdziecie podróżnicze inspiracje z całego świata. Nie wiem czy też tak macie, ale mi marzy się Malta, oczywiście z takimi przewodnikami…

Kolejne rozmowy z inspirującymi podróżnikami i podróżniczkami- już niedługo. Jeśli macie swoje typy, piszcie w komentarzach. Do usłyszenia,

4 KOMENTARZE

  1. Ale super nam się z Tobą rozmawiało i teraz czytało całość! A jak będziesz się znowu wybierać na Maltę, masz nas za przewodników! Ściskamy mocno ze słonecznej Malty!

  2. Świetny wywiad ze wspaniałą parą.
    Ich blog znam świetnie, a o Malcie już wiem chyba wszystko 🙂
    Pięknie pokazują swoje podróże.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne wywiady.

    • Ja również jestem wielką fanką Karoliny i Piotrka 😀 cieszę się bardzo, że wywiady mogą przybliżyć ciekawe i sympatyczne osoby, bo to jest moim zdaniem najważniejsze, a miejsc z takimi rozmowami jest zdecydowanie za mało- a jak już ciągle pojawiają się te same osoby.

      Serdeczne pozdrowienia Irenko i do usłyszenia,
      Ewelina

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here